Chociaż jego kariera dopiero nabiera tempa, Hozier sporo namieszał już w branży muzycznej. Irlandzki wokalista nie tylko szturmem podbił światowe listy przebojów swoim emocjonalnym singlem „Take Me to Church„, ale poszedł za ciosem i wydał pełen napięcia album sygnowany jego nazwiskiem.

Niespełna 24-letni Andrew Hozier-Byrne swoją karierę zaczynał jako nastolatek, występował m.in. w zespole chóralnym Anúna, który opuścił dwa lata temu. W zeszłym roku ukazała się jego debiutancka EPka zatytułowana „Take Me to Church” promowana przez poruszający singiel o tym samym tytule. Sama piosenka otwiera także pierwszy długogrający album wokalisty zatytułowany „Hozier„, który w Polsce ukazał się w listopadzie br. Chociaż już sam utwór porusza od pierwszego odsłuchania, teledysk do niego wywołuje wręcz łzy w oczach. Sprzeciwiający się homofobii i przemocy wobec osób homoseksualnych wokalista postanowił pokazać dzięki niemu swoje niezadowolenie wobec rosyjskiej władzy oraz ich antygejowskiej propagandzie. Efektem jest czarno-biały obrazek, który w połączeniu z emocjonalnym wokalem Hoziera i fortepianem w tle tworzy poruszającą całość. Całość, którą obejrzało do tej pory prawie 55 tys. internautów.

Kolejne utwory udowadniają, że Irlandczyk nie jest bynajmniej artystą jednego przeboju, czego przykładem jest np. genialny, nieco bardziej żywiołowy kawałek „Angel of Small Death and the Codeine Scene” z basem i perkusją na pierwszym planie. Zarówno w tym numerze, jak i w większości kolejnych słychać także wyraźne pozostałości po doświadczeniach Hoziera ze śpiewem w chórze. Potwierdzenie na to znajdziemy np. w rockowej „Jackie and Wilson” czy spokojnej kompozycji „To Be Alone” ze świetnymi chórkami w tle.

Na płycie znalazł się także utwór „From Eden” będący zarazem tytułowym utworem drugiej EPki w dorobku Hoziera z marca 2014 roku. Piosenka intryguje nie tylko ze względu na świetne rozwiązania instrumentalne, ale głównie dzięki świetnej, gitarowo-klaskanej solówce przypominającej brzmienia flamenco. Następujący po niej duet wokalisty z Karen Cowley w romantycznej balladzie „In a Week” wprowadza kolejny pozytywny czynnik do całego albumu, a numer „Sedated” i nieco intymny „It Will Come Back” okazują się jednymi z najciekawszych propozycji z całego krążka.

Część albumu stanowią także nastrojowe kompozycje, napełniające refleksjami nad życiem oraz mające znacznie spokojniejszy oddźwięk niż początkowe numery. Można tutaj wyróżnić utwór „Like Real People Do” z miłymi chórkami na drugim planie oraz piosenkę „Work Song„. O jej wyjątkowości przekonała się m.in. sama Taylor Swift, która nie kryła zachwytów nad tym numerem na swoim kanale na Twitterze. „Foreigner’s God” okazuje się uroczym zamknięciem całej studyjnej płyty, a w ramach smacznego deseru dostajemy wykonanie na żywo akustycznego „Cherry Wine„.

Jak na swój długogrający debiut, Hozier nie mógł wydać lepszej płyty. Akustyczno-rockowo-balladowa zawartość połączona z wyciskającym z człowieka emocje wokalem oraz mocnymi tekstami tworzy zgrabną całość, od której trudno się uwolnić. Miejmy nadzieję, że wokalista pójdzie za ciosem i jeszcze trochę namiesza na rynku. Nominacja jego utworu „Take Me to Church” do nagrody Grammy w kategorii „Piosenka roku” zdaje się być tego zapowiedzią…