W czwartkowy wieczór warszawska Stodoła gościła Marka Dyjaka, jednego z najbardziej tajemniczych polskich artystów ostatnich lat. Artysty, który w nieco ponad godzinę całkowicie poruszył publiczność swoim charakterystycznym, chrypliwym głosem oraz niesamowitą wrażliwością muzyczną.

Po punktualnym rozpoczęciu koncertu usłyszeliśmy pierwszy utwór z setlisty, „Dziwna okolica„, który od pierwszych dźwięków wprowadził każdego w dość mocną, a zarazem kameralną atmosferę rodem z zadymionych spelun. Dzięki swojemu zachrypniętemu głosowi Dyjak jeszcze autentyczniej prizekazał słuchaczom wszystkie emocje, zwłaszcza we wzruszającej interpretacji przeboju „Na zakręcie” (zadedykowanej autorowi, Przemysławowi Gintrowskiemu), wykonanie którego okazało się równie mocne emocjonalnie, co to nagrane przez Krystynę Jandę. Równie silne uczucia wywołało zaśpiewanie przez artystę takich ballad, jak „Modlitwa” z rewelacyjną solówką Marka Tarnowskiego na akordeonie, czy singla „Złota ryba„, jednego z najpopularniejszych piosenek w repertuarze wokalisty. I chociaż po zapowiedzi każdej z piosenek część publiczności wydawała z siebie radosne okrzyki satysfakcji, na ten tytuł wszyscy zareagowali najbardziej entuzjastycznie.

Muzyk już od samego początku nadawał całemu koncertowi jeszcze większej ilości energii, naprzemiennie grając to na akordeonie, to na klawiszach. Oprócz niego, Dyjakowi na scenie towarzyszyli także Jerzy Małek grający na trąbce, perkusista Karol Domański oraz pozostający na drugim planie kontrabasista Michał Jaros. Wszyscy idealnie ze sobą współgrali, dzięki czemu nadali nieco szybszym numerom (w tym rewelacyjnie zagranej „Rebece” z repertuaru Kayah czy „Atramentowej rumbie” zadedykowanej pierwotnej wykonawczyni piosenki, Stanisławie Celińskiej) porywającego, tanecznego klimatu. Z drugiej strony, podkreślili liryczność i burze emocji w tych spokojniejszych, rozrywających serce kawałkach  „Pierwszy śnieg” oraz wspomnianego wcześniej „Na zakręcie„. W trakcie godzinnego widowiska nie zabrakło również duetu Tarnowski-Małek, który zaprezentował instrumentalną wersję numeru „Jestem kamieniem” Kayah.

Po emocjonalnym wykonaniu „Piosenki w samą porę” Dyjak zszedł ze sceny, by niedługo powrócić na nią jeszcze dwa razy, prezentując aż dwa bisy. Oba wykonania, a zwłaszcza „Człeka zbuntowanego” pięknie podsumowały cały wieczór oraz sprawiły, że jeszcze długo po opuszczeniu Stodoły w głowie wielu pozostały wszystkie emocje, które artysta chciał przekazać każdemu, kto pojawił się na koncercie.

[AFG_gallery id=’108′]