JMSN “Whatever Makes U Happy”

Dorobek Christiana Berishaja, znanego lepiej jako JMSN (czytaj: Jameson), pokazuje, że artysta lubi być o krok dalej od innych wykonawców. A może raczej wycofuje się, kiedy zaczyna być tłoczno? Autor najbardziej oldschoolowej płyty tego roku to najmniej zadarty nos w całym show businessie. Jeśli popularność zdobywa niezwykle uzdolniony artysta, który sam nagrywa swoje ambitne płyty – będąc wokalistą, multiinstrumentalistą i producentem, od A do Z, aż chce się iść i dać na mszę.

JMSN-Whatever-Makes-U-Happy-2017-2480x2480

Co za dużo, to niezdrowo – pomyślałem, biorąc pierwszy raz do ręki jego piątą, nagraną od czasu debiutu w 2012 roku, płytę. Po kilku kwadransach potrzebnych na ochłonięcie po wysłuchaniu tych 8 utworów (tylko 8, ale nawet najkrótsze spotkanie z jednym z najciekawszych wokalistów ostatnich lat zawsze jest wielka przyjemnością), szybko zmieniłem zdanie. „Whatever Makes U Happy” to ponadczasowa płyta, która dziś jest wielka, a za kilka, kilkanaście lat nazywana będzie klasyczną! Przesadzam? Posłuchajcie uważnie produkcji, mającego albańskie korzenie, Amerykanina, bo to R&B, który składając hołd muzycznej tradycji tego gatunku, zarazem R&B już nie jest!

Czym więc? Mnie brakuje słów na opisanie tej znakomicie stymulującej do myślenia i fantazjowania muzyki. Z jednej strony są tu bowiem rozważania na temat zależności między miłości a pożądaniem w rytmie erotycznego soulu, z drugiej – maestrię słowa i połączenie staromodnych bitów z wypieszczoną produkcją w hołdzie początkom nasyconego funkiem R&B.

Muzyka JMSN penetruje tę samą estetykę i emocje, które zadecydowały o sukcesie D’Angelo czy Donny’ego Hattawaya. Dzięki surowej manierze jednoosobowego składu, JMSN zyskuje jednak oryginalny charakter. Zadumany majestat brzmień uzupełnia tu rozbujana, rzewna prostota niczym z ludowych pieśni Afroamerykanów. I to właśnie w tej płycie podoba mi się najbardziej – podejście do muzyki jak do niezobowiązującej sesji. Tu trochę przebojowych brzmień neo-soulowych, tu hiphopowy flow, tu cudowne partie skrzypiec i oczywiście sam głos Christiana.

Jego wokal broni się przy każdym soulowym eksperymencie.

Z jednej strony wizja JMSN staje w sprzeczności z hedonistycznymi tendencjami współczesnej kultury, z drugiej zaś jego akustyczna muzyka – oszczędna, repetycyjna, penetrująca niskie rejestry dźwięku – nabiera intymnego charakteru. Wydaje się, jakby nie pisał pojedynczych utworów, tylko całe materiały. I to właśnie zamysł takiego materiału podpowiada, jakie instrumenty będą potrzebne do uzyskania zamierzonego efektu.

Brzmienie JMSN tak przystaje do muzycznego tygla delty Missisipi, że nie jeden czarnoskóry Amerykanin dałby się pokrajać, ze to przycina jeden z ich chłopców. Jednocześnie, muzyka na „Whatever Makes U Happy” przekroczyła linię demarkacyjną, zamykającą ją w obszarze muzyki granej przez czarnych dlatego, że są uciskani przez białych. Stała się wartością żywą, bez barier kulturowych, językowych; jest poletkiem, gdzie ludzie różnych ras, zapatrywań i narodowości spotykają się i tworzą nowe rzeczy. Metaforycznie ujmując: soul w wykonaniu JMSN jest muzyką społeczeństw przyszłości, właśnie w nim może się realizować utopia powszechnego braterstwa ludzi. Racja leży po stronie kreacji, a nie tych, co usiłują zamykać muzykę w nieprzenikalne ramy.

Ocena płyty: