Jamie Cullum i jego jazzowa, katowicka zadym(k)a

Największą wartością koncertów od zawsze była dla mnie możliwość zajrzenia do świata artysty, doświadczenia jego pasji i tego, jak dzieli się nią z publicznością. Po niedzielnym wieczorze spędzonym w sali koncertowej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach mogę stwierdzić jedno – muzyczny świat Jamiego Culluma jest absolutnie wyjątkowy, a bycie jego częścią, choćby przez kilka godzin, to ogromna przyjemność i prawdziwy zaszczyt.

Jestem więcej niż pewna, że 26 lutego 2017 to dzień, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Wszystko za sprawą szalonego Brytyjczyka przez media ochrzczonego „Beckhamem jazzu” czy „Sinatrą w trampkach”. Dla mnie Jamie Cullum na scenie jest po prostu sobą. I to jest w nim najpiękniejsze.

jamie callum fot Dorota Koperska Photography

Podczas finałowego koncertu 19. edycji Bielskiej Zadymki Jazzowej wokalista zaprezentował się publiczności w dwóch odsłonach – zagrał nie tylko ze swoim zespołem, ale także w towarzystwie NOSPR pod batutą Alexandra Humali oraz sekcji dętej Big-Bandu katowickiej Akademii Muzycznej.

Repertuar zaprezentowany w Katowicach stanowił przekrój dotychczasowej twórczości artysty, co sprawiło, że koncert był prawdziwą ucztą dla wiernych fanów Culluma. Ucztą był również przede wszystkim dlatego, że znany z zamiłowania do scenicznego szaleństwa muzyk porwał polskich fanów swoją ogromną charyzmą i prawdziwą miłością do muzyki. Miłością, która szczelnie wypełniła całą salę koncertową i moje serce. Słuchając i oglądając Jamiego nie sposób nie poczuć, że artysta naprawdę kocha to, co robi i szczerze pragnie podzielić się swoimi uczuciami z publicznością.

jamie callum fot Dorota Koperska Photography

Tym, co Brytyjczyka zdecydowanie wyróżnia są emocje, które dyktują każdy jego ruch na scenie. W koncertach Culluma nie ma za grosz powtarzalności. Każdy jest inny, szalony i szczególny. Tak jak sam wokalista.

Jamie Cullum jest muzyką. Zarówno taką, która porywa i prowokuje do totalnego szaleństwa, jak i tą, która koi i wzrusza do łez. Spędzony z nim w Katowicach wieczór był doświadczeniem, które w gruncie rzeczy trudno opisać. Towarzyszące koncertom Jamiego emocje, najpiękniejsze, bo prawdziwe, trzeba po prostu przeżyć na własnej skórze.

jamie callum fot Dorota Koperska Photography