Leon Bridges to 25-latek, który na rynku muzycznym zadebiutował albumem „Coming Home”. Płytę określić można jako wydawnictwo retro-soul. Tego typu 'koncept-albumy’ znane już są od kilku lat. Trudno dywagować, czy ten trend utrzyma się jeszcze długo, ale przy okazji debiutu Leona Bridges warto zastanowić się nad wartością i przyszłością projektów retro-soul.

Z „Coming Home” wybrzmiewa wprost dziedzictwo muzyki Sama Cooka i Ottisa Reddinga. Kwestią sporną może być czy to brzmienie traktować rzeczywiście jako dziedzictwo czy zbyt dosłowne naśladownictwo. Album dzięki swojej stylistyce jest niezwykle podobny do płyt z gatunku soul wydawanych w latach ’60 ubiegłego wieku.  W porównaniu z innymi płytami retro-soul, np. z „The Way I See It” Raphaela Saadiqa (album wydany w 2008 roku) wypada znacznie słabiej. Mimo wszystko Leon Bridges serwuje prawdziwy old-school.

Żywe brzmienia, rytmiczność oraz linie melodyczne, wpadające w ucho, ale nie będące pretensjonalne to cechy albumów, które zawsze pochwalam i hołduję (nawet jeśli wprost nawiązują do stylistyki z lat ’50, czy ’60 ubiegłego wieku). Tak też jest i w tym przypadku. Album młodego artysty jest solidnie wyprodukowany. Możliwości wokalne Leona Bridges nie zaskakują, ale za to barwa jego głosu jest głęboka i miło się jej słucha. Kompozycje są bardzo lekkie, ale nieulotne. Całość niezwykle spójna. Szkoda tylko, że album debiutanta zawiera 10 utworów i trwa jedynie 34 minuty. Rytmy są tak kojące, że już w pierwszych sekundach można się przy nich błogo zrelaksować i pławić się w łagodnych dźwiękach albumu.

Debiut Leona Bridges świadczy o jego głębokich inspiracjach dobrą muzyką z lat ’60. Nagranie płyty retro-soul jako debiutu jest posunięciem dosyć ryzykownym: ze względu na jednoznaczną stylistykę płyty, dopiero kolejne albumy artysty naprawdę określą jego brzmienie i będą świadczyć o jego muzycznej tożsamości. Niestety za wcześnie określić, czy „Coming Home” to jedynie jednorazowa zabawa z muzyką retro-soul, czy dłuższa przygoda. Należy jednak pamiętać, że jak każda moda, tak i moda na płyty retro-soul może szybko przeminąć…