Aleksandra Kwaśniewska w naszym kraju jest osobą raczej mało znaną. Powodem tego jest w dużej mierzę jej pobyt – mieszka w Londynie, w Polsce pojawia się bardzo rzadko. Nie możemy jednak zapomnieć o tak wartościowej artystce. W dniu dzisiejszym na rynek muzyczny wychodzi jej drugi album – ’The Sky is on Fire’ (w Polsce premiera przewidziana jest na 18 maja).

Przerwa od wydania debiutanckiego albumu, do dnia dzisiejszego to mniej więcej 3 lata. Dość sporo czasu, jednak artystka wraz z zaprzyjaźnionym zespołem, z którym nagrywa – The Belgian Sweets, potrzebowali takiej przerwy. W sumie ciężko mówić o przerwie, ponieważ w tym czasie bardzo dużo koncertowali, w między czasie pracowali nad krążkiem. Na drugim albumie Aleksandry i The Belgian Sweets znalazły się w większości kompozycję do wierszy Haliny Poświatowskiej, reszta utworów to tanga z lat 30-tych (m.in. 'Ta ostatnia niedziela’). Jeśli chodzi o warstwę tekstów, pominę ją ze względu na to, że są to wiersze nie napisane przez samą artystkę. Co do muzyki… powiem szczerze, że jestem bardzo mile zaskoczony. Bardzo inteligentnie skomponowane utwory, które nie maleją, dzięki czemu chce się więcej. Nieczęsto zdarza się wykorzystywanie w dzisiejszej muzyce wibrafonu, tutaj go mam, i to całkiem sporo – cieszy mnie to niezmiernie. Muzyka jaką prezentuje Aleksandra to w ogólnym podsumowaniu połączenie jazzu z muzyką akustyczną. Ci co wcześniej nie słyszeli głosu artystki mogą się zastanawiać nad jej wiekiem… dlaczego? Ponieważ jej głos jest bardzo delikatny, miejscami piskliwy, ma jednak to swój urok. Pamiętam jak pierwszy raz usłyszałem Aleksandrę, miałem takie samo zaskoczenie jak po posłuchaniu płyty Mikromusic (Natalia Grosiak ma bardzo zbliżoną barwę).

Podsumowując, płyta warta posłuchania. Idealna jest na długie wieczory przy świecach, z lampką wina w dłoni. Album nie nudzi, wprowadza nas do świata, który dla mnie jest świeży, pachnący, bardzo kolorowy.