Fin „Fink” Greenall swoją muzyczną karierę zaczynał jako DJ, odnoszący sukcesy na gruncie muzyki techno. W 1997 roku ukazał się jego debiutancki singel „Fink Funk”, będący zapowiedzią pierwszego albumu studyjnego „Fresh Produce” z 2000 roku.

W kolejnych latach Greenall odchodził od muzyki tanecznej, kierując swoje zainteresowania w stronę bardziej tradycyjnych brzmień. Wydanie w 2006 r., we współpracy z Guy’em Whittakerem i Timem Thorntonem, albumu „Biscuits for Breakfast” okazało się momentem przełomowym w karierze muzycznej tej trójki. Nieco później muzycy podjęli decyzję o założeniu zespołu, który przyjął nazwę Fink. Ich twórczość obejmuje szeroki zakres gatunków. Na płytach znajdziemy folk, electro, bluesa i trochę rocka.

12204994_1053249921366593_441785545_n

Mogłoby się wydawać, że jedyną odtrutką na zbliżająca się zimę jest muzyka Finka, przepełniona emocjami, melancholijnymi tekstami i delikatnymi aczkolwiek hipnotyzującymi dźwiękami gitar. Które swoją drogą Fin zmieniał jak rękawiczki.

5 listopada, wrocławski klub Alibi pękał w szwach. Artysta powrócił do Polski z trasą promującą jego wydane w 2014 roku wydawnictwo „Hard Believer”. Cały występ składał się z mieszanki utworów z promowanej płyty, z utworami z wcześniejszych wydawnictw.

Cały koncert trwał około półtorej godziny. Jego początek nie zwiastował jednak muzycznego szaleństwa. Zespół zaczął spokojnie od „Fall into the light” z „Horizontalism”. Kolejnym wykonanym utworem było „Pilgrim” w nieco rozbudowanej, koncertowej wersji, która czarowała mocną końcówką. Perełką występu było wykonanie utworu „Hard Believer”. Powolna, bardzo bluesowa i brudna wersja oczarowała wszystkich. Podobnie zresztą jak rozedrgane „Wheels”. Wiele emocji wywołało we mnie „Too Late”. Wersja live przygniata słuchacza jeszcze bardziej, lepiej na niego oddziałuje. Bardzo miło wspominam również wykonanie melodyjnego „Truth Begins” oraz prostego, lecz niesamowicie przyjemnego i wpadającego w ucho singla „Looking Too Closely”. Utworem zamykającym był „Sort of Revolution”, które już od pierwszych dźwięków wywołało aplauz wśród publiczności. Jako bis zespół zagrał bardzo pozytywne, w lekko reggeaowym klimacie utwór „Berlin Sunrise”.

12202383_1053253914699527_1880722699_n

Wiele z utworów zagranych podczas koncertu zostało wykonanych w nieco wydłużonych wersjach, każdy z muzyków mógł pokazać swój kunszt grania. W całym secie zmieściło się 12 utworów, ale każda z nich czarowała swoim klimatem, ukazywała to czego nie dało się usłyszeć na płytach.

Wielkie brawa należą się technikowi oświetlenia. Światła w formie czterech filarów pulsujących reflektorów rozświetlały nie tylko scenę ale i całą salę klubu. Świetnie współgrały z muzyką wykonywaną przez Finka i tworzyły znakomity nastrój.

12207969_1053253804699538_878495021_n

Występ Brytyjczyka wraz ze zespołem wypadł świetnie. Fink ze swoją trasą idealnie wpisał się w nieco melancholijną, dającą do myślenia porę roku. Po zgromadzonej publiczności w różnym wieku, widać że muzyka serwowana przez zespół jest ceniona, a nawet pomaga przetrwać w ciężkich chwilach. Jest pełna emocji, a teksty wyśpiewywane przez Finka są na tyle prawdziwe, że został on uznany za jednego z wielkich brytyjskich współczesnych kompozytorów. Muzyk udowadnia, że przekonanie człowieka do prawie wszystkiego jest możliwe. Wystarczy sięgnąć po odpowiednie środki w postaci płyty czy występu na żywo. Utwory z „Hard Believer” na długo nie wypadną z mojej playlisty, tak samo jak koncert promujący ten album, na długo nie wypadnie z mojej pamięci. Pozostaje tylko czekać na nowy album tego znakomitego artysty lub na kolejną część trasy „Hard Believer Tour”.

Setlista:

„Fall into the light”
„Pilgrim”
„Fear is like fire”
„Hard Believer”
„White flag”
„Warm shadow”
„Wheels”
„Yesterday WHOAOU”
„Too Late”
„Truth Begins”
„Looking too closely”
„Sort of revolution”
„Berlin sunrise” (bis)