Keyshia Cole “11:11 Reset”

Keyshia Cole to jedna z moich ulubionych wokalistek mięsistego R&B. Buntownicza natura i dosadność w tworzeniu, żadnych kompromisów. Trzy lata temu wydała Point of no return, który nie zdobył spektakularnego uznania słuchaczy i chyba podzielam tę decyzję bo materiał był nie do końca przepracowany. Tym bardziej obawiałem się nadchodzącego siódmego albumu. Czy będzie lepiej, czy idziemy już w stronę wypalenia? O 11:11 Reset muszę opowiedzieć z dwóch stron.

Pierwsza będzie to strona neutralna. Jakbym nie słyszał twórczości Cole wcześniej. Na pierwszy plan wysuwa si ę bardzo charakterystyczny, mocny wokal. Od razu wiem, że cokolwiek nie zaśpiewa to będę wiedział kto to jest. I to chyba najlepszy punkt tego albumu. Kolejnym jest świadomość. Każdy tekst jest zaśpiewany a nie odśpiewany. Keyshia doskonale wie co chce przekazać i nie pozwala narzucić sobie czegokolwiek. Pewnie stąd też sama pisze piosenki. Czuć jak bardzo jest niepokorna i zadziorna. Piosenki opowiadają najczęściej o lamentach miłości, porzuceniu i tęsknocie za bliskością kochanka. „Voult” jest najpiękniejszym kawałkiem na płycie. Zagrany przy akompaniamencie gitary akustycznej i basu rozlewa się pełnią żalu. Wydaje się, że właśnie do takich piosenek Keyshia została stworzona.

“I want to make you breakfast in bed, baby, but naked … Someone to hold me down, someone to fit the crown, someone that deserves it”

Po angielsku brzmi to dużo lepiej niż po polsku więc nie chciałem psuć tego tłumaczeniem. Prawda, że doskonałe? Klimat albumu zakorzeniony jest w głębokim R&B zahaczając o Hip Hop, co zdecydowanie podkreśla dramaturgię materiału. Energiczne „Best friend” jakby odbiega trochę od całości, ale analizując tekst dochodzimy do konkluzji, że chodzi o zatracony związek, w którym chodzi już tylko o to czy uda się uratować choćby przyjaźń. Sprawy niby banalne i prędzej czy później dotyczące każdego, ale w piosenkach Cole zyskują większe znaczenie. Na albumie pomogli między innymi Remy Ma, Frech Montana, Young Thug oraz DJ Khaled. Jest to bardzo dobry R&B utkany z grubych, ciężkich nici. Niekoniecznie dla fanów melodyjnych słodkich piosenek. Najbardziej zaintrygował mnie tytuł 11:11 Reset. Okazuje się, że od dłuższego czasu artystkę prześladowała coś niezwykłego. Spoglądając na zegar często natrafiała godzinę 11:11 i duchowo odczuła, że to znak aby poważnie zastanowić się nad swoich życiem. Może odciąć pewne kupony, które ją uwierały. Był to bodziec do zresetowania przeszłości. Odkreślić coś grubą krechą i zacząć żyć od nowa.

Analizując ten album od drugiej strony, zakochany w takich płytach Keyshii jak Woman to woman, Calling all hearts oraz Just like you wymagam od niej już trochę więcej. Przeszło mi przez myśl, że mam dość jej ciągłego męczeństwa, nieszczęścia i wszechogarniającej niespełnionej miłości. No ileż można? Każda płyta to tak naprawdę rozpacz i same negatywne emocje. Rozumiem, że bardzo dużo słuchaczy poprzez muzykę szuka ukojenia, ale aby na każdej płycie do tego wracać? Barwa głosu idealnie wpasowuje się w ten klimat i pomału zaczyna mi się kojarzyć tylko z uczuciami wyrażającymi bardziej depresyjny stan. Tu zacząłem się zastanawiać o co chodzi, dlaczego kolejna płyta ma właśnie taki motyw przewodni. Poszukałem i znalazłem. Te 3 lata nie były lekkie dla artystki. Mąż zawiódł, rozwód nie był łatwy, artystka zmieniła wytwórnie płytową i wszystko to nie wpływało na pozytywny klimat twórczy. Tak oto poza tym, że wokalnie Keyshia jest jedną z moich ulubienic, że muzycznie od wielu lat trafia w moje gusta jeśli chodzi o ciężkie R&B, że ma u mnie wielki szacunek za niepokorną naturę, która nie boi się śpiewać własnych piosenek to jeszcze uwielbiam ją za tę szczerość. Utwory „Unbothered” i „Emotional” doskonale oddają sens tego o co mi chodzi. Nie ma nic cenniejszego niż autentyczny artysta, który nie wychodzi do słuchaczy wystylizowany w piosenki, które chwytają tłumy, a opowie historie które pozwolą na chwilę stanąć z nim twarzą w twarz. Wolę 11 utworów o autentycznej goryczy, aniżeli porcję sztucznych kolorowych hitów, w cieniu których czai się ściśnięty wrzask bezsilności. Brawo Keyshia Cole! 11:11 Reset cały jest Tobą. A Ciebie chcemy taką jaka jesteś!

Ocena płyty: