Zachwyciła jurorów trzeciej edycji programu „X Factor”, jednak nie dostała się ostatecznie do odcinków na żywo. Kasia Lins, bo o niej mowa, nagrała w zeszłym roku debiutancki album – „Take My Tears”, który zadebiutował niedawno w Japonii, dzięki wytwórni Evosound, której piosenkarka jest podopieczną. Co ciekawe, wokalistka nie miała w planach promocji krążka w Polsce. Na szczęście zmieniła zdanie. Patrząc na nazwisko producenta, Nicka Mansona, nietrudno się domyślić, że na krążku znajdziemy kilka świetnych kompozycji.

Każda z dwunastu propozycji z debiutanckiego albumu „Take My Tears” Kasi Lins, a właściwie Kasi Zielińskiej (zbieżność nazwisk przypadkowa), to dojrzałe jazzowo-popowo-rhythm’n’bluesowe kompozycje. Prace nad nimi rozpoczęła w 2012 roku w Ocean Way Recording Studio w Nashville w stolicy stanu Tennessee, w Stanach Zjednoczonych. Piosenkarka sama skomponowała i napisała wszystkie utwory, przy współpracy z producentem, pianistą i kompozytorem jazzowym – Nickiem Mansonem. Otwierające płytę „Liar” to spokojny kawałek, w którym gościnnie zaśpiewał Larry Braggs. Każda sekunda utworu okazała się kojącą terapią dla uszu – przyjemne dla ucha gitary Jerry’ego Corteza i Pata Bergesona, perkusja Zoro (perkusisty Lenny’ego Kravitza) oraz keyboard Mansona stworzyły świetną całość.

„Reason” rozpoczyna się pięknym dźwiękiem gitary, który nasunął mi nieco skojarzenia z filmami o Dzikim Zachodzie. Jednak szybko pojawiły się nowe instrumenty, a wszystko zostało okraszone czystym głosem Kasi Lins. Liryczne „Ain’t Gonna Wait”, w którym słychać niezaprzeczalnie idealną grę na pianinie Nicka Mansona, a potem perkusję Zoro, od razu przeniosło mnie na salę koncertową największych legend światowego jazzu. Podobnie poczułem się podczas słuchania „Hold On”, „What If” czy tytułowego „Take My Tears”.

Prawdziwą perełką albumu jest bez wątpienia „Go Away” ze świetnym tekstem, genialną melodią oraz wzruszającym, łapiącym za serce wokalem Kasi w refrenie. Utwór zdecydowanie zasługuje na tytuł jednego z najlepszych z całej płyty. Liczę na to, że kiedyś stanie się o nim głośno, ale nie w świecie komercyjnym, a w tym niszowym. Zupełnie inne zdanie mam o „Don’t Know Me”, które nie urzekło mnie niczym, ponieważ brzmiało jak akustyczne wersje przebojów największych gwiazd muzyki rozrywkowej. Oczywiście, ani grze gitarzysty, ani wokalistce nie można zarzucić nic złego. Jednak po przesłuchaniu wszystkich kompozycji to jedynie do tej nie mogłem się przekonać.

Dwa ostatnie utwory z „Take my Tears” – r&b-jazzowe „Wonder Why” oraz wyciskające łzy z oczu „Cover Me”, idealnie podsumował to, co można usłyszeć na albumie. Rewelacyjne instrumentarium (perkusja, gitary, keyboard oraz pianino), uzależniający głos Kasi oraz niezwykła emocjonalność i klimat, jaki stworzyła każdy z dwunastu kawałków. Wszystko na wysokim, światowym poziomie, nagrane przez sztab profesjonalistów. Wierzę, że piosenkarka namiesza jeszcze na rynku i pozostanie wierna rhythm’n’bluesowo-jazzowym brzmieniom.

Płytę można zamówić, m.in. z tej strony.