„We knew you’d be amazing!” – wołał Jamie Cullum do setek wyciągniętych do niego rąk we wtorek, 26 listopada w Coliseu do Porto. Pierwszy w tym mieście koncert brytyjskiego jazzmana, jedno z najbardziej oczekiwanych tej jesieni przez północ Portugalii wydarzeń, przerósł oczekiwania wszystkich.

Zaczęło się niewinnie – w porze supportu, kiedy na scenę wychodziła Kat Edmonson (bardzo przyjemny, filigranowy głos z Teksasu, pisaliśmy o jej najnowszej płycie tutaj), Coliseu świeciło jeszcze pustkami, a o takim zjawisku jak kolejki przed otwarciem bramek nawet nikt nie słyszał. Ale kiedy przed samym wejściem Brytyjczyków zapłonęły światła, sala była wypełniona aż po krokwie. A gdy przy pierwszych dźwiękach „The Same Things” wszyscy poderwali się z miejsc, było już jasne, jaki to będzie koncert.

Setlista składała się z samych smakowitości. Koncert trwał ponad dwie godziny, a oprócz utworów z nowej płyty nie zabrakło takich perełek jak „Mind Trick”, „Get Your Way”, „I’m All Over It” czy „Please Don’t Stop The Music”.

Tego wieczoru nie zabrakło żadnego z elementów, które składają się na sławę Jamiego jako prawdziwego wirtuoza występów „live”. Klasycznie jazzowe improwizacje, elektryzujące freestylowe covery przeplatane elementami beatbox’u (m.in. „Get Lucky” i „Royals”), skoki z fortepianu, niby mimochodem wtrącane anegdotki, spacer z mikrofonem za barierki… Wszystko to przy akompaniamencie mnóstwa rytmicznie uderzających o siebie dłoni, entuzjastycznych okrzyków i śpiewu. Ta roztańczona publiczność znała każdą piosenkę na pamięć, zaczynając nucić, jeszcze zanim Jamie zdążył otworzyć usta. Kiedy setki głosów wyśpiewały przy akompaniamencie fortepianu „Now I need you more than ever, I need you more than ever now..” („All At Sea”), artysta nawet nie próbował ukryć łez.

Nie mogło obyć się bez bisu, i to podwójnego. Ostatnim utworem, jaki usłyszeliśmy tej nocy w Coliseu, był „Gran Torino”, wyśpiewany tęsknie, nostalgicznie, w nikłym poblasku gasnących świateł, kiedy na scenie pozostały już tylko dwa instrumenty – fortepian i głos jazzmana.