Barbarę Wrońską znamy przede wszystkim jako wokalistkę grupy Pustki oraz projektu Ballady i Romanse, który tworzy razem z siostrą Zuzanną. Teraz po latach wreszcie zdecydowała się na nagranie solowej, w pełni autorskiej płyty. „Dom z ognia” to pełna emocji, refleksji, a przede wszystkim wypełniona interesującą muzyką z pogranicza alternatywy i elektroniki. To hołd dla piosenki polskiej i nie tylko.

O złożoności swojego pierwszego solowego dzieła Barbara opowiedziała nam w długiej i ciekawej rozmowie.

Piszesz praktycznie od zawsze. Długo zbierałaś utwory na „Dom z Ognia”?

Te akurat napisałam w krótkim czasie, bo powstawały przez rok. Natomiast te, które stworzyłam wcześniej, były moim warsztatem pracy na zasadzie: część z nich jest świetna, a część średnia. Niektóre przechodziły do Pustek, a niektóre do Ballad i Romansów. W przypadku tej płyty nie sięgałam po starsze rzeczy, ponieważ zależało mi na tym, by zrobić album bieżący. Piosenki „tu i teraz”.

A długo się nosiłaś z nagraniem solowej płyty?

Bardzo długo. Gdyby kilka rzeczy w moim życiu potoczyło się inaczej, to pewnie wcześniej bym ją wydała. Natomiast potrzebny był czas do tego, żeby dojrzeć i napisać milion innych piosenek, żeby stworzyć właśnie takie, a nie inne. Zdałam sobie sprawę, że tworzenie piosenek jest rzeczą najważniejszą i napędzającą mnie w życiu. Nie scena, nie wykonywanie ich, tylko właśnie songwriting, wyrzucanie kompozycji i barw z siebie. Jestem w stanie wyobrazić sobie funkcjonowanie bez koncertów, ale tylko wtedy, gdybym ten czas spożytkowała na tworzenie. Natomiast koncerty solowe są jeszcze czymś innym, niż z Pustkami, czy z Balladami i Romansami. To jest gorące doświadczenie. Nie jestem cząstką integralną całości, która wywołuje jakąś energię, tylko jestem samodzielnym jej przekaźnikiem. Chwilami jest to przytłaczające, ale w pozytywnym znaczeniu.

Sam tytuł „Dom z ognia” mnie osobiście kojarzy się dwuznacznie. J jednej strony z ciepłem domowego ogniska, a z drugiej jako dom stojący w płomieniach. Do tego znajduje się tu utwór „Dom z ognia i lodu” A jak Ty to rozgraniczasz i postrzegasz?

Bardzo długo zastanawiałam się nad tytułem tej płyty. Wydaje mi się, że wspólnym mianownikiem jej przekazu jest to, że to album traktujący o relacjach międzyludzkich. Chodzi o więź, której wszyscy potrzebujemy. I dom kojarzy mi się właśnie z taką więzią, natomiast ma on też różne odcienie. Dom namiętny, pełen pasji, to właśnie dom z ognia, który ma w sobie także żar uczucia. Natomiast też żar może być również smutkiem, który tkwi gdzieś głęboko. Może też być tak, że ten dom jest także przepełniony nienawiścią, jakimiś negatywnymi uczuciami. A wiadomo, że jak się ma rodzinę i żyje się w relacji, to wszystkie te uczucia mają miejsce w tym samym czasie. Natomiast „Dom z ognia i lodu” jest już odniesieniem do tekstu piosenki, która opowiada o rozstaniu i skrajności uczuć bohaterki, która jest porzucona. Dla niej ten dom jest tak samo gorący, bo ma mnóstwo wspomnień i tak samo jest zimny, bo jest opuszczony.

Płytę rozpoczyna przerażająco smutna „Rozmowa”. Tekst sugeruje tęsknotę za kobietą.

To bardzo osobista historia. Długo się zastanawiałam, czy zaczynać od tej piosenki płytę. Jest to jeden z nielicznych tekstów, który udało mi się napisać w czasie rzeczywistym. Powstał w wyniku chwili. Nie był w żaden sposób dopieszczany, czy redagowany. To są takie milisekundy, które się czasem zdarzają w życiu. Tekst opowiada o tęsknocie za bardzo bliską mi osobą, z którą się pokłóciłam i straciłam z nią kontakt. Traktuje o przebiegu tej rozmowy i tym, co ja czuje w związku z tym i jaki mam do tego stosunek. Nie ma tam konkretnych faktów, tylko bardziej skupiłam się na wrażeniu utraty nagłej.

W „Abstrakcji” jest taki charakterystyczny dźwięk klawisza, który zjeżdża w dół. Kręciłaś gałką, czy nałożyłaś po prostu efekt?

Kręciłam gałką. Lubię mieć kontrolę nad takimi rzeczami. Sama decyduje, kiedy to się ma wydarzyć i na jaki poziom zjechać (śmiech). Bardzo mi zależało na tym, żeby to się rozjeżdżało, ale dzieje się to niekonsekwentnie, bo nie za każdym razem. Grałam to do muzyki, ale niekoniecznie w równych odstępach, choć starałam się, by się to scalało z całością.

Zawsze postrzegałem Cię jako autorkę hołdującą wręcz językowi polskiemu. Co zatem Cię podkusiło, by napisać tekst po angielsku do „Depression”?

Sama się nad tym długo zastanawiałam, bo jak słusznie zauważyłeś, jestem fanką języka polskiego i zawsze śpiewałam po polsku. Z angielskim jest tak, że akurat w tej piosence potraktowałam go jako instrument. Próbowałam po polsku opowiedzieć tą samą historię, ale było to bardzo złe (śmiech). Nie chodzi o sam walor tekstu, tylko o pewne niedopowiedzenie. Przeważa w tej piosence warstwa muzyczna.

Śpiewasz tam takim niskim, spowolnionym głosem.

Tak, ten patent wymyśliłam po drodze i wtedy stwierdziłam, że angielski jest najlepszym środowiskiem, żeby to stworzyć. Miałam do wyboru albo zamieścić ją w języku angielskim, albo w ogóle z niej zrezygnować. Stwierdziłam jednak, że jest dla mnie tak ważna pod względem produkcyjnym i muzycznym, że postanowiłam ją zachować.

Na tej płycie jest kilka perełek językowych np. „Poczucie winy spuszczone ze smyczy”, „Wyrzut sumienia zwracam w mdłościach!”, czy „W balkony księżycem zaglądam”

To niesamowite. Miło, że zwróciłeś na nie uwagę.

Zresztą w utworze „Odnajdź mnie”, gdyby nie Twoja wada wymowy, to nabrałbym się, że słyszę Kasię Nosowską.

Kasia była takim dobrym duchem tej płyty. Słuchała tych piosenek i mówiła: „Musisz to wydać! To będzie szał” (śmiech).

Mam wrażenie, że jest to jednocześnie utwór przynoszący najwięcej nadziei w warstwie muzycznej.

Tak, bo został napisany w bardzo ilustracyjny sposób. Ten tekst po prostu ma inaczej stworzony akompaniament, niż inne piosenki. W warstwie lirycznej jest jednak smutna. Dopiero kiedy padają słowa „Odnajdź mnie”, to jest to ten promień nadziei, który wpada przez te ciemne chmury. Ta piosenka nawiązuje również do do konsekwencji z „Rozmowy”, bo opowiada o momencie rozstania, kiedy człowiek zostaje sam ze sobą. Jest dużo nadziei, choć sporo osób zauważa, że ta piosenka jest bardzo kościelna (śmiech).

Kościelna jest raczej piosenka „Nieustraszeni”. To hit. Te chóry, gospel.

(śmiech) Ja tu dublowałam głosy. Mam swój patent producencki na wielogłosowość. Dodaje różne barwy i za każdym razem efekt jest inny. To taka przyjemna rzecz, której się nauczyłam, robiąc tę płytę. Łączę różne kolory w głosie i mam pod tym względem duże możliwości. Zawsze wydawało mi się, że jestem jednobitową wokalistką, a tutaj okazało się, że mogę też inaczej.

„Prosta droga” to chyba ukłon w stronę Twojej mamy. Tekst napisał Ci Marcin Staniszewski.

Poprosiłam Marcina, bo zależało mi, żeby to on napisał tekst. Ustalaliśmy wcześniej jedynie tematykę. Marzyłam o piosence o drodze, ale z taką lekką nutką cynizmu. I Marcin poszedł za tym. On ma w sobie łatwość ujmowania prostych rzeczy w taki dosyć przekorny sposób. Zresztą na ostatniej płycie Beneficjentów Splendoru są genialne teksty. Natomiast jeśli chodzi o muzykę, to moja mama śpiewała w pierwszym składzie grupy VOX. Wtedy to się nazywało Victoria Singers. I rzeczywiście w tym utworze jest taki funk lat 70. Teraz chyba nawet bardziej mi to uświadomiłeś, bo miałam problem z klasyfikacją tej piosenki. Ten ukłon w stronę mamy wyszedł mi trochę podświadomie. W ogóle jeden mój bliski kolega, producent, z którym dużo rozmawiam o muzyce, stwierdził, że cała ta płyta jest takim ukłonem w stronę polskiej piosenki i że słyszy na niej, że jestem córką swojej mamy.

„Blask” tworzy taką klamrę z „Rozmową” – też jest o tęsknocie.

Ten utwór traktuje o momentach samotności we dwoje. Zdarzają się takie momenty, że tworzysz z kimś silną więź, w której są sytuacje, kiedy się z nią mijasz.

W dwóch utworach na płycie na bębnach zagrał Marcin Ułanowski. Czy to znaczy, że jesteś też bitmakerką?

Tak, stworzyłam te wszystkie dźwięki. Chciałam, żeby ta płyta była rytmiczna. Teraz są takie możliwości tworzenia muzyki w domu… Jeżeli jeszcze jest się muzykiem, który swobodnie się po tych brzmieniach porusza, to jest łatwiej. Pokleiłam to i w paru momentach słychać, że to nie gra żywy instrument, ale są też takie, że jest to nie do odróżnienia. Natomiast w przypadku „Nie czekaj” i „Domu z ognia i lodu” bardzo ważne było dla mnie, żeby to właśnie „Ułan” zagrał w tych utworach. Nie chodziło tylko o sam żywy bęben, ale o to, że on gra bardzo charakterystycznie i mega emocjonalnie. Totalnie mi się skleił z tymi dwoma piosenkami.

„Blask” tworzy taką klamrę z „Rozmową” – też jest o tęsknocie.

Ten utwór traktuje o momentach samotności we dwoje. Zdarzają się takie momenty, że tworzysz z kimś silną więź, w której są sytuacje, kiedy się z nią mijasz.

Jak to będzie wyglądało na żywo?

Na scenie gram z Ułanem na bębnach, Tomkiem Kasiukiewiczem i Patem Stawiński na basie. I z nimi trzema jestem w stanie odegrać cały ten materiał. Zależało mi na tym, żeby nie musieć na scenie nic robić poza śpiewaniem, dlatego, że koncertowo w Pustkach jestem osobą, która ma kilka stanowisk i funkcji. Potrzebowałam tej przestrzeni na coś więcej, na przeżywanie kontaktu z publicznością, a nie na wyrabianie się między jedną partią, a drugą. I dzięki chłopakom mam taką możliwość.