14 grudnia br. na scenie warszawskiego Palladium wystąpił jeden z najlepszych wokalistów jazzowych – Kevin Mahogany. Amerykanin wystąpił jako jedna z gwiazd tegorocznego, 55. Międzynarodowego Festiwalu Jazz Jamboree, a towarzyszył mu kwartet – Maciej Sikała (saksofon tenorowy i sopranowy), Kuba Stankiewicz (fortepian), Wojciech Pulcyn (kontrabas) i Sebastian Frankiewicz (perkusja).

Początek koncertu zaplanowany był na 20:00, rozpoczął się jednak 20 minut później. Na początku na scenie pojawiło się trio, a dopiero chwilę później dołączył do nich kontrabasista. Najpierw swoją solówkę zaprezentował saksofonista, później pianista, a na końcu „spóźnialski” Pulcyn, którego instrumentu praktycznie nie było słychać.

Kiedy usłyszeliśmy mocne wejście perkusji, przed tłumnie zgromadzoną publicznością zaprezentowała się gwiazda wieczoru. Mahogany od razu wykazał się niezwykłym poczuciem humoru i dystansem, wygłupiając się i machając do fotoreporterów. Jako pierwszy utwór wykonał przebój „Nature Boy” z repertuaru Edena AhbezaNat King Cole. Wokalista pokazał swój niski, uwodzicielski głos, a dopełnieniem całości były solówki na saksofonie i fortepianie.

Podczas koncertu, Kevin niejednokrotnie rozśmieszał warszawską publiczność: fotoreporterom zwrócił uwagę, że nie ma tylu strojów na zmianę, co Beyonce, a kiedy saksofonista się spocił… w teatralny sposób wyciągnął chusteczkę i wytarł mu czoło. Na pierwszym miejscu zawsze plasował się jednak jego genialny wokal ozdobiony świetnym instrumentarium. Prawdziwą bombą okazały się partie wokalizy oraz a’cappella zaprezentowane podczas „Route 66” i „Stay with Me” oraz niezwykle czyste, wysokie dźwięki wyśpiewane podczas „Every Day I’ve Got the Blues„. W tym drugim na wyróżnienie zasługuje również kontrabasowy początek oraz solówka Stankiewicza.

Jednym z najzabawniejszych wykonań był cover utwór „The Girl from Ipanema” Franka Sinatry, w którym Kevin śpiewał o tytułowej dziewczynie z Ipanemii i tęsknie wzdychał, rozśmieszając tym publiczność. Po wykonaniu kompozycji nawiązał kontakt z ludźmi siedzącymi na balkonie, pytając o ich samopoczucie, czym po raz kolejny udowodnił, że jest niezwykle zabawnym i otwartym człowiekiem. Kiedy chwilę później scenę opuścili prawie wszyscy instrumentaliści (poza kontrabasistą), wokalista po raz kolejny obrócił wszystko w żart. Zjawiskowo wykonał utwór „All Blues„, podczas którego postanowił zaśpiewać z dala od mikrofonu, oczarowując słuchaczy swoim mocnym, nieprzeciętnym wokalem.

Po powrocie trio na scenę, Mahogany uwodzicielsko zaśpiewał „I Wanna Talk About You„. Podczas prezentacji swoje „5 minut” miał nie tylko saksofon i fortepian, ale także perkusja, której solówka zdobyła gromkie brawa od publiczności. Solowe partie instrumentów usłyszeliśmy też w dynamicznej propozycji „Still Swinging„, która muzycznie stawała się momentami bardziej subtelna i intymna. Podczas grania „Stay with Me” publiczność zaczęła klaskać w rytm wybijany przez wokalistę, który potem zaczarował każdego pokazaniem całej swojej skali głosu – od najniższych do najwyższych dźwięków. Wykonanie zmiotło mnie z krzesła, podobnie jak wykonanie na bis wersji a’cappella przeboju „For All We Know” autorstwa J. Freda Cootsa i Sama M. Lewisa.

Po wręczeniu kwiatów, Kevin Mahogany podziękował za zaproszenie oraz pochwalił towarzyszących mu instrumentalistów, który wykonali jej utwór bez udziału wokalisty. Nie mogło zabraknąć też dowcipów oraz scenek, gdy piosenkarz po bisie opuszczał scenę i „zapomniał” bukietu, po czym z teatralną nonszalancką wrócił po wiązankę i zszedł ze sceny.