Zgoda. Rok 2016 nie należał do najspokojniejszych. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie starali się w tej ogólnej beznadziei dostrzegać pozytywów. Jednym z nich jest to, że nieźle obrodziło w jazzie. Kto nagrał najlepszy album jazzowy w 2016? Zapraszamy do czytania, słuchania i dzielenia się przemyśleniami!

20.

The Comet is Coming “Channel the Spirits”

Podróż kosmiczna na Marsa z jazzmanem, dj-em i rockersem na pokładzie. Warto się przyglądać, może kiedyś wyfruną poza galaktykę.

19.

Esperanza Spalding “Emily’s D+Evolution”

Futurystyczne, teatralne i ponoć nawet ekstrawertyczne. Nowe oblicze wokalistki i basistki, którą wszyscy kochamy. Świetnie koncerty, niezła płyta. Niektórzy wciąż dochodzą do siebie po tej metamorfozie.

18.

DeJohnette, Coltrane, Garrison “Movement”

Zespół, który składa się z dwóch synów i legendy. Biorąc pod uwagę totalność komunikacji jaka tu zachodzi, to przedsięwzięcie nie mogło się nie udać.

17.

Snarky Puppy “Culcha Vulcha”

Snarky Puppy to nie króliki, ale w dziedzinie zdolności rozpłodowych w niczym im nie ustępują. Kolejna płyta, kolejny świetny strzał. Ciekawe tylko, jak się to wszystko rozwinie, bo na chwilę obecną osiągnęli swój optymalny sound.

16.

Henry Threadgill “New Locks and Old Verbs”

Co ciekawe, sam Threadgill nie zagrał tu nawet nuty. Robotę wykonali za niego niesamowici Jason Moran i David Virelles. Czyli dwóch piano menów grających jednocześnie, tworząc gęsty, intrygujący masyw dźwięku.

15.

Madeleine Peyroux „Secular Hymns”

20 lat po swoim debiucie, Madeleine nagrywa bodaj najlepszą płytę w swojej karierze. Świeża, emocjonalna i autentyczna. Te słowa nabierają znaczenia, dopiero gdy opisują takie płyty jak “Secular Hymns”.

14.

Nils Petter Molvaer “Buoyancy”

Tu jest taka przestrzeń, że w tej muzyce można zanurzyć się niczym w oceanie. A najlepiej by było zmienić się w wieloryba i płynąć, płynąć, płynąć.

13.

Phronesis “Parallax”

To naprawdę jest killer trio. Błyskotliwe, pełne inwencji, polotu i wirtuozerii. Teraz jesteśmy więcej niż pewni, że są wspaniali.

12.

David Bowie “Black Star”

Ostatni lot Davida Bowiego. Nagrana z tuzami nowojorskiej sceny jazzowej na czele z Markiem Guilianą. Wrażliwa i przejmująca płyta.

11.

Tyshawn Sorey “The Inner Spectrum of Variables”

Czy pierwszym skojarzeniem ze słowem “perkusista” jest dla was zamyślony introwertyk z doktoratem, komponujący delikatną i osobliwą muzykę dla całego awangardowego bandu? Jeśli nie, to znaczy że macie lekcję do odrobienia. Profesor Tyshaw Sorey nieźle was przeszkoli.

10.

Steve Lehman “Sélébéyone”

Zwykle fuzja gatunków odbywa się we wspólnym mianowniku mainstreamu. Tutaj łączy się awangarda rapu z awangardą jazzu. To jest granie w punkt-wybuchowe!

9.

Robert Glasper Experiment „ArtScience”

Robert patrzy wymownie na zegarek i wyprasza wszystkich gości, którzy tłoczyli się na kolejnych odsłonach “Black Radio”. Jest więc w końcu więcej przestrzeni. Na tyle dużo, że w jednym z kawałków śpiewa nawet sam Glasper. Poszło to w kierunku funku i soulu. Fajnie, że tak poszło.

8.

Dr. Lonnie Smith “Evolution”

O, jak to się cudnie kręci i zapętla. Groove goni groove. Piękne brzmienie. Świetne solówki. Nie ma tu jednej odkrywczej nuty, ale słucha się wspaniale.

7.

Fire! ‎”She Sleeps, She Sleeps”

Licząc od góry nie było jeszcze w naszym menu dań ociekających krwią, mięsem i brudem. No to mamy jedno. Jest tu wszystko, czego fani Matsa Gustaffsona oczekują. Wściekłość, medytacja i krew. Strumień krwi.

6.

Kandace Springs „Soul Eyes”

Barwa, naturalność, interpretacja. Jakby to jeszcze podgotować, dociosać i przyszlifować, będziemy mieli diament wielkości pięści.

5.

Gregory Porter „Take Me To The Alley”

Już nie tak sensacyjna jak poprzedniczki, ale wciąż z magnetyzmem i siłą. Cóż poradzić na to, że po prostu kochamy Gregory’ego?

4.

Mary Halvorson “Away with you”

Nieprzyzwoicie utalentowana gitarzystka, która przeszła drogę od fascynacji Hendrixem, przez szlify u Anthoniego Braxtona, aż po nagrywanie awangardowych płyt pod swoim nazwiskiem. Świeżo, dziwnie, pięknie, pięknie, dziwnie, skomplikowanie!

3.

Till Brönner „The Good Life”

Gwiazda i najlepiej sprzedający jazzman w Niemczech, dla reszty świata mimo sukcesów szerzej nieznany. Śpiewa, trąbi okazale i z wielkim wyczuciem melodii. A do tego kreuje nastrój, piosenki, kameralność.

2.

Michael Formanek Ensemble Kolossus “The Distance”

Hydra składała się z trzech głów, Ensemble Kolossus z 19. I na tym kończą się podobieństwa. Grze tej awangardowej orkiestry towarzyszy wielkie napięcie, kolor, gęstość, wewnętrzna dynamika. Ten band momentami potrafi się tak zamyślić, że przestawia coś w mózgu. Do zostało nam tej pory.

1.

Shabaka And The Ancestors “Wisdom Of Elders”

Hipnoza w karaibskim sosie. Odnaleziono ślady: Sun Ra, Coltrane’a, Pharoah Sandersa. Mocny spiritual, który czerpie gęstym sitem z tradycji i to tych najbardziej odległych, a jednocześnie tak mocno skierowany jest ku przyszłości, że choć nie wiemy jak pompatycznie by to nie zabrzmiało, budzi po prostu nadzieję. Prawdziwy afro-futuryzm.