Kilka dni temu mieliśmy przyjemność spotkania się z Adamem Strugiem, poetą i śpiewakiem, który niedawno wydał swój trzeci album zatytułowany „Mysz”. Podczas rozmowy zapytaliśmy muzyka m.in. o prace nad płytą, inspiracje związane z muzyką tradycyjną oraz procesie tworzenia przez niego muzyki i tekstów.

Niedawno ukazał się Twój trzeci album studyjny zatytułowany „Mysz”. Jak wyglądała praca nad tą płytą?

Cudownie. Poza zespołem było nas trzech, czyli producent albumu Wojtek Waglewski, reżyser dźwięku Wojtek Przybylski, i ja, który jestem autorem muzyki oraz połowy tekstów. Praca wyglądała w ten sposób, że przyniosłem materiał. Wojtek Waglewski jest zawsze dobrze przygotowany, więc gdy weszliśmy do studia to właściwie wszystko było gotowe. Nie wchodziliśmy sobie w drogę, panował jasny podział kompetencji, nie doszło nawet do ani jednej scysji, mimo, że w studiu były trzy silne osobowości.

A jak długo trwała praca nad tą płytą?

Piosenki powstawały w różnym czasie, więc na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Układam piosenki od trzydziestu lat, a płyty wydaję od trzech, więc nie potrafię nawet określić dokładnego czasu. Sama płyta powstała natomiast w cztery do sześciu dni.

A co było zatem powodem do wydania tego, ale i dwóch poprzednich albumów?

Powód jest prozaiczny – życie zmusiło mnie do tego, aby wejść na rynek w charakterze kogoś, kto śpiewa na scenie ułożone przez siebie piosenki. Wcześniej pisałem scenariusze, robiłem muzykę teatralną i filmową. Nie umiałbym zdecydować, co sprawia mi więcej przyjemności. Muzyka jest fascynująca. Jest też niewdzięczną kochanką, w tym sensie, że już, już, już, niby szczytowanie, ale właściwie jest to wieczne niespełnienie.

A co jest trudniejsze: tworzenie muzyki do filmów czy materiału na własną płytę?

Nie da się tego porównać, bo jest to zupełnie inny rodzaj pracy. Muzykę do jednego z filmów pisałem dwa tygodnie bez przerwy, z przerwą jedynie na sen. Piosenki powstają bardziej spontanicznie, to jest raczej taki moment, nagłe poczucie, że za chwilę coś urodzę. I wtedy zasiadam do instrumentu i rzeczywiście rodzę.

Czyli najpierw jest muzyka?

Zazwyczaj tak, ale niekoniecznie, bo zdarza się, że jakiś tekst liryczny powoduje we mnie wewnętrzny przymus ułożenia muzyki.

A jak wygląda u Ciebie praca nad tworzeniem tekstu?

Absolutnie nie ma w tym reguły. Czasami jest tak, że powstaje wiersz, względnie odnajduję czyjś wiersz. Czasami jest muzyka i wówczas piszę doń tekst, bądź szukam cudzego wiersza.

Na „Myszy” skupiłeś się głównie na swoich tekstach…

Muzyka jest w całości moja, a teksty w połowie. Jeden z utworów, „Kominek„, to tekst Józefa Przerwy-Tetmajera, takiego stryjecznego dziadka Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Obecnie to nieznany nikomu poeta, a nieznany z tego powodu, że Polacy coraz rzadziej czytają wiersze.

Czy czujesz się zatem osobą, która może zaintrygować innych do pisania wierszowanych tekstów do swoich piosenek i spopularyzowania tego?

Nie mam poczucia żadnej misji, nie chcę niczego zmieniać ani nikogo pouczać. Mam po prostu wysokie mniemanie o sztuce literackiej i nie odpuszczam tej kwestii, jest to jedna ze składowych gatunku jakim jest piosenka.

Na koncie masz już trzy autorskie płyty. Wspomniałeś, że nieco nagromadziło Ci się materiału przez te 30 lat. Czyli dobrze rozumiemy, że kolejny album już niebawem?

Jak najbardziej, ale w ciągu tych trzech lat nagrałem sześć płyt (poza trzema autorskimi, kolejne trzy z polską muzyką tradycyjną) i teraz chętnie odpocznę. Mam nadzieję, że w przyszłym roku nie będę niczego własnego nagrywał. Aczkolwiek wiem, że we wrześniu będę nagrywał coś z Łukaszem Borowiczem, znanym publiczności dyrygentem. Debiut tego wydawnictwa ma być w przyszłym roku, ale szczegółów pozwolicie Państwo jeszcze nie zdradzę.

Czyli za rok widzimy się ponownie! W tym roku natomiast wydałeś „Mysz”. Czy planujesz promować ją podczas trasy koncertowej?

Nie planujemy trasy koncertowej. Nigdy nie organizujemy sobie koncertów, nie jest tak, że menadżer dzwoni i umawia koncert. Jedziemy tam, gdzie nas zapraszają. Na razie ta metoda sprawdza się bardzo dobrze. Po szczegóły oraz daty koncertów zapraszam na naszą stronę oraz profil na Facebooku.

Czy muzyka filmowa też powstawały „na zlecenie”?

Tak. Przyjaźnię się z dokumentarzystą Mariuszem Kobzdejem i to właśnie z nim oraz jego przyjaciółmi pracowałem. To jest wspaniała praca, robienie ilustracji muzycznych do filmów dokumentalnych czy przedstawień teatralnych jest zawsze dla mnie bardzo, bardzo zapładniającym i ciekawym zajęciem. A dzieje się tak także dlatego, że zazwyczaj nie muszę się w tego typu pracy pojawiać na scenie. Muzyka musi tu bez mojej pomocy obronić się sama.

Wspomniałeś, że piszesz muzykę i teksty już od trzydziestu lat. Jak z perspektywy czasu zmieniło się podejście do tej pracy? Jak właściwie zaczęła się Twoja przygoda z muzyką?

Tak naprawdę ja nigdy nie miałem wyboru, bo do szkoły muzycznej zostałem zapisany przez ojca, gdy miałem sześć lat i nikt mnie nie pytał o zdanie. Zostałem muzykiem, bo mi kazano i koniec. Równolegle wpływ miała na mnie też starszyzna praktykująca dawne polskie pieśni przekazywane w tradycji ustnej. Te dwie rzeczy wpłynęły na mnie na tyle mocno, że gdy miałem jakieś 14-15 lat okazało się, że układam piosenki. Trochę wcześniej zacząłem pisać wiersze. Na początku były to takie piosenki i wiersze, na jakie pozwalał nieuprawniony entuzjazm młodości, z czasem jednak te wiersze i muzyka traciły entuzjazm młodości na rzecz entuzjazmu bardziej powiedzmy lirycznego.

A co inspiruje Cię w tej muzyce tradycyjnej?

Ona sama w sobie. Naturalna muzykalność, naturalna emisja głosu, anonimowy, kompozytorski geniusz, który spłodził tak piękne pieśni. To, że są wiecznotrwałe, nigdy się nie starzeją, co widać dobrze w kontekście współcześnie powstających – za przeproszeniem – przebojów, które po jednym sezonie znikają. A te pieśni funkcjonują przez setki lat, a to, co stanęło im na drodze, to inwazja mediów elektronicznych, które spowodowały, że to szlachetne rzemiosło jest w tej chwili w odwrocie.

Na swoim koncie masz także m.in. współpracę z Kapelą Brodów. Jak nawiązała się współpraca z tym zespołem?

Z Kapelą Brodów połączyła nas miłość do muzyki tradycyjnej, graliśmy razem 17 lat. Ale jak to w życiu bywa, każdy poszedł w inną stronę. Współtworzymy dość duże środowisko zajmujące się muzyką tradycyjną, które po 25 latach działalności dochowało się całkiem sporego przychówku. W każdym mieście akademickim mamy grupę liczącą kilkadziesiąt lub nawet kilkaset osób zajmujących się tym tematem. Warszawskie środowisko jest najliczniejsze, mamy tutaj kilkanaście kapel grających polską muzykę in crudo i jest to dla mnie najciekawsze zjawisko w polskiej muzyce.

Najpiękniejsze jest to, że coraz więcej młodych ludzi sięga po tego typu muzykę…

Nareszcie. Bardzo mnie to cieszy, bo to jest właściwy kierunek, ale nie na poziomie jakieś idei, tylko jest to logiczne. Ta muzyka jest najpiękniejsza i nieśmiertelna.

Bardzo dziękujemy Ci za rozmowę.

Dzięki.