Nie od dzisiaj wiadomo, że od nagrywania własnych wersji światowych przebojów swoje kariery rozpoczynało wielu wykonawców. Czasem taki zabieg może okazać się prawdziwymi wrotami do rozpoznawalności, jednak w pewnym momencie trzeba skupić się na własnym repertuarze. Tak pomyślał m.in. szwedzki zespół Dirty Loops, który po stworzeniu coverów „BabyJustina Biebera czy „Wake Me UpAvicii’ego popełnił kilkanaście własnych kompozycji, umieszczonych później na ich debiutanckiej płycie pt. „Loopified„.

Obok tego albumu na pewno nie można przejść obojętnie. I nie tylko z powodu produkcji na wysokiej poziomie (jak to na szwedzki rynek przystało), ale także wpadającego w ucho instrumentarium – basu Henrika Lindera, piano Jonaha Nilssona oraz, co najważniejsze, perkusji Aarona Mellergårdha, który okazuje się najmocniejszym ogniwem całego krążka. Jego mocna gra w dynamicznych kawałkach, takich jak „Sexy Girls„, „Die for You” i „Sayonara Love” powoduje, że od pierwszego uderzenia ma się ochotę wystukiwać rytm nogą i porwać ciało do tańca. Podobne wrażenia wywołują nieco mniej taneczne utwory, w tym m.in. „Lost in You” czy singiel „Hit Me” otwierający cały materiał.

Wśród wszystkich piosenek można znaleźć nieco wolniejszy, bardziej melancholijny i skłaniający do refleksji akcent. Mowa tu o numerze „Crash and Burn Delight„, podczas słuchania którego łzy same napływają do oczu, a słuchacz popada w stan zamyślenia (poza tym, ta propozycja idealnie sprawdza się w przypadku emocjonalnego dołka). Na wyjątkowość tego utworu wpływa nie tylko przemyślana kompozycja, ale – przede wszystkim – liryczny wokal Nilssona, który śpiewa równie przekonująco, co gra na fortepianie.

Oczywiście, na płycie nie zabrakło także coverów, w czym zespół sprawdza się całkiem dobrze, podobnie jak w pisaniu własnych kawałków. Album został wzbogacony o nowe aranżacje utworów „Wake Me UpAvicii’ego i „Roller CoasterJustina Biebera, na rozszerzonej wersji krążka znaleźć można jeszcze „Automatic” Utady Hikaru. Trzeba przyznać jednak, że brakuje tutaj chociażby ich wykonania przeboju „Rolling in the Deep” z repertuaru Adele czy „Just DanceLady Gagi, które to grają na koncertach. W przeciwieństwie do tych zamieszczonych na płycie, te covery mają w sobie dodatkową moc, która elektryzuje i zachęca do dalszego słuchania.

Jak na debiutancki album, zespół Dirty Loops wykonał pracę na medal. Nie tylko stworzył świetnie wyprodukowany krążek, ale także zachęcił do swojej twórczości i narobił nieprawdopodobnego smaka na kolejne propozycje. Miejmy nadzieję, że nowa płyta ukaże się już niebawem i że znajdzie się na niej jeszcze więcej tanecznych piosenek z mocną perkusją oraz uwodzicielskim wokalem.