Drugi dzień festiwalu Tauron Nowa Muzyka, to koncerty kilku wykonawców, których koniecznie chciałem zobaczyć. Rozpoczęliśmy mocnym uderzeniem czyli koncertem Norwegów z Jaga Jazzist w towarzystwie tyskiej orkiestry kameralnej Aukso Orchestra. (dopiero wtedy udao nam się dotrzeć na teren festiwalu) Artyści idąc tropem wydanej ostatnio „Live With Britten Sinfonia” wprowadzili słuchaczy w szczelnie wypełnionym namiocie „Main Stage” w bajeczny, filmowy nastrój, momentami melancholijny, a chwilami niezwykle dynamiczny. Usatysfakcjonowana publiczność nie chciała puścić ich ze sceny. Bracia Horntveth powiedzieli mi po koncercie, że uwielbiają grać w Polsce i zawsze są tu świetnie przyjmowani. Brawa dla organizatorów za inicjatywę występu Jaga Jazzist z Aukso Orchestra.

jaga jazzist fot. Monika Stolarskafot. Monika Stolarska / Onet

Drugiego dnia co chwilę zerkałem na „Showcase Stage” opanowaną przez przedstawicieli You Know Me Records. Dużym zainteresowaniem cieszył się występ Sonar Soula z towarzyszeniem perkusisty i gościnnym występem Pauliny Przybysz (energetyczny singiel „Let`s Dance (Animalistic)”. Dj Krime świetnie poradził sobie ze swoim setem pomimo poważnej kontuzji i unieruchomionej jednej ręki (życzymy zdrowia kolego!!).

Następnie na scenie pojawili się idący ostatnio jak burza Night Marks Electric Trio, będący świeżo po wydaniu debiutanckiej epki. Ich koncert nabrał rumieńców kiedy na scenie po raz drugi pojawiła się świetna Paulina Przybysz wykonując z „Markami” 6 utworów, w tym „Leki” (NMET pracują nad albumem z Archeo). Przeszywający bas, świetne zabawy z rytmem, wysmakowane wstawki gitary basowej, mooga i piano, no i niezawodny wokal Pauliny. Koncert mógł się podobać. Następny zagrał niezawodny Envee jak zawsze kipiący energią i proponujący świetną selekcję.

W międzyczasie na scenie głównej udało mi się podpatrzeć fragment koncertu Neneh Cherry, która w towarzystwie dwuosobowego mini bandu robiła co mogła żeby rozruszać publiczność i trzeba przyznać, że nie było po niej widać jej wieku (absolutnie nie wypominając). Kto słyszał i lubi płytę „Blank Project” mógł czuć się usatysfakcjonowany chociaż po konfrontacji z bogatym instrumentarium Jaga Jazzist dało się odczuć leciutki niedosyt.

neneh cherry fot. Monika Stolarskafot. Monika Stolarska / Onet

Z relacji moich festiwalowych towarzyszek wynika, że świetnie zaprezentował się duet Mouse on Mars występujący na „Wigwam Stage”. Podczas koncertu niemieckich speców od elektroniki wnętrzności wywracały się na lewą stronę a energia przeszywała słuchaczy od stóp do głów.

Zmierzając do wyjścia zatrzymaliśmy się jeszcze przy tanecznym, zróżnicowanym secie Buszkersa, który naładował nas energią na kilkunastominutowy pieszy powrót do hotelu. Widziałem i słyszałem tylko tyle. Wierzę, że podczas reszty koncertów i setów również było dobrze. Czas na dzień drugi.

Relacja: Bartłomiej Skubisz – Eskaubei