Programów typu „X Factor” czy „Mam Talent” jest już tyle w naszej telewizji, że niedługo nie będzie już w Polsce zwyczajnych ludzi. Każdy będzie miał jakiś talent i swoje pięć minut w mediach. Można już śmiało mówić o taśmowej produkcji wokalistów którzy wybili się na trampolinie talent show. Problem w tym że im szybciej wystrzelisz z bloków startowych, tym szybciej stracisz siły, i zanim do mety dobiegniesz, nikogo już tam nie będzie, wszyscy o tobie zapomną. Anna Teliczan z pewnością nie należy do tej grupy sprinterów, krótkodystansowców. Może jeszcze nie wszyscy o niej słyszeli, ale za to potem nikt o niej nie zapomni.

Młodziutka, dwudziestokilkuletnia piosenkarka szturmem zdobyła serca jurorów i widzów programu „Mam Talent„. Po występach w TVN-owskim show okrzyknięto ją polską Amy Winehouse. Nie bez powodu przypięto jej taką łatkę. Ania bowiem ma wokal o podobnej barwie, a na dodatek podczas jednego z etapów programu wykonywała „Rehab„. Chociaż nie udało się wygrać programu, w tym roku Ania zadebiutowała krótkim, składającym się zaledwie z 10 utworów, albumem „Ania Teliczan„. Płyta utrzymana w stylu jazzowo – soulowym, z retro ciągotami,  urzeka niezwykle melodyjnymi i wpadającymi w ucho kompozycjami. Nieco gorzej jest od strony wokalnej, co szczególnie słychać  gdy Teliczan śpiewa po polsku. Słuchając, zwłaszcza dwóch pierwszych kawałków, „Między nami” i „Miłość albo śmierć„, ma się wrażenie że powróciliśmy do pierwszej połowy lat 90-ych, przed ekran telewizora, a tam „Dyskoteka Pana Jacka„, i  dziecięce gwiazdy piosenki. Piękny, mocny, lekko przybrudzony wokal, ale troszkę po dziecięcemu drewniany, tak jakby Ania bała się poszaleć ze skalą. Nie jest to jednak wada której nie udałoby się pokonać wytrwałą pracą nad doskonaleniem warsztatu wokalnego, i może zmianą tekściarza w przyszłości. Nie powinno was to jednak zniechęcać do sięgnięcia po tę płytę. Niedawno polecałem ją w JazzSoul Poleca Płyty, i zdania nie zmieniłem. Krążek zasługuje na uwagę, a w szczególności cztery muzyczne perełki. Pierwszą z nich jest energetyczny, wesoły kawałek „One True Lover„. Drugą perłę odkrywamy już w pierwszych taktach „Był taki ktoś” z repertuaru między innymi Kasi Sobczyk, melancholijnej ballady przywodzącej na myśl czarno- białe melodramaty z lat 60 – ych. Ania brzmi tutaj bardzo dojrzale. Dalej nasz słuch przykuwa „Tomorrow„, w którym wreszcie można usłyszeć drobne eksperymenty wokalne, i na koniec „For Your Love„, gdzie nasza bohaterka pozwala sobie nawet na delikatne załamanie głosu. Nie da  się niestety ukryć że anglojęzyczna częśc płyty wypada znacznie lepiej niż ta w języku ojczystym, ale to już taka nasza przypadłość, i nie ma co dzielić włosa na czworo.

Podsumowując, debiut całkiem udany. Bardzo obiecująca wokalistka, której karierę z przyjemnością będę obserwować, i gorąco kibicować.