Rhye „Woman” to piękna, nastrojowa, nad wymiar spokojna płyta, która muska nas swoimi dźwiękami. Zespół oddaje nam dojrzały album, który zawiera dziesięć niepowtarzalnych, melodyjnych utworów.

Od pierwszych dźwięków zatapiamy się w melancholijny, delikatny świat Rhye. Utwór otwierający płytę, „Open” to istny majstersztyk, nic dodać nic ująć, słowa tego nie opiszą, trzeba posłuchać. Można pokusić się o stwierdzenie, iż utwór celowo został wybrany na numer 1. Słuchając go, ma się ochotę na więcej i więcej.

Rhye Woman

„Woman” to dzieło nietuzinkowe, za sprawą zespołu, który zamienia w złoto to, czego tylko się dotknie. Za krążek odpowiedzialni są dobrze znani: Milosh – kanadyjski muzyk obracający się w kręgach electro oraz duński producent Robin Hannibal. Muzycy zdecydowali się wydać krążek w tym roku, po blisko półtorarocznej działalności. A efekt jest piorunujący.

Na płycie słychać fascynacje klasycznym soulem lat 60. XX wieku. Wokal, żywe instrumenty tworzą spójną całość, wzbudzającą w nas ogromne emocje, z drugiej strony przeszywają prostotą, nastrojowością. Czy współcześnie taka muzyka jest przeznaczona dla szerokiego spektrum słuchaczy? Rhye ze swoim krążkiem broni się na scenie muzycznej, płyta nie zginęła, wręcz przeciwnie, stała się jedną z pozycji, na którą czekali słuchacze na całym świecie.

Na uwagę zasługuje utwór „Verse”. Który podobnie jak cała płyta, łączy subtelny wokal Rhye z intrygującymi dźwiękami, niekiedy ledwo słyszalnymi, dając w efekcie delikatny i zmysłowy rezultat.

Płytę cechują fascynacje minionymi epokami oraz nostalgia.. Cytując The Sunday Times, przychylamy się do stwierdzenia „Brzmi jak debiut roku”.