Po spektakularnych eksperymentach związanych z Black Radio, które przyniosły Glasperowi Grammy, wielu z nas pewnie zastanawiało się co dalej, co wymyśli genialny muzyk, w którą stronę pójdzie. Niektórzy być może sądzili, że siłą rozpędu wejdzie w jeszcze większe eksperymenty, zacznie eksplorować jeszcze bardziej zaskakujące rejony, na których jego stopa nie stanęła. Chyba nikt nie spodziewał się, że zrobi niejako „krok w tyłu” i cofnie się do swojego pierwszego akustycznego trio, z którym nagrał dwa pierwsze albumy dla Blue Note: „Canvas” i „My Element”. Razem ze starymi towarzyszami, którymi są: Vicente Archer na basie i Damion Reid na perkusji, panowie zagrali koncert w słynnym Studio A wytwórni Capitol w Los Angeles, który został nagrany i wydany w postaci krążka Covered.

robert glasper covered

Robert Glasper pewnie nie byłby sobą gdyby choć trochę nas nie zaskoczył. Myśląc o powrocie artysty do akustycznego trio, myślimy oczywiście o muzyce, którą dobrze znamy z pierwszych płyt. Tymczasem dostajemy coś zdecydowanie bardziej spod szyldu Black Radio tyle, że w wersji akustycznej. I dosłownie muzyk wraca do niektórych z tych nagrań, ale nie tylko. Pomysł na krążek był prosty, cytując pianistę: „I wanted to do a nice happy medium and do songs that I like, basically from my iPod.” Pomysł niby banalny, ale pod palcami takiego geniusza nawet coś takiego może przerodzić się w prawdziwe dzieło. Łatwo możemy się domyślić, że tak ciekawa muzyczna osobowość jaką jest Glasper, słucha rzeczy ciekawych i różnorodnych. Czasami sama zastanawiam się, i pewnie nie jestem w tym odosobniona, czego na co dzień słuchają interesujący mnie artyści. I w tym miejscu Glasper się nam odsłania, ujawniając podczas koncertu zawartość swojego iPoda. Mieszanka to może nie wybuchowa, ale ciekawa. Pianista wraca do znanych z Black Radio „So Beautiful” (Musiq Soulchild) i „Levels” (Bilal) z tym, że w formie instrumentalnej. To bardzo nastrojowe granie, w którym neo-soulowe ballady nabierają bardziej jazzowego wyrazu. Dalej pojawiają się oczywiście covery np. Radiohead „Reckoner”, który łatwo rozpoznajemy gdyż nie odbiega daleko od oryginału z tym, że głos imituje tutaj z dużym wyczuciem fortepian. Ten kawałek, choć wiernie zagrany sprawdza się doskonale, wcale nie odczuwamy braku wokalu, Glasper gra z takim wyczuciem, że co jakiś czas przystajemy zdezorientowani i zdziwieni, że mamy do czynienia tylko z samym instrumentem. Tego samego nie da się powiedzieć o coverze „Good Morning” Johna Legenda. Kawałek jest nieco przydługawy i lekko nużący. Ale dalej Glasper znowu zaskakuje doskonale rozgrywając The Worst” Jhene Aiko. Pokazuje potencjał, jaki drzemie w prostej, ale pięknej melodii, a całość w wersji instrumentalnej, pozbawiona koszmarnego teledysku, naprawdę zyskuje. Popisem umiejętności pianisty jest utwór otwierający „I don’t even care” – znów zwrot w stronę Black Radio, kawałek rozegrany po mistrzowsku na linii pianista – perkusista.

Punktem kulminacyjnym, zastrzykiem energii w tych dosyć powoli sączących się melodiach, jest najdłuższy kawałek „In case you forgot”. To trochę zabawna kompozycja w której Glasper poszcza wodze fantazji, droczy się z publicznością, której entuzjazm i śmiech słychać na nagraniu. Pomiędzy popisową grę, kaskady dźwięków, pasaży, które są dowodem niezwykłej sprawności technicznej, wplata swoje doskonałe poczucie humoru w postaci mieszanki popowych kawałków i jazzowych standardów. I tak pojawia się „Up Jumped Spring” Freddiego Hubbarda ale, ku uciesze publiczności, Glasper przywołuje „Time after time” Cyndi Lauper czy „I can’t make you love me” Bonnie Raitt. Laury należą się perkusiście i basiście za popisowe i mistrzowskie solówki. Krążek ma jednak ciężkie zakończenie. Pianista wraca do finalnego utworu z Black Radio 2 – „Jesus Children of America” Stevie Wondera, który dedykowany został ofiarom tragedii Sandy Hook Elementary School. Kontynuuje ten temat w „Got Over” gdzie usłyszymy aktora i aktywistę Harry’ego Belafonte. Natomiast ostatni utwór to przejmujący i poruszający„I’m dying of thirst” Kendricka Lamara. W tym kontemplacyjnym i elegijnym utworze, pianista wraca do problemów ciemnoskórej społeczności, na tle dźwięków słyszymy dziecięcy chór recytujacy nazwiska Afroamerykanów, którzy zginęli z rąk policji.

Covered to płyta bardzo dobra, ale nie odkrywcza, nie wywarza żadnych nowych drzwi, raczej spokojnie wchodzi otwartymi już wierzejami. Z pewnością nie jest to materiał na kolejne Grammy. Wydaje mi się jednak, że pianista jest tego całkowicie świadomy i że taki też był jego zamysł, nagranie dobrego materiału, pobawienie się kawałkami, których słucha, taki przystanek, oddech, rzecz wartościowa, ale nie będąca celem samym w sobie.