Parov Stelar “The Burning Spider”

Chyba nikt nie przeprowadził tego typu badań, ale płyty firmowane nazwą Parov Stelar cieszą się bodaj największym wzięciem wśród młodej inteligencji dużych miast. Miks swingowo-elektronicznych brzmień, przyrządzony ze smakiem przez Marcusa Füredera, doskonale nadaje się na relaks po pracy, ale też na rozgrzewkę przed weekendowym clubingiem.

Taka jest też najnowsza płyta „The Burning Spider”.

parov stelar cover spider

Parov Stelar na szersze wody wypłynął wraz ze wzrostem popularności electro-jazzowych kombinacji. Do tej pory konsekwentnie trzymał się swingowej estetyki, zostając nieoficjalnie twórcą nowego gatunku muzycznego – electro swingu. Gdyby jednak analizować walory artystyczne najnowszego albumu w kategorii muzyki jazzowej, to nie ma on z nią za wiele wspólnego. „The Burning Spider” brzmi najbardziej egzotycznie ze wszystkich dotychczasowych dokonań austriackiego producenta. Jest nad wyraz różnorodna i wyraźnie odcina się od przeszłości.

Ta płyta dziwnie topornie wchodzi w ucho. Trzeba jej przesłuchać parę razy, aby ją polubić. Po pierwszym kontakcie odnosi się wrażenie, że to gąszcz przypadkowych dźwięków o kanciastej strukturze. W rzeczywistości jest to niezwykle przemyślana wypadkowa nu-jazzu, który kolaboruje z housem, electro i swingującymi dęciakami. W tej fascynującej mieszance cały czas coś się dzieje, a nastrój i stylistyka potrafią zmienić się kilka razy w ciągu trwania kompozycji (jak, na przykład w utworze tytułowym).

Atutem płyty są wokaliści – mało znani, ale bardzo dobrzy (m.in. Lilja Bloom, Anduze, Mildred Bailey).

Mimo klubowej estetyki, „The Burning Spider” jest silnie naznaczony wpływami swingowymi, które nadają temu krążkowi wyrazisty charakter (patrz choćby „Cuba Libre”). Dzięki tym odwołaniom u Stelara nie razi tak bardzo pewna nieporadność i przerysowanie w warstwie elektronicznej. Za dużo tu eksperymentów z dźwiękiem, a za mało ładnych melodii, tak charakterystycznych dla Parov Stelar. Ambitne beaty ustąpiły miejsca konsumpcyjnym, rozrywkowym piosenkom. Płytą pewnie nie zachwycą się miłośnicy wysublimowanych brytyjskich brzmień klubowych. Za to ci, którzy myślą, że „nowoczesna” muzyka jazzowa kończy się na hip hopie, mogą być przyjemnie zdziwieni.

Podane taneczne rytmy łączą się ze staromodnymi uroczymi, brzmieniowymi przestrzeniami. Mocniejsze tempo klubowych utworów w miarę proporcjonalnie przeplata się z chwilami wyciszenia. Gdzieniegdzie pojawia się coś na kształt przetworzonych, mruczących wokali (znakomity „My Man”). Elektronika autorstwa Parov Stelar jest swingująca, funkująca, jazzująca. To muzyka, która z jednej strony znakomicie uspokaja, z drugiej – przyciąga uwagę mnogością ciekawych dźwięków.

The Burning Spider” wrzucony do playlisty skutecznie uratuje niejedną imprezę przed nudą.

Ocena płyty: