Nie ulega wątpliwości, że zarówno wykonywanie, jak i słuchanie muzyki ma wpływ na emocje. Zdają sobie z tego sprawę również członkowie Submotion Orchestra, których piąty studyjny album jest jak sesja terapeutyczna niwelująca napięcie mięśniowe, wynikające z chaosu codzienności. „Kites” podpowiada, jak dobierać muzykę, aby terapia była skuteczna.

Submotion Orchestra Kites cover

Submotion Orchestra dali się poznać jako niemal zjawiskowe odkrycie muzycznej sceny drugiej dekady XXI wieku. Z racji odważnych dźwiękowych poszukiwań nieśmiało utożsamiono ich z nurtem jazzującej elektroniki. I mimo że na poprzednich wydawnictwach muzycy z Leeds potraktowali współczesne rytmy jedynie jako jeden, niekoniecznie najważniejszy, element swojej oryginalnej twórczości, „Kites” to już ewidentnie produkt inteligentnego zadymionego, basowego grania. Inteligentnego, ponieważ poprzez subtelne, transowe aranżacje i eteryczne wokalizy przeznaczony jest raczej do kontemplacji niż kawiarnianego tła popularnych knajp dla snobów. Submotion Orchestra nie schlebiają modom. Rozważnie selekcjonują interesujące ich elektroniczne brzmienia, przez co „Kites” zachowuje swój bezprecedensowy, nieporównywalny z niczym innym charakter.

Słychać to od samego początku, od utworu „Prism”, w którym pięknie wybrzmiewają rezonujące wokale. Od spokojnego fortepianu, przez budujące tempo muzyczne tło aż do popisu elektronicznej perkusji i nostalgicznej trąbki przywołującej urok jazzowych fuzji lat 70-tych.

Dynamika tej płyty jest niezwykła. Zaraz po jazzowym otwarciu, „Variations” rozpędza słuchacza prosto do inspirowanego muzyką klubową r’n’b, by chwilę później wyhamować indie-ambientowym „Night”. Każda nuta fortepianu, każde uderzenie bębna i każda oktawa trąbki w tym utworze zasługuje na wyróżnienie.

Cały album został nagrany na żywo w Cube Studios w Cornwall, a produkcja Tommy’ego Evansa zasługuje na wielkie uznanie. Wszystkie wykorzystane instrumenty mają naturalne przepływy w swoich dźwiękowych wzorach a żaden ton nie jest skompresowany ani odcięty. Tak jak choćby w tytułowym „Kites”, w którym z czystą gracją i pięknem balansujemy między jazzem a elektronicznym dubstepem. W połowie utworu, sekcja trąbki ustępuje miejsca klawiaturze, która z kolei miksuje się z perkusją w jeden symbiotyczny byt. W całym tym pięciominutowym utworze żaden pojedynczy instrument nie jest nachalny ani hałaśliwy.

Prawie na koniec pojawiają się przebłyski kompozycji klubowej – na przykład w utworze „Tunnel”, w którym ambientowe klimaty ustępują miejsca mrocznemu industrialowi. Ten fragment płyty jest niczym eksperyment na linearnym układzie listy utworów i być może jest też wskazówką w jakim kierunku będzie się rozwijać dalsza twórczość muzyków.

Submotion Orchestra tworzą dla wtajemniczonych. I dobrze, bo bez wyścigu z modą wyczarowują brzmienia urzekające i hipnotyzujące. Na przemian niepokoją jak Hitchcock i relaksują niczym lipcowe słońce.

Ocena płyty: