My już podsumowaliśmy rok. Czas na artystów, których lubimy, cenimy, a czasami którzy się z nami przyjaźnią. Specjalnie dla JazzSoul.pl napisali jakie płyty najbardziej im się podobają oraz jakie koncerty zrobiły na nich największe wrażenie. Na pierwszy rzut idzie dwóch panów. Pierwszy – Radek Rejsel (RaRe), kojarzony możecie być przede wszystkim z zespołem Brenda Walsh, w którym śpiewa. Drugi – Michał Kush, właściciel firmy wydawniczej, który na swoim koncie ma płytę Silka, Ailo & Head… Miłego czytania.

  • Radek Rejsel (wokalista Brendy Walsh)

Moim faworytem jest płyta Azari&III. House, techno w połączeniu z dwoma czarnymi wokalami kompletnie do mnie dotarło. Cenie sobie zespół rówież za ciekawą oprawę graficzną, stylizację i queerowski klimat.

St. Vincent z płytą Strange Mercy – nie zaskoczyła na szczęście nowym brzmieniem, pozostała przy swoim stylu, który od lat mnie bawi i nie przestaje. Jednak nie da się ukryć że rozwinęła się od ostatniego albumu The Weeknd z House of Baloons – tak właśnie wyobrażam sobie pojęcie undergroundowego R&B. Klasyk, ale jakże niebanalny.

Sateless „Matilda”

Mistrzowskie wokale, przepiękne kompozycje i genialna produkcja. Wszytko płynie, zawija się, elektryzuje, wzrusza. Dzieło.

Ania Rusowicz „Mój big-bit”

Bez kompleksu Ameryki, album miażdży prostotą i autentycznością. Ktoś w końcu odkrył rodzime retro, wykonując kreacje tak precyzyjnie jaki szczerze. Ania nie zakłada maski.

  • Michał Kush (właściciel firmy All Saints Music)

Raphael Saadiq „Stone Rollin”

Jestem fanem retro i nic na to nie poradzę, a tutaj oprócz znakomitych kompozycji i aranżacji rozłożyło mnie na łopatki brzmienie płyty, które według mnie jest fenomenalne, powiedziałbym nawet, chociaż może to na wyrost, że brzmienie tej płyty jest innowacyjne, nowoczesne i bardzo świeże.

(Poza rankingiem) – Janelle Monae „The ArchAndroid”

Mimo, że jest to płyta z roku 2010 to musiałem o niej wspomnieć, bo uważam że jest to produkcyjnie jedna z lepszych płyt jakie słyszałem w życiu. Cała płyta to po prostu majstersztyk.

Aloe Blacc „Good Things”

Również ukazała się w tamtym roku i brzmieniowo nie jest takim arcydziełem jak Saadiq, ale również jest to świetna produkcja i piękne kompozycje, poza tym lirycznie bardzo mi siedzi. Podoba mi się, że są jeszcze artyści, którzy śpiewają o biedzie.)

James Blake

Jest to jedna z tych produkcji, które usłyszawszy po raz pierwszy powiedziałem, to jest to. Uwielbiam go za przestrzeń w produkcjach, barwę, niebagatelne linie melodyczne i harmonie.

The Weeknd – House of Ballons/ Thursday/ Echoes of Silence

Genialne połączenie linii wokalnych rnb z elektroniczną, dubstepową oprawą. Kompozycje są zmysłowe i sexy, jeśli można je tak nazwać. Sposób wyprodukowania tej płyty, jej mrok i „brud” dodają całości dużo uroku.

SBTRKT

Dubstep i elektronika połączona z soulem w formie przystępnej dla każdego. Super.

The Roots „Undun”

Pierwszy konceptualny album The Roots, ale jakże udany. Jest to mój ulubiony hip-hopowy band. Zawsze trzymają poziom, zdarzały się płyty lepsze, gorsze, ale wszystkie są godne uwagi. Tą płytą na pewno nikogo nie zawiedli. Dla mnie świetna.

Jay Z & Kanye West „Watch The Throne”

Mimo, że nie jestem fanem ani Jaya ani Kanyego, w szczególności jeśli chodzi o jego rapowe skillsy i przekaz to jednak ten album zasługuje na uwagę. Dawno nie słyszałem tak dobrej rapowej produkcji. Kanye popisał się wyjątkowo, mimo że bity zawsze ma świetne.

Ania Rusowicz „Mój Big-bit”

W końcu doczekaliśmy się naszego rodzimego retro bez kompleksów, bez udawania, bez silenia się na super amerykańskie produkcje. Moim zdaniem strzał w dziesiątkę, a sama Ania jeszcze dużo namiesza.

Julia Marcell „June”

Mimo, że zarzucają jej nadmierne inspiracje Bjork i tym czym każdy chce słyszeć, oraz mimo, że niektórzy uważają, że na rynku zachodnim ta płyta nie ma szans, bo jest wtórna, to moim zdaniem jest to świetna przemyślana produkcja. Gdy pierwszy raz zobaczyłem teledysk do Matrioszki pomyślałem, że w końcu gonimy zachód i że jest to jeden z najlepszych klipów polskich jakie widziałem. Jest różnica między totalnym zrzynaniem od kogoś, a inspiracjami. Uważam, że Julia bardzo dobrze potrafi odnaleźć się w swoich inspiracjach.

Adele „21”

Last but not least Adele. Nie trzeba dużo mówić każdy ją zna.

Najlepszy koncert

Byłem na wielu koncertach, ale koncert Prince’a na tegorocznym Openerze rozłożył je wszystkie na łopatki. To było jak sen, jak bajka. Nie wierzyłem, że to się dzieje naprawdę. To jak Prince się zachowuje, jak wygląda, jak brzmi, jak się rusza to po prostu poezja i przykład prawdziwego artyzmu najwyższych lotów. Generalnie Prince jest chyba moim najukochańszym artystą, na którego muzyce się wychowywałem, dlatego zobaczenie go na żywo było jak spełnienie marzenia.
Będę pewnie jeszcze na wielu świetnych koncertach, ale wątpię, że jakiś zrobi na mnie tak duże wrażenie i pozostawi tak dobre odczucia przez tak długi czas jak ten Princea.