Na ten koncert czekało wiele osób, nie tylko fani José, ale również melomani, którzy kochają dobrą muzykę. Po kilkunastu minutach oczekiwań, pojawili się na scenie. Najpierw muzycy, kilka sekund później, pewnym krokiem wszedł José James.

Materiał, który zaprezentowali, to w większości kawałki z nowej płyty. Nie zabrakło jednak utworów z poprzednich płyt, chociaż nie było ich za wiele. Jak sam artysta wytłumaczył jednemu z fanów, który głośno prosił o więcej utworów z „The Dreamer”: „ta płyta została nagrana dawno, teraz nagrywam to co chcę, więc jeśli ktoś chce usłyszeć więcej kawałków z „The Dreamer”, może opuścić koncert.. nie będzie ich”, po czym ładnie się uśmiechnął.

Stało się tak jak powiedział, starszego materiału było bardzo mało, dla mnie to lepiej bo najbardziej lubię ostatnie dokonania. Prócz swoich kawałków nie zabrakło coverów, m.in. „Ain’t No Sunshine” Billa Withersa. W zasadzie setlista nie różniła się od tej zaprezentowanej we Wrocławiu.

Czytając relację Tomka z naszej redakcji, z wrocławskiego koncertu, najbardziej zachwycającym publikę muzykiem był trębacz – Takuya Kuroda. W Warszawie było podobnie, ale dla mnie numerami JEDEN było dwóch innych muzyków, mianowicie: Solomon Dorsey – bass oraz Kristopher Bowers – klawisze. Nie chcę ujmować zdolności perkusiście – Richardowi Spavenowi, jednak wcześniej wymieniona dwójka zrobiła na mnie największe wrażenie!

Jeśli chodzi o basistę, nie tylko rewelacyjnie grał, ale również świetnie śpiewał. Dwugłosy jakie poczynił z José na długo będą gościć w mojej głowie. Wszystko idealnie do siebie pasowało, naprawdę, byłem w szoku, że dwóch facetów może tak dobrze ze sobą brzmieć. Podobnie mogę napisać o klawiszowcu, z tym, że on ujął mnie jedynie (albo aż!) swoją grą. To co robił na swoim Rhodes’ie i Nordzie przeszło oczekiwania nawet moich znajomych muzyków będących wśród publiczności. Jego improwizacje są nie do opisania, a (tylko i koniecznie) do usłyszenia!

Sam José brzmiał perfekcyjnie. Zero jakichkolwiek niedociągnięć, zarówno wokalnych jak i instrumentalnych. Można rzec – ideał. Z taką właśnie myślą wychodziłem z koncertu!

Podsumowując. Prosimy o więcej takich koncertów w naszym kraju! City Sounds, spisaliście się na medal! Jeśli będziecie zapraszać więcej artystów z tej półki, postawię Wam pomnik! Ukłony dla Was!

José James wystąpił w składzie:
Richard Spaven – drums
Takuya Kuroda – trumpet
Solomon Dorsey – bass
Kristopher Bowers – keyboard

[nggallery id=245]