London Grammar “Truth Is a Beautiful Thing”

Płycie London Grammar w ciemno mógłbym dać cztery gwiazdki jeszcze przed przesłuchaniem. Potem wysłuchać i ewentualnie coś jeszcze dorzucić. Dlaczego? Hannah Reid – jej głos sam w sobie stanowi tak wielki walor, że nawet z przeciętnej kompozycji uczyni coś nieprzeciętnego. „Truth Is a Beautiful Thing” to album, od którego nie można się uwolnić.

London Grammar "Truth Is a Beautiful Thing"

Mmm… Jak ja lubię takie płyty. Ten ciepły głos, ta czarująca melodyjność i harmonia. London Grammar stworzył jakiś czas temu swój mały intymny świat muzyczny, do którego przynajmniej ja powracam zawsze z ogromną przyjemnością. Owszem, można im zarzucić wtórność względem własnych dokonań, ale czyż nie krzyczelibyśmy głośniej, gdyby zespół starał się na siłę coś zmieniać, coś udoskonalać. Coraz mniej jest artystów pewnych, artystów, którzy nie starają się wystawiać naszego zaufania na niezliczone próby.

Wszyscy ci, którzy tak chętnie kupili płytę „If You Wait”, i tym razem nie będą rozczarowani. Album „Truth Is a Beautiful Thing” jest dokładnie taki, jaki wszyscy fani London Grammar chcieliby, aby był. Nocny, nieco senny i oczywiście niezwykle piękny. Choć o surowości brzmienia nie da się jeszcze mówić. Ani o braku pomysłów na instrumentalną oprawę poszczególnych kompozycji. Istotna rolę odgrywają gitary – tak akustyczne, jak elektryczne. Momentami odzywają się również instrumenty smyczkowe. Chwilami daje się słyszeć rozwiązania brzmieniowe wywołujące skojarzenia z najspokojniejszą odmianą trip hopu. Ale wszystko to jest tylko tłem. Tłem, na którym tym bardziej wyróżnia się Hannah Reid – wokalistka. Nie zmieniona. Wciąż wzruszająca anielskim, pobrzmiewającym melancholią głosem.

Utwory z „Truth Is a Beautiful Thing” najczęściej opierają się na rozległych plamach dźwiękowych malowanych śpiewem, gitarami i fortepianem. Do tego dochodzą intrygujące rozwiązania rytmiczne i dyskretne motywy elektroniczne. Uroczy teatralny szept z innego świata.

A świat muzyków London Grammar jest bardzo tajemniczą krainą, gdzie panuje melancholia, a czas nigdzie się nie spieszy. W anielskim śpiewie Hannah siedzi mnóstwo piękna, dobrych czarów, którym na pewno chętnie się poddadzą wrażliwi słuchacze.

Płytę otwiera piękna kompozycja „Rooting for You”, okraszona przestrzennymi smaczkami, przeradzająca się stopniowo w ścianę dźwięku. „Big Picture” wprowadza piękny nastrój, „Everyone Else” czaruje melodią, przejmuje „Who Am I”. Tutaj nie ma słabszych fragmentów. Utwór tytułowy już wydaje się być klasyką w dorobku zespołu. Niezależnie od tego, czy głos wokalistki Hannah Reid pozostaje sam na sam z fortepianem, jak w utworze tytułowym, czy podany jest z całym przepychem, ożywiony elektroniką, jak w „Non Believer” – nieodmiennie urzeka.

Nie, nie będzie żadnego „ale”. Nie potrafię bowiem napisać złego słowa o „Truth Is a Beautiful Thing”. Ja po prostu uwielbiam takie płyty, nie burzące żadnego ładu, nie starające podważać wartości, w które wierzę. Płyty, których słucha się z niekłamaną przyjemnością.

To wysmakowana muzyka o bardzo wysokim IQ. Więc wiadomo, że nie do każdego trafi. Ale ci, co się załapią, przeżyją przygodę wzbogacającą wrażliwość i futrującą zmysły. I tylko dodam ku przestrodze, że po kilkakrotnym przesłuchaniu trudno jest się zdecydować na naciśnięcie przycisku STOP w odtwarzaczu…

Ta płyta uzależnia.

Ocena płyty: