Brytyjski wokalista, producent i DJ ponownie oczarowuje słuchaczy wokalem i muzyką. Najnowszy krążek Finna Greenalla  „Hard Believer” jest kompozycją niezwykle spójną – wokalista każdym kolejno zapisanym na ścieżce utworem kontynuuje rozpoczętą historię, aby zakończyć opowieść ostatnim utworem „Keep Falling”.

Piąty studyjny album Finka pełen jest nastrojowych kawałków i stanowi spójną kompozycję, idealną na jesienne, deszczowe wieczory lub późne powroty do domu. Muzyk udowadnia, że przekonanie człowieka do prawie wszystkiego jest możliwe. Wystarczy sięgnąć po odpowiednie środki. Tak, jak w przypadku pierwszego utworu z płyty, „Hard Believer”. Tytułowy niedowiarek przekonywany jest do muzyki artysty dzięki surowej akustyce gitary, zespajanej przeszywającym wokalem Finka. Doskonałym przykładem utworu, który przyświeca założeniu wokalisty jest „Pilgrim”. Uważam go za najlepszy utwór z całego krążka, choćby za linię melodyczną, która wwierca się w uszy. To dobry materiał na tzw. earworm.

Odsłuchać krążek możecie tu.

Fink jest według mnie wokalistą kompletnym.  Co nie znaczy, że nie rozwija się muzycznie. Świadczy o tym choćby fakt, że zajmując się muzyką elektroniczną, zamienił gatunek tworzonych kompozycji na akustyczne. Teksty jego piosenek są dojrzałe, sama muzyka liryczna i spójna. Dominuje w niej gitara akustyczna i czarujący głos wokalisty.  Poprzedni album artysty „Perfect Darkness” wydawał się być doskonały. Skoro najnowsza płyta spotyka się z tak dużym uznaniem wśród słuchaczy to ciekawe, czym zaskoczy nas Fink przy okazji kolejnego albumu.

Krążek „Hard Believer” to idealna propozycja dla miłośników coraz dłuższych, jesiennych wieczorów. Może stanowić tło romantycznego wieczoru, spokojnego początku dnia. Jest również świetną propozycją do rozsmakowania się muzyką samą w sobie.

Wokalisty wraz z zespołem (perkusistą Timem Thorntonem oraz basistą Guy’em Wittakerem) będzie można posłuchać na żywo już 14 listopada w warszawskiej Stodole.