Kayah była jedną z gwiazd tegorocznej edycji Festiwal Warszawa Singera. Mieliśmy okazję porozmawiać z artystką na temat festiwalu i nie tylko. Zapraszamy do lektury.

Tegoroczny występ na Festiwalu Singera był Twoim trzecim. Jak Ci się występowało w tym roku i w tym składzie?

Było cudownie, ambitnie, jazzowo. Skład ten nie jest mi obcy, ani też emocjonalnie obojętny. Graliśmy już taką formacją na Yiddish Festival w Tel Avivie, gdzie nie chciano nas wypuścić ze sceny. Cieszy mnie zatem, że nie tylko nam muzykom sprawia taką radość ten program i takie aranżacje.

Jak wspominasz dwa poprzednie występy na Festiwalu Singera?

To był dla mnie magiczny czas… Prezentowania i przekonywania ludzi do mojej innej odsłony, mniej komercyjnej, ale tak satysfakcjonującej i obiecującej dalszą muzyczną podróż, wraz z Transoriental Orchestra, dzięki czemu wszyscy możemy się rozwijać.

Trzeba przyznać, że Festiwal Singera był dość przełomowym wydarzeniem w Twojej karierze, bo specjalnie na tę okazję przygotowałaś materiał, który potem wydałaś jako świetny album pt. „Transoriental Orchestra”. Jak wspominasz pracę nad przygotowaniami utworów oraz nagrywaniem płyty?

To był ogromnie ekscytujący czas. Wyzwanie polegające na opanowaniu tekstów w różnych nieznanych mi językach. Trochę stres, czy ludzie to zaakceptują, a nie będą myśleć, że to moja chwilowa fanaberia. Docieraliśmy się również z naszą orkiestrą, z którą dziś stanowimy jedno ciało i gramy na całym świecie, z radością, że muzyka połączyła nas w niemalże rodzinę.

Podczas swoich koncertów z Transoriental Orchestrą prezentujesz m.in. swoje przeboje sprzed lat w zupełnie nowych, bardziej etnicznych wersjach. Czy możemy spodziewać się płyty z nowymi aranżacjami?

Raczej wolę pracować już nad czymś nowym, poszukiwać dalej wspaniałych kompozycji z całego świata i mierzyć się z nimi naszą wrażliwością.

Drugim, dość przełomowym momentem w Twojej karierze była współpraca z Goranem Bregoviciem. W tym roku miało dość do Waszego długo oczekiwanego, pierwszego od ponad 15 lat koncertu podczas Oświęcim Life Festival. Ostatecznie nie doszedł on do skutku. Żałujesz? Czy myśleliście o zagraniu razem kiedy indziej, przy innej okazji?

Nie jest tajemnicą, że towarzysko z Goranem daleko nam do zażyłości. Złożyło się na to wiele okoliczności, o których nie chcę opowiadać. Jako artystka oczywiście żałuję, że nie doszło do naszego spotkania, byłoby to z pewnością wydarzenie artystyczne ważne nie tylko dla mnie, ale i wszystkich fanów naszej wspólnej płyty sprzed lat. Jednak jako człowieka o pokojowych przekonaniach nie dziwi mnie decyzja organizatorów, aby wycofać się z zaproszenia Bregovica. Myślę, że ta decyzja była jak najbardziej na miejscu. Szczególnie w tym kontekście, że festiwal odbywał się w Oświęcimiu.

Krąży wiele plotek o Waszej współpracy oraz o dość burzliwym jej zakończeniu. Jak z perspektywy lat patrzysz na ten okres Twojej kariery?

Nie wiem jakie są plotki, ja znam prawdę. My wcale nie zakończyliśmy burzliwie współpracy, zagraliśmy co mieliśmy zagrać i Goran wyjechał. Nestety pozostały nieścisłości finansowe, niesmak itd. Cóż nasza współpraca przyniosła mi fanów, zyski, popularność na świecie, jakże miałabym ją więc oceniać, jeśli nie z satysfakcją?

Płyta z Bregoviciem to bez wątpienia jeden z klasyków polskiej fonografii i pomimo upływu lat słucha się go z przyjemnością. Czy myślisz, że teraz możliwe jest nagranie na polskim rynku takiego typu „albumu-evergreena”?

Nie mam zielonego pojęcia. Wydaje mi się, że rynek jest nieprzewidywalny.

Od paru lat nie tylko występujesz na scenie, ale także pracujesz z młodymi artystami w wytwórni Kayax. Czy trudno jest wyszukać jakiegoś zdolnego debiutanta i doprowadzić go na szczyt?

Całe szczęście, że to oni nas znajdują (śmiech). A ze szczytem bywa różnie, bo dla każdego znaczy on co innego. Promujemy artystów niszowych, ambitnych, idących często pod prąd. Myślę wręcz, że programowo nie zależy im na perwszych miejscach list przebojów w komercyjnych stacjach. Jako wydawca chcę by muzyk, w którego talent uwierzyłam i zainwestowałam zdobył inteligentną i wierną publiczność, żeby nasze projekty wzbudzały zainteresowanie i zrozumiały szacunek. Aby nasi artyści grali koncerty, z których mogliby się utrzymywać i wieść godne życie. Aby ich ideały nie legły w gruzach prozy życia.

Dość aktywnie udzielasz się na Facebooku, zwłaszcza podczas wydarzeń kulturalnych. Jednym z nich była Eurowizja, o której wypowiadasz się bardzo przychylnie. Czy sama zgodziłabyś się na udział w tego typu widowisku, gdybyś dostała propozycję?

Propozycję dostaję prawie co rok i zawsze odmawiam. Nie uznaję muzyki jako dyscypliny sportowej i narzędzia do ścigania się z kimkolwiek. Nie licuje to z moim szacunkiem do muzyki, której poziomu nie da się ani zważyć ani zmierzyć, jak więc przyznawać jej sprawiedliwie punkty?

Szykujesz nową płytę? Jeśli tak, to kiedy możemy się jej spodziewać?

Już tej jesieni ruszamy w trasę koncertową „Kamień”, która będzie wielkim ukłonem w kierunku wszystkich fanów, którzy od premiery Kamienia, czyli równo od 20 lat są, mimo moich różnych wyborów artystycznych, mi wierni. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Zagramy tylko 10-12 koncertów, więc trasa ta będzie dosyć ekskluzywna. Nie wykluczone, że po trasie ukaże się płyta koncertowa z zapisem tych muzycznych wspomnień. Cieszę się na samą myśl, że po latach spotkam się z tymi, którzy razem ze mną zaczynali.