Anna Maria Jopek i Gonzalo Rubalcaba “Minione”

Ależ naobiecywali: połączenie jazzu, najpiękniejszych przedwojennych polskich tang i kubańskiego trio, nowe formy kompozycji… Muzycy zacni (Anna Maria Jopek, Gonzalo Rubalcaba), można więc wierzyć w ich intencje, ale sam pomysł łączenia tchnienia mazowieckich równin z tradycjami hiszpańskojęzycznych kultur wydaje się nieporozumieniem. I tu zaskoczenie, ponieważ album „Minione” jest strawny, spójny i muzycznie ciekawy. Muzycy porozumiewają się na płaszczyźnie duchowej, ale na szczęście nikt z nich nie udaje, że jest kimś innym.

MinioneAMJjpg

Tango ma dziś dwa oblicza. To pierwsze – eksplodujące namiętnością, rozerotyzowane, instrumentalne, wirtuozowskie, trudne – niósł w świat Astor Piazolla. To drugie, zmiękczone i wygładzone w kawiarniach – wpierw Argentyny, potem Europy – znane jest naszym parkietom od wieku. Ambicją owej „bardziej cywilizowanej” wersji było nie zatracić namiętności oryginału.

Minione” zawiera wybór najpiękniejszych polskich tang w dystyngowanym wykonaniu Anny Marii Jopek. Jazzowe wersje utworów, niekoniecznie jazzowych pereł polskiej piosenki, zaśpiewane przez jedną z najlepszych polskich wokalistek lśnią niewymuszonym pięknem. Miękki, ciepły, zazwyczaj bezbolesny głos artystki, doskonale odnajduje się w stylistyce nostalgicznych przytulanek. A repertuar? Marzenie prababci! Oprócz świetnie wszystkim znanych kompozycji („To ostatnia niedziela”, „Miasteczko Bełz”, „Besame Mucho”) znalazło się na płycie miejsce dla równie pięknych, a mniej osłuchanych.

Anna Maria Jopek znana z zamiłowania do lirycznej ballady z pietyzmem oddaje teksty, wywodzące się z najlepszych tradycji polskiej poezji śpiewanej. Jazzowe interpretacje nadają wybranym utworom rangę standardów, polskich evergreenów. Wokalistyka Jopek jest świeża i bogata, co istotne – wolna od przesłodzeń, którym w przeszłości ulegała.

Poziom wykonawczy jest bardzo wysoki i niezmiernie wyrównany.

Fortepian pod palcami Gonzalo Rubalcaby łączy różne elementy: tango, bolero, milonga, jazz. Jest coś szczególnego w przekazie wybranych utworów mimo ich dość jednoznacznej geograficznej i kulturowej proweniencji – coś, co zjednuje audytorium niemal natychmiast. Kameralne improwizacje, przyciszone nastroje, wypełnione smutkiem, miłością i cierpieniem.

Niewielu muzykom udaje się osiągnąć podobną intensywność przy tak skromnych środkach.

Gonzalo Rubalcaba legitymuje się pełnym wykształceniem klasycznego fortepianu, co pozwala mu na nieskrępowany sposób wypowiedzi. Posiadając niebywałą technikę, Rubalcaba prowadzi bardzo ciekawą narrację, pełną rozsprzężeń harmonicznych, wtrącanych pasaży, refleksyjnych niedopowiedzeń, w czym przypomina meandry myśli muzycznej Theloniusa Monka. Pełne romantyzmu potraktowanie repertuaru pozostawia trwały ślad w naszej pamięci, wrażenie czegoś niesamowitego i odkrywczego.

Niestety, o ile Anna Maria Jopek ma błogosławieństwo na wykonywanie starych polskich tang, o tyle olśniewająca pianistyka Gonzalo Rubalcaby momentami nuży. I cóż, że mamy do czynienia z solistą o nieomylnej technice, skoro swą grą nie potrafi rozkołysać fortepianu, który przy tak dobranym repertuarze powinien sprawiać wrażenie „tańczącego” rumbę, tango, bolero. Życie na Kubie może być pieskie, ale muzyka jest tam świętością i to powinno się czuć. Tymczasem, kubańskie rytmy „zamęczono” mroczną kameralistyką. Zamiast myśli krążących między Hawaną, Buenos Aires a Warszawą „Minione” przywołuje tylko elegancki dom towarowy.

Ocena płyty: