Z Pink Freudami (W. Mazolewski. T. Duda, R. Klimczuk) rozmawiamy o nowej płycie, etosie rocknrollowca i o tym czy powinno się grać swing młotkiem. 12 maja ukaże się najnowsze wydawnictwo zespołu – „Horse and Power”. Z grupą spotkaliśmy się przed krakowskim koncertem w Lizard Kingu.
Czemu właściwie„Horse and Power”?
Wojtek Mazolewski: W tych słowach zawartych jest kilka kluczowych dla nas znaczeń. Ukrytych w grach słownych. Związanych z powstawaniem nowego materiału, a także naszym ostatnim z pobytem w Japonii.
Tomek Duda: W drodze do Japonii, uczyliśmy się kilku podstawowych zwrotów. Typu – dzień dobry, dziękuję i na zdrowie. Najłatwiej to zapamiętać fonetycznie przez nazewnictwo polskie. W języku japońskim „dzień dobry” to wyraz brzmiący mniej więcej jak „konnichiwa”. Czyli koń i siła. Przełożyliśmy to na angielski. I ilekroć witaliśmy się ze znajomymi Japończykami odpowiadaliśmy po prostu: „Horse and Power”. (śmiech)
Wojtek: To oczywiście sama geneza tych słów. Mają one też swoje znaczenie bardziej poetyckie – symbolizują witalność. Koń to archetyp siły i piękna, dziania sie. Bycia w biegu.
Tomek: Jest jeszcze inna interpretacja. Konichiwa – to po prostu czterolistna koniczyna. To zgodne z naszym znakiem firmowym. (pokazuje otwartą dłoń ze zgiętym do wewnątrz kciukiem). Cztery podniesione palce, bo jest nas czterech w zespole. Wymyślił go nasz przyjaciel Adam Kamiński, który projektuje okładki Pink Freud. Palce to czterech wizjonerów, a kciuk to oko. Albo głowa z irokezem.
Rafał Klimczuk: Można też w ten sposób pokazać przy barze. I od razu wiadomo o co chodzi (śmiech)
Żeby nagrać materiał zaszyliście się w Górach Izerskich.
Tomek: W góry pojechaliśmy z gotowym planem na pracę i z listą utworów, które powstawały spontanicznie w czasie naszych prób, koncertów, spotkań. Nadaliśmy im live’owy charakter. Wszystko zawsze gramy na setkę.
Wojtek: Chcieliśmy oddać się tylko muzyce. Odciąć się od zewnętrznych bodźców. Od świata codziennego, miasta i telefonów. Złapaliśmy dobry dystans do rzeczywistości. To nas bardzo zbliżyło, pozwoliło jeszcze lepiej się rozumieć i tworzyć. Niewiarygodne w jaki sposób łączyły się nasze myśli, emocje. Złapaliśmy absolutny kontakt. W ciągu 10 dni zarejestrowaliśmy 26 utworów, z których 10 znalazło się na płycie.
Produkcją zajął się Roli Mosimann znany ze współpracy z Bjork czy Faith No More.
Rafał: Nasz trębacz Adaś Baron miał okazję współpracować z nim wcześniej. Kiedy szukaliśmy producenta, od razu padło to nazwisko. Pomyśleliśmy – mamy dobry materiał, potrzebny tylko światowy producent, żeby to miało moc.
I jak układała się wam współpraca?
Rafał: Doszliśmy do wniosku, że następną płytę nagrywamy sami (śmiech).
Wojtek: Dotknęliśmy tej mocy i nie olśniła nas. Fajnie było tego doświadczyć. Jesteśmy wdzięczni za tę możliwość. Ale mamy tu współpracowników, którzy potrafią nam zaproponować więcej.
Jak to z wami jest? Niby gracie jazz, a cały czas mówicie o sobie jako o rocknrollowcach.
Wojtek: Powstaliśmy jako zespół bez ograniczeń stylistycznych. Naszym medium jest pozytywna ENERGIA. W założeniu od początku funkcjonujemy jako team rocknrollowy. Jeden za wszystkich wszyscy za jednego! W stylu Red Hot Chili Peppers, Rage Against The Machine czy Led Zeppelin. Gramy przy tym muzykę improwizowaną i to nas zbliża do jazzu. Z drugiej strony jednak bawimy się etosem rocknrollowca i na scenie bawimy się tym wszystkim. Do moich składów staram się dobierać muzyków, z którymi można zmieniac świat, konie kraść.
To wszystko sprawia, że punk rockowi wydaje się być niedaleko do free jazzu.
Wojtek: Co zabawne, ani jazzowi puryści ani rockowcy nas z początku nie akceptowali. Koniec końców dotarliśmy do szerszej niż obejmująca te dwie kategorie publiczności. Cieszę się, że nie musi być ona w żaden sposób ograniczona. Nie każemy ci wybierać między Tool a Scofieldem, zapraszamy na ich wspólny wyst pod szyldem Pink Freud! Możesz przyjść w glanach lub pod garniturem jak masz ochotę! Jeśli jest coś, co łączy naszych fanów to fakt, że nie boją się spełniać swoich marzeń. Tylko robiąc to co zawsze chciałeś robić, jesteś dla świata tym czym powinieneś. A wtedy i świat zaczyna ci dziękować i sprzyjać.
Rafał: Oba te gatunki wykorzystują tradycyjnie inne środki wyrazu. Jednak mieszanie się tych środków wydaje się czymś we współczesnej muzyce bardzo naturalnym. Można nawet używając młotka grać swing albo smyczkiem na gitarze. Bawimy się konwencjami, bo tkwienie w jednej niszy wydaje się po prostu mało ciekawe.
Wojtek: Nasza muzyka wymyka się wszelkim próbom kategoryzacji. Mieszamy wpływy dub-stepu, elektroniki, muzyki konkretnej, improwizowanej, free czy rocknrolla.
A nie jest tak, że wszystko już było, więc pozostaje tylko zabawa konwencją?
Rafał: Ten słoik muzyczny jest nie do końca wyjedzony. To nie są moje słowa. To powiedział Chick Corea. Człowiek, który osiągnął muzycznie naprawdę bardzo wiele. Można więc jeszcze wiele z tego słoika wydobyć. Albo nawet odkręcić wieczko i zupełnie gdzieś odlecieć!
Zdjęcia i relację z krakowskiego koncertu Pink Freud można zobaczyć TUTAJ.

