Najnowsze wydawnictwo Loud Jazz Band to niewątpliwie jedna z bardziej wyczekiwanych premier jazzowych tej jesieni. Polsko – norweski zespół, który założył w 1989 roku Mirosław „Carlos” Kaczmarczyk. Loud Jazz Band raczy nas nowym krążkiem „From the distance, live in Oslo”. To ósma oficjalna płyta zespołu. Materiał, którego mamy możliwość posłuchać został zarejestrowany w zeszłym roku (2 maja 2012 r.) podczas koncertu na „V. Dniach Kultury polskiej w Oslo”. Jest to album koncertowy i stanowi podsumowanie dotychczasowej działalności zespołu. „From the distance” to siedem rewelacyjnych kompozycji. Otrzymujemy wysublimowane, acz bardzo ciekawe wydawnictwo, które przypadnie do gustu nie tylko wybrednemu słuchaczowi. Krążek rozpoczyna się spokojnie, po kilku pierwszych taktach dźwięki przeradzają się w żywe, rytmiczne granie. „Ensomhet” to utwór otwierający płytę. Zespół daje z siebie wszystko, każdy wydobywany osobno dźwięk tworzy razem z pozostałymi dźwiękami spójną całość. Króluje saksofon, który wyraźnie czasami charczy, piszczy. Świetnie zgrywa się z całością kompozycji. Podąża za nim perkusja i wyraźnie eksponowana gitara. Czy się udało? Jak najbardziej! Drogi Czytelniku, nie odczujesz kiedy minie przeszło 12 minut gry, a Ty będziesz miał ochotę na więcej i więcej…

Łakniesz poznawania płyty niczym małe dziecko odkrywa świat. Tak jest z kolejnymi chwilami, gdzie zatracasz się w poznawaniu krążka. Z czasem przychodzi także wyciszenie. „Til Sigurd” daje nam chwilę wytchnienia po mocniejszych brzmieniach. W tym utworze delikatność przeplata się ze spokojnymi rytmami, które „koją nasze zszargane nerwy”. Mógłbyś wykrzyczeć „majstersztyk!” taka jest płyta Loud Jazz Band.
Nie ma czasu na przerwy, nierówności, pomyłki, krążek jest dopracowany w każdym calu. Nie można przejść obojętnie obok kompozycji „Illusions Perdeus”, w której wyraźnie zaznaczona jest obecność puzonu, saksofonu. I gdzie możemy posłuchać pięknej solówki na tym niezwykłych instrumencie. Zaleca się pochylić nad kunsztem grającego na nim Wojciecha Staroniewicza, któremu wtórują instrumenty perkusyjne.
Warto czekać na takie wydawnictwo, które przez blisko 70 minut zachwyca, czaruje, wciąga niczym dobry film. Możesz rozsiąść się w fotelu i wsłuchać się w to, co dobiega z głośników. Nie zastanawiaj się – oddaj się muzyce, niech Cię poprowadzi. Saksofon, puzon, gitara, perkusja to najlepsze połączenie, które w stu procentach wykorzystał Loud Jazz Band. To prawdziwa uczta dla słuchacza. Drogi Czytelniku jesteś spragniony żywych brzmień, ciekawych aranży, a to wszystko w wersji live? Nie mogłeś trafić lepiej, zapoznaj się z krążkiem „From The Distance…” jak to najszybciej możliwe…


