15. najlepszych jazzowych płyt 2017 roku

Niektórzy mowią, że jazz ma zbyt wiele imion. Faktycznie, jakakolwiek próba definicji nastręcza nie lada problemów.

Wiemy na przykład, że w jazzie jest improwizacja, ale nie sposób zredukować tej muzyki jedynie do niej, bo przecież mamy również improwizację w innych gatunkach. Wiemy, że w jazzie jest swing, ale przecież nie zawsze i nie tylko w jazzie. Znamy charakterystyczne dla jazzu harmonie, ale często zaskakująco blisko im do XX-wiecznej muzyki poważnej. W zasadzie, trudno w ogóle wskazać jakieś elementy stałe jazzu, no bo jeśli jazz to zarówno radykalne płyty Cecila Taylora, swingujący Duke Ellington i subtelne zaśpiewy Diany Krall, to już intuicyjnie widzimy, że mamy do czynienia z czymś więcej niż gatunkiem, którym rządzą określone reguły. Jazz jest więc czymś szerszym – swego rodzaju tradyją. Wielonurtową, rozgałęzioną jak imponująca korona potężnego drzewa.

Taka jest też nasza lista. Jest tu jazz tradycyjny, są nagrania awangardowe i reprezentujące nurt kosmiczny, są płyty free, ale jest też sporo jazzu wokalnego, ocierającego się o muzykę soul. Są trębacze, saksofoniści, ale też skrzypkowie i raperzy. Są muzycy, którzy grają w stylu retro, ale są też inni, którzy eksplorują ścieżki nowe, jeszcze nieprzetarte. W końcu są artyści, którzy szukają własnego głosu przez mistrzowskie opanowanie instrumentu, ale też tacy, którzy decyduja się na eksperymenty burzące (o ile jeszcze zostało coś do burzenia) tradycyjną strukturę utworu. Tak wygląda współczesny jazz. Nie gatunek, ale wielowątkowe zjawisko. Cieszy nas, że jest ono pełne tak barwnych osobowości.

15. Beata Przybytek “Today Girls Don’t Cry”

Dzisiejsze dziewczyny już nie płaczą, ale wydają niezłe albumy. Są tu autorskie piosenki, zgrany zespół, ciekawe interpretacje. Czego chcieć więcej?

14. Nai Palm “Needle Paw”

Nai Palm porzuca na chwilę Hiatus Kaiyote i w akustycznym repertuarze przypomina, że muzyka w odróżnieniu od suplementów diety, miewa lecznice właściwości.

13. Gregory Porter “Nat “King” Cole & Me”

Takie projekty niebezpiecznie kojarzą się z odcinaniem kuponów. I faktycznie, brak tu intensywności, którą znamy z poprzednich wydawnictw. Wciąż jednak to pierwsza klasa w błyszczącym pociągu.

12. Yazz Ahmed „La Saboteuse”

Muzyka arabska spotyka się z jazzem modalnym a’la Miles Davis. Jest tu lekkość, wizja, repetycja, struktura, umiejętności. Plus za obecność Shabaki Hutchinsa.

11. Maciej Obara Quartet “Unloved”

Polski saksofonista wydał swoją pierwszą płytę w legendarnym ECM. Ładnie to gra, ale najważniejsze, że zarówno lider, jak i cała reszta, zachowują własne, kształtowane latami, brzmienie.

10. EABS “Repetitions (Letters To Krzysztof Komeda)”

Komedę grają wszyscy i na okrągło. Trudno więc w tej dziedzinie zabrać głos nowy, świeży, interesujący. EABS daje radę raźnie i z temperamentem!

9. Adam Bałdych “Brother”

Droga do wolności w jazzie nie musi prowadzić przez porzucenie akceptowalnych dla ucha harmonii i rytmów. Wolność może płynąć z wirtuozerii. I tak się właśnie dzieje na tej płycie.

8. Thundercat „Drunk”

Na pierwszy rzut oka – bałagan. Ponad 20 utworów w różnych stylistykach. A jednak się kręci.

7. Steve Coleman’s Natal Eclipse „Morphogenesis”

Gęsta i wyrafinowana tkanka pleciona w 9-osobowym składzie pokazuje, że od Charliego Parkera do Beli Bartoka mniej niż rzut kamieniem.

6. Chris Potter „The Dreamer Is The Dream”

Nieustępliwy, nigdy przewidywalny, zawsze wirtuozerski. Chris Potter przypomina za co wszyscy go tak kochamy.

5. Vijay Iyer „Far From Over”

Vijay wraca z naprawdę ekscytującym materiałem. Z jednej strony free jazz, bo jest niepokojąco i niebezpiecznie, z drugiej to świetnie zaaranżowana, chwytliwa i brawurowo wykonana muzyka.

4. Christian Scott aTunde Adjuah „The Centennial Trilogy”

Christian Scott ze swoim stretch music popycha muzykę odrobinę do przodu. Niby żadna rewolucja, ale i tak jest nieźle.

3. Ambrose Akinmusire “A Rift In Decorum: Live At The Village Vanguard”

Trębacz i koledzy na wznoszącej fali, czyli rozdmuchiwanie granic jazzu i osobliwe nastroje.

2. Nicole Mitchell “Mandorla Awakening II: Emerging Worlds”

Wielu ogłaszanych było następców kosmicznej orkiestry Sun Ra. Tym razem zdaje się, że to następca prawdziwy.

1. Cécile McLorin Salvant „Dreams and Daggers”

Nowa inkarnacja Bessie Smith i Billie Holiday.’’ Przynosi świeżość i przywraca sens i wiarę w wokalistykę jazzową.