Dee Dee Bridgewater “Memphis… Yes, I’m ready”

Niekwestionowana ikona wokalistyki jazzowej, Dee Dee Bridgewater, wydała właśnie nowy album “Memphis…Yes, I’m ready” (Sony Masterworks/Okeh). Po żywiołowej, organicznej płycie z muzyką afrykańską “Red Earth. A Malian Journey”, krążku z francuskimi klasycznymi chansons (J’ai deux amours), nowoorleańskich peregrynacjach oraz po dwóch wydawnictwach będących hołdami dla jej mistrzyń- Elli Fitzgerald oraz Billie Holiday (obie nagrodzone statuetkami Grammy w kategorii Best Jazz Vocal Album); diwa zabiera nas do Memphis w stanie Tennessee, gdzie przyszła na świat. W trakcie trwającej już ponad cztery dekady karierze, artystka ta niejednokrotnie nas zaskakiwała. Dostarczała wielbicielom albumy konceptualne. Nie inaczej jest z najnowszym dziełem. Tym razem Bridgewater prezentuje piosenki, które można określić mianem retro/vintage soulu, powstałe w kolebce bluesa, soulu, r’n’b i początków rock’n’ rolla. Słuchała ich w radiu WDIA, w którym jako DJ pracował jej ojciec- Matthew Garrett.

Czy płyta “Memphis…” jest tylko sentymentalną, nostalgiczną podróżą? Czy udaje się wokalistce tchnąć nowe życie w znane covery?

Dee Dee Bridgewater Memphis ...Yes, I'm Ready

Sesja “Memphis…Yes, I’m ready” została nagrana w studiu Royal jesienią 2016 roku. To tu w latach 50. i 60. powstawały niezapomniane soulowe hity. Przed mikrofonem stały takie tuzy, jak: Al Green, Solomon Burke, Ann Peebles, Ike & Tina Turner. Dee Dee wraz ze swymi producentami Kirkiem Whalumem i Lawrencem „Boo” Mitchellem oraz Tulani Bridgewater (córka), wybrali zestaw trzynastu songów z epoki. Bogini jazzu należy do tych artystek, które biorąc na warsztat cudzy utwór, przetwarza go przez siebie. Podobnie rzecz się ma z soulowymi, bluesowymi klasykami. Pozostając wierną tradycji, wokalistka dodaje od siebie współczesne brzmienie, feeling, groove. Śpiewa w sobie tylko właściwy sposób. Czyni z nich często istne perełki wykonawcze.

Dee Dee brzmi tu jak rasowa soulowa pieśniarka.  Jak trzeba jej głos uzyskuje czysty, gładki sound. Innym razem słuchamy drapieżnej diwy. Artystka w utworach takich, jak: “Giving Up”, “I Can’t Get Next To You”, “Going Down Slow”, “Why? (Am I Treated So Bad)”, “B.A.B.Y” operuje swym charyzmatycznym, niepowtarzalnym głosem z pasją, sążniście, wręcz agresywnie.  Jej interpretacje są żywe, energetyczne, dynamiczne, świeże, na wskroś współczesne.  Utwór, który należy do B.B. Kinga “The Thrill Is Gone” został tu opatrzony soulowym groovem. Podobnie dzieje się z Presleyowskimi standardami “Don’t Be Cruel” oraz “Hound Dog”. Oba teksty, które przeszły do historii muzyki rozrywkowej w męskich interpretacjach Króla Rock’n’Rolla, tu nabierają feministycznego sznytu. Szczególnie w “Hound Dog” słyszymy diwę, która wymierza policzek wszystkim mężczyznom – „psom na baby”. Dalej zwalniamy tempo. Dee Dee pięknie składa hołd Otisowi Reddingowi w “Try A Little Tenderness”. Zaskakująca jest też wersja “I Can’t Stand The Rain”. Piosenkę tą w latach 80. wylansowała Tina Turner. Choć wcześniej śpiewała ją Ann Peebles. “The Sweeter He Is” daje wokalistce szansę, by otworzyć przed słuchaczami duszę. Album kończy piękna gospelowa ballada “(Take My Hand”) Precious Lord”, dzięki której przenosimy się do baptystycznego kościoła sprzed dekad. Uwagę przykuwają oczywiście też muzycy towarzyszący Bridgewater. Sekcja rytmiczna, którą współtworzą członkowie Hi Rhythm Section, zasługuje na medal. W kilku piosenkach na plan pierwszy wybijają się organy Hammonda. Brzmią cudnie, zespalają się z głosem charyzmatycznej Dee Dee!

Reasumując należy podkreślić, iż “Memphis…Yes, I’m ready” to kolejna bardzo dobra płyta w dyskografii Bridgewater. Na zdjęcie okładkowe nie bez kozery wybrano, portret małej Dee Dee. Nieco pognieciona, zniszczona analogowa fotografia w sepii, przedstawia ciekawą świata dziewczynkę. Cały świat stoi przed nią otworem. Jest nieświadoma tego, co przyniesie jej zycie. Kilka dekad później już jako dojrzała Artystka, Kobieta, Ikona, Inspiracja dla całych rzesz wokalistek (i wokalistów?); powróciwszy do Memphis, miasta, w którym spędziła zaledwie kilka pierwszych lat życia, Dee Dee udowodniła, że nie boi się wyzwań, jest odważna, ciekawa nowych doświadczeń. Fakt ten zasługuje na szacunek. Respect, Ms. Bridgewater! Składając hołd miastu Memphis, brzmieniu, które tu się zrodziło, kulturze, społeczności, artystka dała tej płycie całą swą duszę i serce. Album ten zapewne przysporzy Dee Dee nowych fanów. A Akademia przyznająca nagrody Grammy będzie miała problem z zakwalifikowaniem “Memphis…”. Jest on bowiem mieszanką soulu, funku, r’n’b, gospel i bluesa. Nowy XXI- wieczny sound, spojrzenie na stare soulowe klasyki Południa, jest płytą do wielokrotnego odsłuchu. Bez dwóch zdań!

Ocena płyty:

Autorem recenzji jest Piotr Pepliński.