Nareszcie nastał ten dzień, premiera nowej płyty Natalii Przybysz, pt. „Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin”. Przygotowaliśmy dla Was dwie recenzje albumu. Miłej lektury.

Michał Olechowski

Kto o zdrowych zmysłach porywa się na repertuar zjawiskowej i niepowtarzalnej Janis Joplin? Przecież to ikona muzyki, a jej piosenki mają status legendarnych! Przecież wiadomo, że nikt ich lepiej nie zaśpiewa…

A jednak! W Polsce są artyści odważni. Co tak naprawdę podkusiło Natalię Przybysz? Zaczęło się niewinnie od występu z projektem Kozmic Blues na Festiwalu Woodstock z okazji 50- lecia debiutu artystycznego Janis Joplin. Po znakomitym odbiorze, artystka wyruszyła w trasę koncertową, która również okazała się sukcesem. Tak, więc decyzja o nagraniu albumu „Kozmic Blues: Tribute To Janis Joplin”, którego premiera przypada na dzisiaj (3 czerwca 2013), wydaje się być naturalnym i oczekiwanym następstwem.

Zmierzyć się z repertuarem Janis to nie lada wyzwanie. Barwa głosu Janis Joplin jest jedną z najbardziej charakterystycznych w historii muzyki. Na szczęście Natu nie uległa pokusie naśladownictwa. W jej wykonaniach nie słychać również konkurencji z pierwowzorem. Natalia zgodnie z tytułem albumu oddaje nieśmiertelnej Janis hołd i uznanie. Piosenki zinterpretowała z szacunkiem i pokorą, nadając im w większości lżejsze, soulowe brzmienie, o czym świadczy m.in. brawurowe wykonanie „Maybe”. Muzyka jest bogata brzmieniowo, usłyszymy m.in. harmonijkę, saksofon, trąbkę i puzon. Dzięki męskim chórkom w wydaniu członków zespołu, muzyce przyświeca iście koncertowa atmosfera. Miłym akcentem na albumie jest jedyny polskojęzyczny utwór skomponowany przez Jurka Zagórskiego. Być może „Niebieski” zakreśla nowy kierunek brzmieniowy w twórczości Natalii. Repertuar Janis wyzwolił w Natalii prawdziwie  rock’n’rollową duszę.

Pod względem wizualnym, czarno – biały album „Kozmic Blues: Tribute To Janis Joplin” urzeka swoją prostotą.

To już trzeci album Natalii, dlatego wszelkie zarzuty, co do próby wypromowania się na piosenkach znanych i lubianych nie powinny być brane pod uwagę. Najnowsza płyta oprócz sympatyków Natu powinna znaleźć odbiorców także wśród zagorzałych fanów Janis Joplin.

…nie ma się czego obawiać, Janis Joplin w grobie się nie przewróci!

Sonia Przybyłowicz

Czy warto być odważnym?
Bo czy nie aktem odwagi właśnie jest sięganie przez wokalistkę po utwory legendarnej Janis Joplin? Odwaga to, czy buta-wsłuchanie się w nowy album Natu pozwala odpowiedzieć na to pytanie.

Natu, czyli Natalia Przybysz, kojarzona najczęściej z projektem Sistars, ale także z solowymi albumami: „Maupka Comes Home” (we współpracy z Envee) i „Gram Duszy”, nagrała album „Kozmic Blues: Tribute to Janis Joplin”. Płyta, jak sama nazwa wskazuje, to hołd złożony legendzie – Janis Joplin z okazji 50-lecia jej debiutu. Artystka wybrała 12 utworów z różnych albumów Janis, zarówno solowych, jak i tych które nagrane zostały gdy śpiewała jeszcze z Big Brother & the Holding Company. Natalia stworzyła autorski zbiór utworów Legendy, który postanowiła zawrzeć na nowej płycie. Ciekawym momentem projektu, poza 12 utworami Janis, jest „Niebieski”, dla odmiany utwór zaśpiewany po polsku, który wpasowuje się w całość i jest ciekawym przełamaniem w składającej się z 13 fragmentów kompozycji.

Artystka sięgnęła po to, co w historii muzyki najlepsze. Zinterpretowała klasykę na nowo, z charakterystyczną dla siebie soulową energią. Co najistotniejsze, nie próbuje wcielać się w tym projekcie w Janis. Jest sobą – autentyczna i uczciwa, gdy śpiewa jej utwory. Znalazła też swoje optimum energetyczne do wykonywania tego materiału, inne od tego właściwego Janis, lecz tutaj inne nie znaczy gorsze, ale interesujące. W interpretacjach Natu jest ciepło i miękkość, czyli to co tak dobrze znamy, ale nie brakuje też zadziorności i siły.

Album otwiera dynamiczny „The last time” – idealny wybór na początek płyty. Następnie pojawia się, między innymi, wspomniany wyżej „Niebieski” – ballada w bluesowym klimacie, jedyny utwór autorski Natalii na płycie, ze świetnym solo harmonijkowym. Dalej słychać tytułowy, melancholijny „Kozmic Blues”. Utwory zamykające, to pięknie bluesowa, długa kompozycja „Ball and Chain” i ostatni, tak dobrze znany, „Me and Bobby McGee”.

Ja polubiłam Natu w tej odsłonie, jednak czuję pewien niedosyt. Czegoś mi tu po prostu brakuje, czegoś co zadziwi, będzie totalnie oryginalne, różne. Ten niedosyt jednak nie uniemożliwia postawienia stwierdzenia, że warto być odważnym, eksperymentować, a przez to ciągle doświadczać i rozwijać się jako artysta. Tego wszystkiego na pewno nie można Natu odmówić.

Podsumowując, Natalii Przybysz udało się to, co udaje się niewielu w starciu z coverami. Pozostała sobą. Podjęła wyzwanie zmierzenia się ze świętymi klasykami i zaryzykuję stwierdzenie, że zwyciężyła.