Nowojorski kwartet Tomasza Stańko groovił w “Romie”

Niemalże równo rok później Tomasz Stańko ponownie pojawił się na deskach warszawskiego Teatru „Roma” ze swoim nowojorskim kwartetem. Tym razem muzycy zaprezentowali program z wydanej właśnie płyty “December Avenue”. I podobnie jak w ubiegłym roku, zespół zagrał w zmienionej konfiguracji personalnej w stosunku do składu, który nagrał płytę, bowiem pianistę Davida Virellesa zastąpił młody Fin, Alexi Tuomarila. Resztę składu dopełnili Reuben Rogers na kontrabasie i Gerald Cleaver na perkusji. Materiał z „December Avenue” jest dość liryczny, ale ma też sporo groove’u. I właśnie ta nośna, pulsująca strona była podczas środowego koncertu wyeksponowana najbardziej. Bardzo to przysłużyło temu programowi, bo na przykład “Burning Hot” zabrzmiał z jeszcze większą energią niż na płycie. Punktem kulminacyjnym koncertu były jednak przede wszystkim numer tytułowy (zagrany dwukrotnie, bo także na bis) oraz “Yankiels Lid”. Muzycznie swoją część wyjątkowo odegrał Tuomarila, który gra bardzo nietypowo jak na Skandynawa, bo dość ekspresyjnie i z wyczuciem. Prym jednak poza Tomaszem Stańko wiódł przede wszystkim Gerald Cleaver, który mocno osadzony za bębnami, zagrał tym razem nie tylko maszynowo, ale także z niemożliwym timingiem. Podczas partii solowej miałem wrażenie, że za moment bębny mu się zaczną rozpadać. Nic bardziej mylnego, bo całość mimo swobodnego podejścia perkusisty, nie zgubiła tematu. Reuben Rogers akcentował swoje partie tylko tam, gdzie trzeba, bez specjalnego wychodzenia przed szereg, choć i jego część solowa zabrzmiała rasowo. Zaś Tomasz Stańko, przypominający strojem nieco Ala Pacino w “Ojcu Chrzestnym”, jak zwykle zagrał oszczędnie, ale z polotem i nerwem. Przez cały koncert było jednak widać, że nosi go drive, z jakim muzycy grają. Nawet gdy schodził ze sceny lekko skocznym krokiem, czuć było, że ta formuła sprawia mu przyjemność.

Zaryzykuje, iż był to najlepszy koncert Tomasza Stańko, jaki widziałem. W takiej odsłonie, gdzie jego piękna liryczna gra ustępuje nieco podejściu bardziej swingowemu, a jednocześnie nieprzewidywalnemu, lubię go słuchać najbardziej.