Her name is HORN. JAZZMEIA HORN. Czy z takim nazwiskiem nie jest się skazanym na sukces w muzyce jazzowej? Horn wszak oznacza w języku Szekspira róg, waltornię, czyli instrument wykorzystywany zarówno w muzyce symfonicznej, jak i w jazzie. Horn to także oczywiście nazwisko wielkiej mistrzyni ballady jazzowej Shirley Horn. Czy Jazzmeię łączy coś z Shirley? Czy może jest ona spadkobierczynią, kontynuatorką spuścizny wykonawczej takich artystek jak: Betty Carter, Nancy Wilson, Dianne Reeves, Cassandra Wilson, Ella Fitzgerald, Sarah Vaughan, Carmen McRae, Jeanne Lee, Dee Dee Bridgewater, Nina Simone, Rachelle Ferrell, Dinah Washington? A może jej płyta „A Social Call” wnosi zupełnie nowe spektrum muzykalności, nową jakość do wokalistyki? Jest nowym otwarciem w tej dziedzinie? Czy Horn jest zjawiskiem, objawieniem na miarę odkrytych w ostatnich latach głosów- Gregory’ego Portera oraz Cecile McLorin Salvant? Czy artystka ta konserwatywnie podchodzi do tradycji wokalnej? A może przetwarza ją przez siebie, swoje doświadczenia? Jest reinkarnacją którejś z wymienionych wyżej diw? Czy wreszcie jest ona jazzowym głosem swojego pokolenia?

Jazzmeia-Horn-A-Social-Call

Nie będę ukrywał, że jestem pod wielkim wrażeniem debiutu płytowego Jazzmei Horn. „A Social Call” (Prestige Records) jest dla mnie odkryciem mijającego roku. Młoda wokalistka nie bez kozery otrzymała niedawno nominację do nagrody Grammy w kategorii Best Jazz Vocal Album. Wcześniej zaś, ta pochodząca z Teksasu artystka (jej krajanką jest Erykah Badu, obie panie łączy też zamiłowanie do etnicznych turbanów i afrykańskich strojów), triumfowała na Thelonious Monk International Jazz Vocals Competition. W wygranej przez nią edycji w 2015 roku w fotelach jurorskich zasiadały takie legendy i ikony wokalistyki jak: Patti Austin, Dee Dee Bridgewater, Freddy Cole (brat Nat King Cole’a), Luciana Souza oraz nieodżałowany Al Jarreau.

Niespełna trzydziestoletnia córka pastora na swoim debiucie fonograficznym, brzmi świeżo, elektryzująco, przyciąga uwagę słuchacza. Obdarzona ciekawym, wysokim, ale ciepłym głosem Jazzmeia, udowadnia z każdym utworem, że jest pieśniarką progresywną, nie bojącą się wyzwań, niezwykłą, godną najwyższych not, laurów. Na „A Social Call” składa się dziesięć piosenek, a raczej songów. Należy zauważyć w tym miejscu, że dwa z nich są kompilacjami kilku utworów. Na płytę zostały wybrane zarówno standardy z Great American Songbooka znane z rozlicznych wykonań, jak i protest- songi oraz zaskakująca, bo swingowa wersja „I’m Going Down” Mary J.Blige. Jak widać czasowa rozpiętość tematów muzycznych jest spora, jednak udaje się artystce oraz jej producentowi Chrisowi Dunnowi, zachować niebanalną spójność. Mamy tu zatem i nowoczesny XXI- wieczny jazz, jak i elementy neo-soulu. Muzycy towarzyszący Horn grają finezyjnie, elegancko, są otwarci na ekspresyjną liderkę, która bawi się głosem, improwizuje, śpiewa scattem, czasem bardzo wysoko (co za skala!); ścisza glos, lamentuje, szepcze, by później wykrzyczeć niektóre ważne frazy. Jazzmeia i jej głos są symbiotyczną częścią składową tego zespołu. Nie jest to łatwe do osiągnięcia! Nie słychać tu zbędnych dźwięków, fałszu na linii wokalistka-muzycy.

Otwierający płytę temat „Tight” należy do Betty Carter (największa inspiracja Horn). Artystki niepokornej, oryginalnej i rozpoznawalnej od pierwszego wyśpiewanego dźwięku. Sporo tu scattu, zabawy dźwiękami, dialogu Jazzmei i saksofonisty. Jest to opowieść kobiety, która radzi swoim koleżankom, by trzymały swoich mężczyzn blisko siebie, nie pozwalały im na ucieczkę. Dalej przechodzimy do oryginalnej interpretacji znanego tematu „East Of The Sun (West Of The Moon)”. „Up Above My Head” zaś jest peanem na cześć muzyki i Stwórcy. Tytułowy temat to kolejny cover z repertuaru Betty Carter. Ekspresyjne, innowacyjne podejście do tego utworu sprawia, że nasz apetyt rośnie. Chcemy więcej takich propozycji. Ostatnia wersja „A Social Call”, która mnie zachwyciła należała do Dianne Reeves. Okazuje się jednak, że Jazzmeia wnosi nowe powietrze do tej piosenki.

Tematami dziesięciu utworów na debiucie Horn są bolączki współczesnego świata. Niesprawiedliwość społeczna, zanieczyszczenie środowiska, korupcja, klasowość ludności, opresyjny system,  zakłamanie rządzących, bieda, bezdomność, uprzemysłowienie, globalizacja,  a nawet niezdrowa dieta  pojawiają się w „mówionym” wstępie do „People Make The World Go Round”. Artystka podobnie, jak przed laty Kapłanka Soulu-  Nina Simone, nawołuje do zmiany, ocknięcia się, przebudzenia. To w społeczeństwie tkwi siła. Ostrzega, by nie było za późno na zmianę. W czasie prezydentury Trumpa niestety takie protest- songi są ciągle potrzebne.

„Lift Every Voice And Sing” to antyrasistowski hymn. Horn wybierając go, zwraca uwagę, że rasizm, szowinizm i ksenofobia ciągle mają się dobrze, wręcz nasilają się (nawet) w mainstreamowych mediach na całym świecie. Napady policji na czarnych obywateli Stanów, wydarzenia z Ferguson, protest ruchu Black Lives Matter to przykra rzeczywistość ostatnich lat. Zdobycze organizacji emancypacyjnych drugiej połowy XX wieku, liderów na czele z Martinem Luthrem Kingiem, ulegają niestety zniszczeniu. Nadal wiele musi się zmienić na tym polu w Ameryce. I nie tylko oczywiście. Obserwując współczesne marsze ze swastykami oraz symbolami Ku Klux Klanu, można odnieść wrażenie, że historia zaczyna odwracać swój bieg. Antyrasistowska w swej wymowie jest również trzynastominutowa suita będąca połączeniem songów: „Afro Blue/Eye See You/ Wade In The Water”. Jest to nieskrępowany lament, krzyk, wołanie o pokój, wolność, równość rasową i społeczną. Wybór tekstów i piosenek, które tworzą tą ciekawą, spójną historię jest niebanalny. „Afro Blue” zapamiętałem szczególnie z wczesnej płyty pieśniarki i poetki Abbey Lincoln oraz pięknej, acz przejmującej interpretacji Dianne Reeves z lat 90., a „Wade In The Water „to tradycyjny temat gospelowy, spirituals. Ekspresyjna Jazzmeia Horn przedstawia nam tu pełną gamę, kolorystykę swojego głosu. Słyszę tu płacz, opowieść snutą  zarówno przez Afroamerykanów, którzy jeszcze kilka wieków temu pracowali niewolniczo na plantacjach bawełny, jak i też współczesnych czarnych obywateli Ameryki, którzy dochodzą tu do głosu. Bici, poniżani, odzierani z godności z powodu odmiennej niż większość, barwy skóry. W tle słychać policyjne syreny oraz autentyczne wypowiedzi ofiar rasizmu. Czy to się kiedyś skończy? Czy Trump i jemu podobni zaprzestaną dzielenia społeczeństw?

Album „A Social Call” zamyka swingowa wersja klasycznej już piosenki Mary J. Blige. „I’m Going Down” wypełnia tu żywy, pulsujący groove. Znowu Horn inaczej podchodzi do tej kompozycji niż Królowa Hip-hop Soulu w drugiej połowie lat 90. Mam wrażenie, że przenoszę się do zadymionego klubu jazzowego w kolebce kulturalnej świata, w Nowym Jorku. A Jazzmeia i jej band grają specjalnie dla mnie. To ich kolejny sukces. Osiągnęli wrażenie intymności, choć album wypełniają przestrzenne brzmienia, a głos protagonistki często musi być przez nią trzymany w ryzach, powstrzymywany. Jest on bowiem silny, mocny, dobrze osadzony. Ciekawostką jest to, że podczas nagrywania albumu, Jazzmeia była w ciąży ze swoją córeczką.

Reasumując należy zauważyć narodziny wielkiego talentu. Gwiazdy wokalistyki. Nominacja do nagród Grammy dla Jazzmei- w pełni zasłużona. Czuję, że zamieni się ona w statuetkę. Być może dla niektórych purystów, ortodoksyjnych fanów jazzu, interpretacje Horn, mogą być zbyt odważne. Dla mnie są strzałem w dziesiątkę!!! Postawię jej album na półce obok płyt Sarah, Carmen, Abbey, Niny, Dee Dee, Dianne, Cassandry… Ciekawi mnie, jak Jazzmeia pokieruje swoją karierą. Oby był jej obcy słynny efekt drugiej płyty! Oby nie przyszło jej do głowy skręcić za bardzo w popowe bądź smooth jazzowe rejony! Jazzmeio, pozostań drapieżną, znającą swoją wartość oraz talent Artystką! Pozostań SOBĄ!

Ocena płyty:

Autor recenzji: Piotr Pepliński