Niedzielny koncert Cassandry Wilson był niczym obfity i puszysty deser, w którym różne smaki się przenikały i idealnie do siebie pasowały. Był to deser wielowarstwowy. Artystka serwując obfitą dawkę jazzowo – bluesowych brzmień z pewnością nasyciła lidczne grono zgłodniałych słuchaczy. Czy wszystkim smakowało?

Współczesna jazzowa diva – Cassandra Wilson po raz pierwszy odwiedziła Kraków 13 kwietnia. Wystąpiła w ramach Festiwalu Starzy i Młodzi, czyli Jazz w Krakowie. Oprócz XX jubileuszowej edycji Festiwalu świętować można było także 20 lat od wydania przełomowego w karierze artystki albumu „Blue Light 'Til Dawn”.

Diva Cassandra Wilson powitała wszystkich szczerym uśmiechem. Na scenę weszła w obcasach. Już po krótkiej chwili zdjęła buty. Dalszą część koncertu stąpała po perskim dywanie, który był specjalnie dla niej przygotowany.

Aksamitna barwa głosu divy wprowadzała błogi i kojący nastrój. Cassandra Wilson operowała głosem w różnych konfiguracjach.

Artystce towarzyszyli wspaniali muzycy: Gregoire Maret – harmonijka (wisienka na torcie), Brandon Ross – gitara, John Cowherd – fortepian, Lonnie Plaxico – kontrabas oraz John Davis – perkusja. Na scenie rządziła niewątpliwie Cassandra, która niczym dyrygent decydowała często, kto, kiedy i z jaką intensywnością ma zagrać.  Jednakże każdemu z muzyków dawała ogromną możliwość improwizacji. Każdy z członków zespołu, dzięki partiom solowym mógł się wykazać.

Zachwycała dbałość o szczegóły, która przejawiała się w maksymalnym doprecyzowaniu poszczególnych dźwięków. Brzmienie było dopieszczone pod każdym względem. Kompozycje rozpoczynały się intrygującymi wstępami, a po części głównej utworów, czyli partii śpiewanych przez Cassandę, długie zakończenia idealnie je wieńczyły dając możliwość refleksji.

Koncert wielowarstwowy i wielosmakowy. Wprowadzał w błogi nastrój.  Poszczególne utwory zapewniały różne emocje. Jednak całość była łagodna, może nawet zbyt łagodna, aby zachwycić wymagające podniebienie.