Gabriel Garzón-Montano “Jardín”

Debiut Gabriela Garzón-Montano pt. “Jardín” może przejść niezauważenie. Ani nie doświadczymy na nim chwytliwych przebojów, ani jego brzmienie nie wpisuje się w najnowsze trendy soulu. Mimo tego album zasługuje na szczególną uwagę i żałować można, że płyta  nie stałą się (przynajmniej do tej pory) hitem na rynku fonograficznym.

Muzyka na “Jardín” to owoc wieloletnich doświadczeń, osobisty komentarz społeczny oraz manifest własnego brzmienia. Można by rzecz, że muzyka dla Gabriela jest powołaniem. Wychowany w francusko – kolumbijskiej rodzinie w Nowym Jorku, już od 6 roku życia uczył się grać na: skprzypcach, perkusji, instrumentach klawiszowych. Pierwszy utwór “Trial” spełniający rolę swoistego intro nieśmiało i z nutką tajemniczości wprowadza słuchacza w osobliwy klimat płyty.

Gabriel Garzón-Montano "Jardín"

Artysta pełnymi garściami czerpie z bogactwa twórczości D’Angelo, Prince, Steviego Wondera, Pharrella. Podobieństwa nasuwają się już po pierwszym przesłuchaniu. Najczęściej nawiązania są w szczególności do muzyki D’Angelo, a to za sprawą charakterystycznych chórków (zwielokrotnionych partii wokalnych solisty). Kolejnym zbieżnym punktem jest subtelny balans między soulem a hip-hopem. Wszelkie motywy i inspiracje muzyką wspomnianych artystów umiejętnie jednak wplótł w swoje brzmienie. Choć granica między kopiowaniem, a inspiracją jest niezwykle cienka, to w przypadku Montano nie sposób mówić o wtórnym naśladownictwie.

Wrażliwość Montano przykuwa uwagę na długo, a spójność i konsekwencja całego albumu zasługuje na uwagę. Brzmienie i teksty wprowadzają w nastrój refleksji i nostalgii, a w połączeniu z pieczałowicie dobranymi kameralnymi dźwiękami album przy każdym kolejnym odsłuchaniu wciąga coraz bardziej, daje się zafascynwać i zadziwić. Tytułowy “ogród” kryje w sobie wiele niespodzianek i kusi swoim osobliwym pięknem.

Ocena płyty: