fot. Agnieszka Walulik

 

Jedna z największych sieci, które proponują klientom muzykę film i inny asortyment, w swoim najnowszym codwutygodniowym „Tomie Kultury” prezentuje wywiad z Leszkiem Możdżerem. Wywiad przeprowadził Maciej Karłowski. Rozmawiali o nowej płycie „Komeda” oraz kontrakcie pianisty z wytwórnią ACT. Przeczytajcie zapożyczony wywiad.

Wkrótce ukaże się twoja najnowsza płyta „Komeda”. Czym jest dla ciebie muzyka Krzysztofa Komedy?  

Kiedy po raz pierwszy w życiu usłyszałem muzykę Komedy, zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. To były jakieś stare nagrania, usłyszałem w nich oryginalny autentyczny rys, od razu dotarło do mnie, że Komeda to muzyk mający własne oblicze. Jego muzyka nie przypominała mi niczego co wcześniej słyszałem. Z czasem dowiadywałem się o Komedzie coraz więcej. Zacząłem rozumieć, że jest to muzyk obdarzony głębokim wglądem w rzeczywistość. Był myślicielem i potrafił wyrazić słowami najistotniejsze sprawy związane z byciem muzykiem. Kompozycje Komedy są bardzo otwarte, jest w nich bardzo dużo miejsca dla interpretatora, a to z kolei sprawia, że każdy muzyk może się poprzez nie swobodnie wyrazić.

Kiedy i jak powstał pomysł nagrania muzyki Komedy?

Paweł Potoroczyn, producent tej płyty namawiał mnie sześć lat na nagranie tego materiału. Ale wcześniej nie byłem na to gotowy. Ostatnia dekada wiązała się u mnie z przewartościowaniem wielu spraw, zaplątany w mechanizmy „szołbiznesu” nie byłem pewien po co właściwie nagrywa się płyty, więc milczałem od dobrych paru lat. Ostatnie pół roku swojego życia poświęciłem na przywrócenie świetności placówce Sopockiego Forum Integracji Nauki, Kultury i Sztuki (w skrócie SFINKS) i ta sprawa pochłonęła mnie na tyle, że nie było już w moim umyśle miejsca na pisanie własnych kompozycji na nową płytę. Wtedy pojawił się Paweł Potoroczyn i po raz kolejny zaproponował nagranie płyty z muzyką Komedy. Byłem już bogatszy o życiowe doświadczenia. Muzyka Komedy była w moim krwiobiegu. Przez lata wielokrotnie wykonywałem ją w różnych składach, z Tomaszem Stańko, z Henrykiem Miśkiewiczem, z kolegami z dzielnicy. Poczułem, że to jest dobry moment, żeby ją nagrać. W utworach Komedy jest pewien smutek i mądrość, które dopiero teraz zacząłem zauważać i rozumieć.

Wybrałeś trudną formułę wykonawczą – recital solo. Nie korciło Cię aby nadać komedowskim kompozycjom „bogatszą” szatę instrumentalną?

Zależało mi przede wszystkim na wiernym zrealizowaniu oryginalnego zapisu. Nie czułem potrzeby dodawania czegoś od siebie. Chciałem oprzeć się na samej esencji czyli na tekście. Starałem się tak zagrać te utwory, jakbym nigdy nie słyszał oryginału. Miałem parę razy możliwość wykonywać muzykę Komedy z Tomaszem Stańko, który jako głęboko wtajemniczony mówił mi o tym, które rzeczy w nutach Komedy stanowią meritum sprawy. Nie zmieniałem metrum, nie przerabiałem formy, pozwoliłem sobie na parę kosmetycznych zmian tylko wtedy kiedy zwyczajowe interpretacje utworu kłóciły się z moją wrażliwością. I tak na przykład utwór „Crazy Girl” zagrałem dużo wolniej niż Komeda, gdyż wydawało mi się, że poprzez szybkie tempo zgubię całe piękno tej melodii. Zresztą wszyscy kochamy szalone dziewczyny i chciałem ten zachwyt wyrazić po swojemu.

A wybór utworów to twoje dzieło czy kompromis pomiędzy producentem? To jedna z nielicznych płyt z muzyką Komedy, na której nie ma Kattorny.

Wyciągałem z teczki kompozycję po kompozycji i nagrywałem je bez specjalnego planu aż do momentu kiedy producent powiedział: „wystarczy, mamy płytę”. Jeżeli by tego nie powiedział na pewno dotarłbym aż do Kattorny.

Płyta ukaże się w ACT Music. Nagrywałeś już dla niej, ale nie jako lider. Wiem, że Siggi Loch starał się o kontrakt z tobą od dość dawna. To były trudne negocjacje?

Negocjacje przeprowadzała moja menadżerka Sylwia Kicka, więc na szczęście nie wiem jak dokładnie przebiegały. Rozmowy z wytwórnią prowadzimy od paru lat, przez ten czas zdążyliśmy się zaprzyjaźnić z Siggy Lochem. Moje płyty z Larsem Danielssonem dotychczas wydane w ACT Music okazały się sukcesem, więc Siggy uwierzył we mnie na tyle, że zaproponował dobre warunki. Wiem, że moja kariera ruszy do przodu dzięki temu kontraktowi. Siggi Loch ma kontakty na całym świecie i na pewno je uruchomi, żeby podnieść sprzedaż tej płyty. To bardzo doświadczony producent, ma mocną pozycję w branży, jestem przekonany, że dzięki jego protekcji otworzy się przede mną dużo nowych możliwości.

Na ile płyt podpisałeś kontrakt?

Na trzy. To bezpieczna perspektywa.

Zdarza się, że artyści podpisując umowy z firmami płytowymi doświadczają sytuacji, w której są potem blokowani przez wydawcę. Kolejne propozycje płytowe są odrzucane, a zapisy kontraktowe nie pozwalają publikować muzyki gdzie indziej, wskutek czego muzyk znika z rynku płytowego. Nie obawiasz się tego?

Rynek płytowy nie jest w tej chwili główną przestrzenią, w której funkcjonują współcześni muzycy. Płyta przestała być już jakimkolwiek świadectwem jakości artysty. Poprzez zaangażowanie komputerów przy produkcjach płyt można za pomocą edycji ukryć wszystkie nieumiejętności każdego instrumentalisty czy wokalisty. Dzisiaj liczy się scena. Dopiero na koncercie widać kto jest kto.

Czy masz już gotowe plany dotyczące kolejnych płyt w ACT?

Na pewno będę brał pod uwagę fakt, że z partnerami ze studia będę musiał spędzać sporo czasu w podróży. Nagrywanie płyt dla tak dużej wytwórni jak ACT wiąże się z odbywaniem tras po całej Europie, więc na pewno będę chciał nagrać tę płytę z ludźmi w których towarzystwie dobrze się czuję. Mam sporo pomysłów, być może po doświadczeniach w prowadzeniu klubu SFINKS700 sięgnę po arsenał urządzeń elektronicznych. Muzyka klubowa to coś, co fascynuje mnie od dawna.

Zapewne po wydaniu „Komedy” odbędą się trasy koncertowe. Czy będą to trasy po Polsce czy może też kroją się dłuższe cykle występów za granicą?

Mamy już parę zaproszeń, ale dopiero po ukazaniu się płyty i po reakcjach krytyków i publiczności będzie można stwierdzić czy jest zapotrzebowanie na moje koncerty czy nie. Co by nie mówić konsekwentnie idę do przodu, gram parę koncertów w tygodniu w różnych zakątkach naszej pięknej planety i staram się dobrze robić swoją robotę. W tym roku szykuje mi się sporo pracy. Premierowy koncert odbędzie się 22 czerwca  w Poznaniu na Festiwalu Music Enter – będzie to wyjątkowe wykonanie programu z płyty z gościnnym udziałem
Zohara Fresco. Latem zagram kilka koncertów w Europie, na październik zaplanowana jest trasa koncertowa w Polsce, a w listopadzie zagram „Komedę” w USA.

info. empik.com