Na początku listopada Ania Szarmach wspólnie z Frankiem McCombem zagra dwa koncerty. Mieliśmy okazję porozmawiać o tych wydarzeniach z Anią, poruszyliśmy również temat nowej płyty. Ciekawi? Zapraszamy do przeczytania wywiadu.

Aniu, jak to się stało, że zagrasz z Frankiem McCombem dwa koncerty w Polsce?

Historia jest tak prosta jak niewiarygodna ale ponieważ żyję w krainie baśni, pozytywek i siły przyciągania wcale mnie to w sumie dziwić nie powinno. Otóż Frank zobaczył mnie na kanale youtube i chciał się ze mną skontaktować. Dostałam maila od jego managerki, który wylądował w koszu bo potraktowałam to jak głupi żart. Jednak skontaktowali się również równolegle z moim managerem, który jednak na całe szczęście w to uwierzył! No i już… Frank bardzo chciał zagrać w Polsce i pierwotnie planowaliśmy koncert wcześniej wykorzystując fakt, że był w Europie ale było za mało czasu na promocję koncertów. Zdecydowaliśmy ,że koncerty odbędą się za początku listopada.

Co szykujecie na te dwa wieczory?

Zarówno Frank jak i ja zagramy piosenki ze swoich repertuarów z towarzyszeniem mojego zespołu w składzie: Grzegorz Jabłoński – instrumenty klawiszowe, Damian Kurasz – gitara, Piotr Żaczek – bas i Robert Luty – perkusja, Kasia Dereń i Irena Kijewska – chóry, Maciej Kociński – saksofon, Jakub Waszczeniuk – trąbka. Właśnie jesteśmy w trakcie ustalania całego przebiegu tego performance’u, a ponieważ jest on dość nietypowy ma szansę być wydarzeniem naprawdę szczególnym.

Możemy spodziewać się jakieś wspólnej piosenki na Twojej nowej płycie?

Nie myślałam jeszcze o tym. Zobaczymy jak się zdarzy.

Myśleliście aby z koncertów zrobić, np. DVD?

Tak, zwłaszcza, że po upublicznieniu naszych ostatnich wykonań live z Teatru Studio, z towarzyszeniem chóru Sound 'n’ Grace pojawiło się mnóstwo pytań dotyczących już samego terminu wydania. Poza tym koncert, o którym mówię wyszedł naprawdę nieźle i to mnie rozochociło żeby taki materiał wydać. Ten performance był bardzo dobrze przygotowany, zagrany, nagłośniony i oświetlony, a potem zmiksowany – niemniej zamiar u źródła był taki żeby zrobić tylko materiał dokumentacyjny. Rośniemy zatem w plany i zamiary :)

Czy Ty jako artystka czujesz się spełniona?

Czuję ustawiczny niedosyt. Spełnienie jawi mi się jako podsumowanie i uwieńczenie długoletniej pracy czy działań. Tego nie czuję. Natomiast miewam przebłyski 100% satysfakcji, że jednak trwam przy tej bezkompromisowej ścieżce, która nie jest łatwa. Powiedziałabym nawet, że daje mi popalić ale jakoś miło podążam. Koncerty bywają takim przyjemnym rozrachunkiem dla mnie, że wszystko się zgadza. Robię taką muzę jaką chcę, nie muszę się przeistaczać w kogoś kim nie jestem, mam tylko tyle ile potrafię i ile potrafię z siebie wykrzesać. Czasem to tylko tyle ale na szczęście czasem to AŻ tyle. I to jest wspaniałe.

Jakie są Twoje najbliższe plany?

Koncert mojego życia bo koncert z moim idolem. Nie mogę się doczekać. Nowe piosenki i pewnie nowy materiał. Pracuję również z młodymi wokalistami, z czego czerpię nieopisaną przyjemność. Muzyczne inspiracje ludzi zmieniają się bardzo wyraziście na przełomie dekady na przykład. To niesamowite jakie muzyka trawiona przez ludzi może mieć kolory. Zamierzam zatem również w najbliższym czasie czerpać z tego pełnymi garściami.

Zapytaliśmy o wspólny utwór z Frankiem, a nie zapytaliśmy o najważniejsze – pracujesz nad nową płytą?

Ja pracuję nad nią w zasadzie w każdym momencie. Mój zespół mawia: weź najpierw wydaj tą! Ustawicznie tłumaczę sobie rzeczywistość na swój muzyczny język. Mam potrzebę robienia tego cały czas lecz nie zawsze mam wenę. I to jest smutne. Ale ona akurat nigdy nie wpada na życzenie. Czekam więc cierpliwie funkcjonując z ludźmi, tęskniąc za nią, oglądając świat czasem z perspektywy człowieka z tłumu, a czasem z pozycji samotnej duszy płynącej łodzią niesioną przez wartki nurt tej pięknej i cały czas nieodgadnionej rzeki zwanej życiem :)

Czego możemy się spodziewać tym razem?

Mam nadzieję, że będzie to zaskakujące również dla mnie. Technicznie chciałabym żeby aranżacyjnie piosenki były mocno rozbudowane. Chętnie skorzystam też z syntetyki ale nie wiem czy zostanie ona ujęta jako kwestia podstawowa czy też dobarwiająca. Samo się pewnie dookreśli. Mam teraz ochotę wykręcić wszystko do góry nogami. Nie zawsze wiem co będzie ale zawsze wiem, że czegoś chcę.

Na Twoich albumach zawsze jest wielkie urozmaicenie, przysłowiowo „każdy znajdzie coś dla siebie”. To celowy zamysł aby każdy miał to co lubi?

To pewnie wynik mojego wielowarstwowego i wielorakiego odczuwania. Nie jest to zabieg celowy, raczej naturalny. Wiadomo też, że nie każdemu taka muza pasuje, a więc fan death metalu raczej pewnie średnio odnalazłby się w „Horyzoncie marzeń”. Wykorzystuję swoją koncepcję, kreatywność do maksimum, a także kreatywność muzyków jeśli pracuję nad materiałem. Coś zawsze mi świta. Nigdy nie wiem co będzie dalej i być może czuję bardziej niż potrafię nazwać. A, że wszyscy jesteśmy podobni, a ja tego ,co jest ludzkie się nie wstydzę, to pewnie kilku osobom moja muza czy ja sama mogę wydawać się bliska. Człowiek lubi to, co zna.

Co ostatnio wpadło Ci w ucho, jest jakaś płyta, która szczególnie przypadła Ci go gustu?

Dwa nowe numery Prince’a, które zdaje się wisiały u Was na stronie, są świetne i nowa Janelle Monáe też! I nowy John Mayer jest spoko – w głównej mierze za konsekwencję maxxx!!! No i świetnego producenta też :)