Kolejna odsłona jednego z najważniejszych festiwali jazzowych w Polsce – Jazz Jantar powraca w swojej jesiennej odsłonie!

W piątkowy wieczór na scenie gdańskiego Żaka wystąpiły dwie diametralnie różniące się od siebie, znakomite formacje. Nic więc dziwnego, że publiczność przybyła niezwykle tłumnie, zajmując wszystkie miejsca siedzące, a także obstawiając kąty i balkony klubu.

sonsof2

Koncert rozpoczęło mocne uderzenie brytyjskiej grupy Sons of Kemet, w której skład wchodzą: Shabaka Hutchings – saksofon, Theon Cross – tuba, Seb Rochford – perkusja oraz Tom Skinner – perkusja. Mamy zatem dwa zestawy perkusyjne, saksofon i tubę. Co może wyniknąć z tego oryginalnego połączenia? Totalnie szalona muzyka, przy której ciało odbiorcy samo zaczyna wybijać rytm! Połączenie jazzu, rocka, rytmów afrykańskich, karaibskich i bałkańskich. Muzycy nie musieli żadnym słowem czy gestem reklamować swojej muzyki. Co ciekawe, Sons Of Kemet podczas godzinnego koncertu głównego zagrali jedynie trzy utwory – tak długie kompozycje z solówkami i długimi rozwinięciami zaprezentowali Brytyjczycy. Najważniejszym momentem koncertu była solówka tuby (Theon Cross), która zebrała gromkie brawa. Oczywiście nie obyło się również bez bisów (dwóch!). Muzyka Sons Of Kemet jest w pewnym sensie uniwersalna – myslę, że można ją polecić wielu odbiorcom o przeróżnych gustach muzycznych.

cecile1

Druga część koncertu należała do niezwykle utalentowanej wokalistki, objawienia jazzowego ostatnich lat – Cecile McLorin Salvant. Ta amerykańska artystka nominowana do nagrody Grammy za jazzowy album roku, po raz pierwszy wystąpiła w Polsce! W gdańskim Żaku zaśpiewała z zespołem, który towarzyszy jej od samego początku kariery: Fred Nardin – fortepian, Paul Sikivie – kontrabas oraz Lawrence Leathers – perkusja. Cecile zabrała nas w podróż w czasie do lat 60tych! Zespół zaprezentował tradycyjne podejście do jazzu przedstawiając autorskie kompozycje artystki oraz własne wersje klasyków, takich jak: „Never Will I Marry” Nancy Wilson, „Wifes and Lovers” jazzowego standardu z 1963r, czy folkowej amerykańskiej pieśni pt. „John Henry”. Sama artystka jest niewątpliwie kolejną wielką divą jazzu, która dużo czerpie z tradycji. Pierwszym skojarzeniem jest Ella Fitzgerald nie tylko poprzez barwę głosu i oryginalne, zabawne, scatowane solówki ale również poprzez aparycję i sposób zachowania. Cecile McLorin Salvant niewątpliwie zaczarowała gdańską publiczność swoją naturalnością i muzykalnością.

DSC_0757