Środa jest takim dniem tygodnia, w którym zaczynamy myśleć już o zbliżającym się weekendzie. Przed nami jednak jeszcze dwa dni pracy. Dobrym rozwiązaniem aby poczuć odrobinę wolności jest wybranie się na koncert.

To właśnie w środę (07.05.2014) we wrocławskim klubie Firlej swój drugi koncert w ramach wspólnej trasy zagrali Ania Szarmach i Frank McComb. Był to zarazem pierwszy koncert Ani we Wrocławiu, i jak sama przyznała mogła z tego powodu zjeść ją lekka trema. Wcale tak nie było. No może na początku Ani zadrżał głos w kliku momentach, ale potem jej wokal brzmiał wspaniale.

Na scenie Ani towarzyszyli „starzy wyjadacze” polskiej sceny muzycznej, czyli Piotr Żaczek – bas, Robert Luty – perkusja, Grzegorz „Jabco” Jabłoński – fortepian i Damian Kurasz – gitara. Lista wykonywanych utworów nie różniła się zbytnio od tej z koncertu warszawskiego. Mogliśmy usłyszeć utwory z trzech dotychczas wydanych przez Anię płyt, między innymi „Inną”, „Dlaczego”, „Poztywkę” czy „Z Tobą”. Pomiędzy wykonywanymi utworami, Ania wplatywała kilka ciekawostek związanych z wykonywanymi kawałkami. Tak również było kiedy wykonywała cover „Hearth of the matter”, mówiąc publiczności, że utwór ten daje jej siłę w trudnych momentach. Zabieg ten był całkiem ciekawym rozwiązaniem, zgromadzona w Firleju publiczność mogła lepiej poznać twórczość Ani oraz przekonać się, że to co robi jest całkowicie szczere.

Widownię na pewno zadziwiło połączenie jednego z popularniejszych utworów w repertuarze Ani  – „Silnej” z najpopularniejszym przebojem ostatnich miesięcy czyli „Happy” Pharrella Williamsa. Przed jego wykonaniem Ania poprosiła publiczność o wspólne śpiewanie, jeśli będą tylko znali tekst. Może z „Silną” publiczność trochę zawiodła, ale przy utworze Pharrella nadrobiła.

Kiedy na scenę do Ani dołączył Frank McComb, mogliśmy w klubie usłyszeć nieśmiałe brawa, jedna szybko zmieniły się w głośne oklaski. A wszystko to za sprawą wspólnie wykonanych przez Anię i Franka utworów. Podobnie jak to było w Warszawie, Szarmach i McComb wykonali kawałki należące już do klasyki jazzu, soulu czy r’n’b, między innymi „I Will be there” z repertuaru Jackson 5. Po wspólnym wykonaniu kilku utworów na scenie pozostał tylko Frank i zespół. Pierwszą rzeczą, o którą poprosił McComb, były owacje dla bandu. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo w końcu to on był jedną z gwiazd tego wieczoru. Wspólnie wykonali dla zgromadzonej publiczności utwory „Someday We’ll All be Free” czy „Flying Easily”.

W pewnym momencie na scenie pozostał tylko Frank, światło jupiterów padało tylko na niego i biały fortepian. McCombowi dopisywał widocznie tego dnia humor i co raz rzucał śmiesznymi anegdotami. Mogliśmy na przykład usłyszeć, kiedy to został sam na scenie, że „jeśli się teraz pomyli, będzie to wina zespołu”. Nie zapomniał także o drugiej gwieździe wieczoru – Ani Szarmach, gorąco dziękując jej i jej bratu Adamowi za zaproszenie.

Przed powrotem Ani wraz z zespołem na scenę, McComb wykonał jeszcze kilka utworów. Mogliśmy w jego wykonaniu usłyszeć dobrze wszystkim znane „Song for you”. Kawałek ten w wykonaniu Franka, brzmiał wspaniale. Artysta bawił się swoim wokalem oraz zdolnością gry na pianinie, chwaląc się przed publiką cudownymi solówkami i scatem.

Kiedy na scenę dołączyła Ania i zespół, wspólnie wykonali „You’ve got a friend” stwarzając przyjacielską atmosferę, którą czuć było na widowni. Był to „ostatni” utwór tego koncertu. Zespół jednak nie dał się długo prosić o bis. Na scenie ponownie pojawili się, tylko Ania i Frank wspólnie wykonując jedynie przy akompaniamencie „Another day” zespołu Buckshot LaFonque.

Występ ten był cudownym połączeniem dwóch wspaniałych głosów i kilku muzycznych talentów. Chociaż to Frank McComb miał być gwiazdą tego wieczoru, to jednak Ania Szarmach przyćmiła go cudownie operując swoim głosem. I chociaż nie był to jeszcze weekend, to ten koncert pozwolił mi odpocząć i zapomnieć na chwilę o tym co dzieje się obok mnie. Tak więc delektowałem się z zamkniętymi oczyma, płynącymi ze sceny dźwiękami, za co Ani, Frankowi i muzykom serdecznie dziękuję.

[AFG_gallery id=’34’]