Dla jednych była wybitną wokalistką, którą przerosła sława, dla innych zaś narkomanką, która zmarnowała swój talent. Jedno jest pewne: Amy Winehouse od zawsze wzbudzała skrajne emocje, a na film dokumentalny o jej życiu czekali chyba wszyscy fani muzyki.

Amy film

Premiera dokumentu „AMY” opowiadającego o twórczości autorki takich przebojów, jak „Rehab” czy „Back to Black” odbyła się w miniony piątek, tj. 7 sierpnia. Podczas ponad dwugodzinnej produkcji widzowie zobaczą wiele prywatnych filmów z dzieciństwa artystki czy nagrania zrealizowane przez samą Winehouse, a także materiały archiwalne z początków jej kariery oraz te pokazujące prace w studiu nagraniowym przy tworzeniu materiału na jej obie płyty. Nie zabraknie także wypowiedzi najbliższych osób z otoczenia wokalistki, takich jak m.in. ojciec Mitch, były menadżer Nick Shymansky czy były mąż Blake Fielder. Każdy z nich podzielił się swoimi wspomnieniami związanymi z artystką oraz zdradził jaśniejsze i ciemniejsze strony jej osobowości.

Film zaskoczył z wielu względów. Wbrew opinii krytyków artystki, Winehouse nie była kolejną rozkapryszoną gwiazdką, której pieniądze i sława przewróciły w głowie i pociągnęły do narkotyków i hucznych imprez. Przez prawie cały film widzimy ją jako pogodną, radosną nastolatkę, która tworzy i chce tworzyć tak długo, jak będzie mogła. I jak sama wyznawała w wywiadach, nigdy nie marzyła o byciu międzynarodową artystką, ale o osiągnięciu sukcesu jako wokalistka jazzowa. A ten przyszedł niespodziewanie, bo po wydaniu singla „Rehab„, który zapewnił jej najważniejsze nagrody muzyczne, ze statuetką Grammy na czele, a także liczne koncerty, występy w programach telewizyjnych, ale też większe zainteresowanie paparazzich, które nie opuszczało jej o krok.

Ale to miłość zmieniła w jej życiu najwięcej: doprowadziła do uzależnienia od heroiny oraz ciągłych libacji alkoholowych. Jak można się przekonać podczas oglądania filmu, szalę dodatkowo przechylała presja niechcianej popularności oraz chęć wykorzystania sławy przez ojca czy narzeczonego Winehouse. To właśnie oni najpierw zniechęcali Amy do poddania się terapii odwykowej, a potem żerowali na zainteresowaniu mediów wokół jej osoby. A jaki był tego koniec, każdy wie. Najgorsze etapy także zostały przedstawione w filmie, z feralnym koncertem w Belgradzie, gdzie artystka ledwo stała na własnych nogach i nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa.

Smutne jest jednak to, że po odbytym odwyku wszystko zapowiadało się dobrze: nowy, ułożony mężczyzna u boku, motywacja do nagrania nowej płyty oraz mnóstwo pomysłów na przyszłość. Widać było, że Amy odżywa, że zostawiła w tyle przykre wspomnienia i chcę zacząć wszystko od nowa. Zabrakło jednak czasu…

Takich artystów, jak Amy Winehouse, brakuje w obecnym świecie show-biznesu. Takich, których życie wzbudza nie mniejsze kontrowersje, co kariera muzyczna. Takich, o których można byłoby nagrać świetny film dokumentalny i pokazać ich życie takim, jakim było. Miejmy nadzieję, że jeszcze długo nie będziemy musieli przedwcześnie pożegnać się z kimś, kto całe swoje życie i serce poświęca muzyce, a jedyne, o czym marzy, to po prostu robienie dobrej muzyki.