Boris Titulaer, znany bardziej jako Bo Saris, wystąpił w sobotę w Polsce. Mieliśmy okazję porozmawiać z nim oraz zapytać go m.in. o jego początku, udział w holenderskim „Idolu”, spotkaniu z Billem Withersem oraz, oczywiście, o jego najnowszym albumie pt. „Gold”.

20140607_122237

Twoja kariera muzyczna zaczęła się w 2003 roku, jak wyglądały jej początki? Kiedy zdecydowałeś, że będziesz muzykiem?

Wszystko zaczęło się nawet nieco wcześniej, niż w 2003 roku. Dorastałem z muzyką, zacząłem w bardzo młodym wieku. Poważnie zacząłem ją traktować dopiero, jak miałem 16-17 lat. Wyruszyłem w trasę koncertową z zespołem Sofuja, w którym pracowałem z gitarzystą Gino Taihuttu’em, moim dobrym kolegą. Wydaliśmy razem jeden album, koncertowaliśmy po klubach, małych arenach w Hiszpanii i Niemczech. Tak było do 2002/03 roku, kiedy zdecydowaliśmy się rozdzielić. Wtedy miałem okazję wziąć udział w talent-show, musiałem zarobić trochę pieniędzy. Pomyślałem, że to dobra platofrma do pokazania publiczności siebie oraz swojej muzyki. Nie miałem nic do stracenia, dlatego wziąłem w tym udział.

Czyli to był główny powód, dla którego wziąłeś udział w holenderskim „Idolu”?

Tak, zawsze patrzyłem na takie programy w ten sposób. Oczywiście, kiedy brałem udział, nie wiedziałem nic o tym całym przemyśle, byłem niedoświadczony. Jedynym doświadczeniem, jakie miałem, było granie na żywo, byłem muzykiem. To było zabawne doświadczenie, ale nauczyło mnie dużo, poczułem się silniejszy.

Jesteś z holenderskiego miasta Venlo, ale zdecydowałeś się przeprowadzić do Londynu. Czy powodem tej decyzji było spotkanie z Billem Withersem?

Nie, w ogóle. Spotkałem go, jak już byłem w Londynie. W Amsterdamie organizowany był koncert poświęcony jego twórczości, ja również w nim wystąpiłem, bo jestem ogromnym fanem Billa. Zostałem zaproszony do udziału, miałem zaśpiewać 5-6 piosenek, on też tam był. To niesamowite uczucie spotkać swojego idola, ikonę. Tamten udział był dla mnie szczególny. On ma tak piękną duszę, jest tak pokorny. To jedna z najpiękniejszych osób, jakie kiedykolwiek poznałem. Nauczyłem się od niego wielu rzeczy podczas słuchania jego historii, które były dla mnie bardzo ciekawe. Był popularny w latach 60.-70., spotkał wszystkich muzyków, którymi się inspiruję. Rozmawialiśmy ze 2-3 godziny, to był świetny letni wieczór.

Kto jeszcze wpływa na Twoją muzykę?

Jest wielu takich artystów, takich jak np. Prince, Donny Hathaway, Curtis Mayfield, Marvin Gaye. Słuchałem wielu artystów. Wszystko, czego nauczysz się za młodu, w jakiś tam sposób powraca do Ciebie w muzyce, którą tworzysz obecnie. Kluczem jest to, aby znaleźć w tym siebie, swój unikatowy styl.

W 2003 roku wziąłeś udział w holenderskich eliminacjach do Konkursu Piosenki Eurowizji – „Nationaal Songfestival”, podczas których zaśpiewałeś z Glennem Corneillem utwór „She Would”. Czemu zdecydowałeś się wystąpić w tym koncercie?

W tamtym czasie pracowałem z zespołem Sofuja. Glenn i ja dorastaliśmy w tym samym mieście. Zapytał mnie, czy zaśpiewam z nim jego piosenkę, zgodziłem się.

Rok później wydałeś swój debiutancki album „Rely on Me”, później „Holy Pleasure” w 2006 i „Live My Life” w 2009 roku. Jak powstawały te płyty?

Lubię śpiewać piosenki, w których mogę pokazać siebie. Miałem ogromną przyjemność nagrywać swoją muzykę. Spotkałem świetnych producentów i kompozytorów, nagraliśmy razem dużo rzeczy. Po wydaniu dwóch płyt, opuściłem wytwórnię Sony i trzeci krążek wydałem na własną rękę. Miałem możliwość podpisania kontraktu z inną dużą wytwórnią, ale czułem, że jeżeli wydam płytę sam, to nauczę się jescze więcej o tym, jak to wszystko działa. Teraz znowu jestem związany z wytwórnią, tym razem z Universal w Wielkiej Brytanii. Ale może kiedyś powrócę do swojej – Bo-Rush.

Czemu zdecydowałeś się występować pod pseudonimem Bo Saris, a nie pod prawdziwym nazwiskiem – Boris Titulaer?

Kiedy przeprowadziłem się do Londynu, miałem okazję pracować z angielskim managementem i podpisać kontrakt w wytwórni. Moje nazwisko nie jest łatwe w wymowie, co jest niezwykle ważne, zwłaszcza, kiedy chcesz robić karierę międzynarodową. Jeżeli masz pseudonim łatwy w wymowie, który do tego pasuje do Twojej muzyki, to jest dobrze.
Ja nigdy wcześniej nie musiałem występować pod żadnymi pseudonimami, pojawiałem się w programach krajowych telewizji jako Boris. Kiedy jednak przeniosłem się do Londynu, nikt mnie nie znał, nie wiedział, kim jestem. Management powiedział mi, że teraz jest okazja do poszukania jakieś ksywki, która do tego będzie mi bliska. I tak było: znajomi zawsze mówili do mnie Bo, a moja mama ma na nazwisko Saris. Wtedy zdecydowałem się występować jako Bo Saris.

W 2013 roku pojawiłeś się gościnnie w utworze „Breathing” Chase & Status. Jak nawiązała się ta współpraca?

Oni zagrali remiks tej piosenki. Od zawsze byli wielkimi fanami DJ Calibre’a, który stworzył remiks „She’s on Fire”. Oni zagrali ten kawałek, polubili go. Pod jednym z filmów na Youtube zobaczyli, że pracuję z jedną z agencji managementowych, w której pracował także ich przyjaciel. Zdeydowali się wówczas zadzwonić do mnie i zaproponować współpracę. Weszliśmy do studia i nagraliśmy piosenkę. To był jedyny kawałek, jaki nagraliśmy razem. Jeżeli poproszą mnie o pomoc przy kolejnym utworze, zrobię to.

W tym roku premierę miał Twój czwarty album (ale pierwszy wydany pod szyldem Bo Saris) pt. „Gold”. Powiedz nam więcej o tej płycie, co możemy na niej znaleźć i jaką wiadomość chciałbyś przekazać ludziom dzięki niej?

Chciałem poruszyć ludzkie dusze. Powodem, dla którego przeprowadziłem się do Londynu, było poszerzanie grona odbiorców mojej muzyki. Chciałem być międzynarodowym artystą, nie chciałem miec żadnych granic. To był pierwszy krok. Potem, w dwa lata, które tam spędziłem, nagrałem tyle utworów i spotkałem tylu producentów, ilu tylko było możliwe. Chiałem znaleźć odpowiednią ekipę, z którą mógłbym nagrać płytę. Jestem bardzo wrażliwy na takie rzeczy, jak osoby, z którymi pracuję oraz miejsca, w których nagrywam. Piosenki były o tym wszystkim, czego doświadczyłem przez ostatnie 2-3 lata – o sytuacjach, przemieszczaniu się, tęsknocie za rodziną, podróżach do Ameryki.

Pierwszym singlem z płyty jest utwór „She’s on Fire”. Możesz opowiedzieć nam historię tej piosenki?

Tak naprawdę, „She’s on Fire” nie był wydany jako singiel. Wypuściliśmy go do sieci dla swoich fanów, którzy wysyłali nam wiadomości z pytaniami o nowy materiał. Zabawne było obserwowanie, jak wielu ludzi z wielu krajów zaczęło słuchać tego kawałka i go lubić. To nie było naszym celem, chcieliśmy tylko podzielić się z fanami czymś nowym. „She’s on Fire” jest jedną z piosenek, która po prostu się pojawiła, nagraliśmy ją w jakieś 20-25 minut. Pracowaliśmy nad nią w Szwecji razem z moimi znajomymi. Ja zacząłem śpiewać, spędziliśmy świetnie czas, a 20-25 minut później mieliśmy gotowy numer. Niewiele osób o tym wie, ale jest to jedyny utwór z płyty, którego w ogóle nie ruszyliśmy technicznie. Nagraliśmy go jako demówkę i nigdy więcej przy niej nie pracowaliśmy. Ma tak pozytywne wibracje i dobrze nam się ja gra na koncertach, że zdecydowaliśmy się jej nie ruszać.

A zatem, pierwszym oficjalnym singlem był utwór „The Addict”. Jakie jest znaczenie tego kawałka?

Jest to jedna z moich ulubionych propozycji z płyty. Wiecie, czasami trudno jest być muzykiem. Mamy wiele przeciwności, z którymi musimy się zmierzyć, dużo czasu spędzamy nie tylko w studiu, ale także w podróży ze współpracownikami. Narkotyki to coś, co dzieje się także w muzyce. Z jakiegoś powodu, aby inspirować. Znam kogoś, kto zmaga się z tym uzależnieniem. Ta osoba zainspirowała mnie, aby napisać o tym. To prawdziwa historia z mojego życia.

W piosence „Can’t Beat the Old Skool” gościnnie pojawił się Jasper Wilde. Jak zaczęła się ta współpraca?

Miałem już ten utwór przygotowany, ale potrzebowałem kogoś, kto to poskłada, jak fundament. Byłem w tym czasie bardzo zajęty. Napisałem ten kawałek w styczniu, nagranie było gotowe, ale miałem ten pomysł, który potrzebowałem szybko zrealizować. Podzwoniłem po ludziach i tak spotkałem Jaspera. Zdecydowaliśmy się wyprodukować razem tę piosenkę.

Czy Jasper pojawi się na Twojej nowej płycie?

Nie sądzę, może kiedyś. Spotkaliśmy się tylko na potrzeby tego jednego utworu. To była zabawna historia, powiedziałem, że wszystko jest już gotowe, pokazałem wytwórni to nagranie i zaprezentowałem mój pomysł. Musieliśmy szybko go zrealizować, co ostatecznie zrobiliśmy.

Opowiedz nam więcej o tym utworze.

„Can’t Beat the Old Skool” pokazuje ludziom, kim naprawdę jestem. Chociaż urodziłem się w latach 80., zawsze kochałem nie tylko muzykę old schoolową, ale także projekty o wysokiej jakości. Dzisiaj żyjemy w świecie, w którym wszystko musi być szybciej, wszystko musi być większe, wszystkiego musi być więcej… Ludzie też w tym są, chcą tylko brać, a nie dawać. Piosenka mówi: nie jest pięknym życiem ciągła chęć szybkiego tempa, nieustannej chęci więcej i więcej. Nie kupisz tego uczucia, którego doświadczasz podczas słuchania muzyki.

Naszym faworytem z płyty jest utwór „If I Don’t”, jest naprawdę poruszający. O czym mówi ten numer?

Nie mogę powiedzieć za dużo o tej piosence z powodów osobistych. Napisałem ten utwór z mamą, o jej życiu i związkach. Zainspirowała mnie do napisania tej piosenki.

Dziękujemy Ci za wywiad. Trzymamy kciuki za realizację Twoich planów, za ogromną popularność płyty „Gold” oraz mamy nadzieję, że któregoś dnia zawitasz do Polski ponownie!

Dzięki. Będę tu wracał tak często, jak to możliwe.

ENGLISH

Boris Titulaer, better known as Bo Saris, performed in Poland on Saturday. We had the opportunity to meet him and ask about e.g. his beginnings, participating in Dutch „Idol”, meeting with Bill Withers and, of course, newest album „Gold”.

Your career started in 2003, how was the beginnings? When did you decide to be a musician?

Everything started even sooner, than in 2003. I’ve grown with it, I’ve actually started in very young age. It became more serious, when I was 16-17 y.o. I started touring with the band called Safuja, where I’ve worked with guitar player Gino Taihuttu, good friend of mine. We’ve released one album, we’ve toured in small clubs, venues in Spain and Germany. I did it till 2002/03, when we decided to separate from each other because of missunderstanding. That was so long time ago, now it’s good. I’ve thought, it’s a platform, where I can show what I can do to a big crowd. I had nothing to lose, so I tried it.

So was it a main reason, that you’ve participated in Dutch „Idol”?

Yes, I’ve always looked at the talent-shows like that. Of course, when I participated, I didn’t know too much about a whole industry at all, I was unexpierienced. The only experience I had was playing live, I’ve was been musician. That was funny experience, I’ve learned a lot about instrustry, it made me stronger.

You’re from Venlo, Netherlands, but you decided to moved to London. Was the meeting with Bill Withers main reason for this decision?

Not at all. When I met him, I was already in London. It was a big tribute concert for him organised in Amsterdam. I just flew back to the Netherlands to do this gig, because I was huge Bill Withers’ fan. I was invited to do 5-6 his songs, he also were there. When you meet someone who you’re always admire, your icon, it’s something extraordinary. This day was very special for me. He has a beautiful soul, very humble, he’s one of the most beautiful person I’ve ever met. I’ve learnt a lot from listening to him, his stories was very interesting for me. He was popular musician in 60s-70s, he met all the people I’ve been inspired. He talked around 2-3 hours, it was great summer night.

Who also affected in your music?

There’re many artists from that time, that had an influence on me, e.g. Prince, Donny Hathaway, Curtis Mayfield, Martin Gaye. There were so many people I’ve been listened to. All the stuff you learnt in youth, somehow come back to the music, that you make now. The key is to find your unique style.

In 2003, you took part in the Dutch selection for Eurovision Song Contest – „Nationaal Songfestival”, where you sang „She Would” with Glenn Corneille. Why did you decide to participate in this show?

I was working with Sofuja at that time. Glenn and I grew up in the same city. He ask me to sing his song with me, what I did.

In 2004, you’ve released your first album „Rely on Me”, then „Holy Pleasure” (2006) and „Live My Life” (2009). How has this CDs came into being?

I like sing songs, where I can show myself. The big pleasure for me was recording my own music. I met great producers and composers, we did a lot of stuff together. After two albums, I left Sony and third CD was the album I was released myself. I was able to sign with another major lable, but I felt that if I would release album by myself, I would leart more, how things go. „Live My Life” was from this area, it’s definitely the album which is the closest to me. At the moment I again signed with major label – Universal in UK. But maybe I will come back to Bo-Rush in the future.

Why did you decide to perform as a Bo Saris, not as Boris Titulaer?

When I moved to London, I actually had the opportunity to work with English management and eventually get a sign to the label. My surname isn’t easy to pronounce, and it’s neccessary, especially when you’re going international. If you have something, what is easy to pronounce and more fitted to the music, it’s great. I’ve never did it before, because I’ve performed as a Boris in Dutch TV shows. But when I moved to London, nobody knew who I was. The management told me, that there was an opportunity to look for something, what is still close to you: Saris is a surname of my mother, and all my friends called me Bo, so I decideed to perform as a Bo Saris.

In 2013, you were the featuring artist for Chase & Status, who you recorded the song „Breathing” with. How has this collaboration begun?

Well, they played a remix of this song. They were always a huge fans of DJ Calibre. He made the remix of „She’s on Fire”. They played that remix and very liked this song. They saw video on Youtube, that I was working with one of the management agency, where one of his best friend worked as well. So they decided to call me and that’s how collaboration started. We came to the studio and record the song. It was the only song made with them so far. If they would ask me to do next song, I would do it.

In this year, you released your fourth album (but first as a Bo Saris) called „Gold”. Tell us more about this album, what can we find there, what message do you want to share with people?

I wanted to touch people’s soul. The reason why I moved to London was to expand my music, I wanted to go international, with no borders. And it was the first step. Then, two years when I was there, I recorded as many songs as possible, to meet as many people as possible. I wanted to find the right team who I would record the album. I’m very sensitive to those things: who I work with or where I would record. The songs are about everything that I’ve been experienced thoughtout last 2-3 years – the situation, moving, missing my family, travelling to America.

The first single from the album is „She’s on Fire”. Could you tell us the history of this song?

Actually, „She’s on Fire” wasn’t released as a single, we’ve just put it online for fans. It was funny to see, that lots of people already started to playing and liking it, it went in several countries. It wasn’t our goal, we just wanted to share with new song with our fans. They wrote a lot of messages about newest material, so we put one of song, it was „She’s on Fire”. It’s one of this songs, which just happened. We recorded this song in 20-25 minutes. I was working in Sweden with my friends for this song. We started singing, had great time and after 20-25 minutes later we had this record done. Lot of people don’t know, that this song on the record, that doesn’t change at all. We recorded this song as a demo, but we’ve never touched it again. It was such a positive vibe and was performed so well, that we decided to leave it untouched.

So, the first official single was „The Addict”. What’s the meaning of this song?

It’s one of my favourite songs from the album. You know, being a musician can be tough sometimes. We had lot of struggles, we have to spend a lot of time not only in studio, but only during the travellings with the people who you work with. Drugs is something what happenes a lot in music. For whatever reason to inspire people. I know someone, who struggle with this addiction. He inspired me to write a song about it. It’s true story from my experience.

Jasper Wilde featured in the song called „Can’t Beat the Old Skool”. How has this cooperation started?

I had this song already, but I just needed someone to lay it down, like a fundament. I was very busy at that time. I wrote this song in January, record was already done, but I had this idea, I needed to act very quickly. I made some phone-calls and I met Jasper. We decided to produce this song together.

Would he appear in your next album?

I don’t think so. Maybe in the future. We met only for this song. It was funny story, as I said: everything was already done, I showed my label the record and told them about my idea. We need to do it fast, and we did.

Tell us more about the meaning of this song.

„Can’t Beat the Old Skool” shows people, who I truly am. I’m 80s’ kid, I always loved not only old school music, but also high quality projects. Today is the world, that everything has to be faster, bigger, it has to be more… People are over here, wants only to take, not to give. This song tells: that’s not a beauty of life to want everything to go fast, always wanting more. That special feeling, when you’re listening to music, you can’t buy it.

Our personal favourite from album is „If I Don’t”, it’s really touching one. What’s this song about?

I can’t say too much about the story, because of the privacy. I wrote this song with my mother, about her life, her relationship. She inspired me to write this story.

Thank you for the interview. We’re crossing fingers for your plans, for the huge popularity of „Gold” and we hope you’ll come back to Poland someday!

Thanks. I will come back here as many times as it’s possible.