Ania Kłys podsumowała 2016 rok

Ania Kłys, młoda, zdolna wokalistka pochodząca ze Zgorzelca, obecnie mieszkająca we Wrocławiu. Śpiewa od zawsze gdzie się dało, uczestniczka warsztatów muzycznych: Blues nad Bobrem w Bolesławcu, oraz Wokalnych w Chorzowie. Jej głos usłyszeć można w zespole Shivers oraz wielu gościnnych projektach.

Rok 2016 to dla mnie przede wszystkim rok kobiet, które wydały przełomowe albumy.

Skupię się tutaj na 4 z nich a mianowicie na Beyoncé i jej siostrze Solange, Banks oraz Brodce. NAawspomnienie zasługuje również projekt Makabreski, Julia Pietrucha z „Parsley” oraz Laura Mvula i jej “Dreaming Room”.

Beyoncé

Słyszałam wiele opinii, jakoby Beyoncé była nieludzka w swej doskonałości i perfekcyjności, wręcz robotyczna. Słyszałam również wiele głosów jakoby jej twórczość miała tak wielu ojców i matek, że tak na prawdę sama Beyonce ma niewielki wpływ na finalny efekt.
Wg. mnie królowa popu po raz kolejny udowodniła, że zasługuje na to miano.
Pierwszy raz styczność z materiałem z płyty Lemonade miałam poprzez album wizualny.
Zakochałam się w poezji pomiędzy utworami, w doskonałym materiale filmowym. Uważam, że jest to dzieło niezwykle inspirujące i przepiękne.
Moi faworyci z tego albumu to Formation, czyli pierwszy singiel oraz Freedom w duecie z genialnym Kendrickiem Lamarem.
Beyoncé zdominowała tym wydawnictwem tegoroczne nagrody Grammy ciesząc się 9 nominacjami, w tym tak istotnymi jak album roku czy piosenka roku.

Solange

Album „Seat at the table” to połączenie neo-soulu ze współczesnym R&B oraz elementami funku.
Są to emocjonalne bardzo subtelnie opowiedziane teksty o tęsknocie, gniewie, emocjach.
Artystka dość długo szukała swojej muzycznej drogi, dopiero przy trzecim studyjnym albumie słychać swoistą konsekwencję oraz spójność.
Ogromnie cenię tutaj styl śpiewu Solange. Podoba mi się oszczędność w formie, na pierwszym miejscu stawia tekst oraz subtelny wyraz.
Jestem pod wrażeniem zarówno tekstów jak i oprawy muzycznej ale też strony wizualnej. Zarówno klip do Cranes in the sky jak i Don’t touch my hair jest hipnotyzujący i zabiera odbiorcę w pastelowy, wysmakowany świat artystki.

Banks

The Altar jest drugim longplayem artystki, wg. mnie nawet bardziej udanym niż debiut. Słychać tutaj więcej stanowczości, zdecydowania i odwagi. Płyta jest mocno zróżnicowana klimatycznie, znajdziemy tutaj utwory takie jak Mind Games czy Love Sick które melancholijnie mocno nawiązują do poprzedniej płyty. Z drugiej strony mamy piosenki takie jak Gemini Feed czy This Is Not About Us czyli bardzo energetyczną elektronikę. Teksty artystki ujmują szczerością, emocjonalnością oraz charakterystycznym dla Banks mrokiem którego jestem fanką.
Szczególnie chciałam wyróżnić piosenkę (i teledysk) do Fuck with Myself oraz Gemini Feed.

Brodka

Brodka nigdy nie przestanie mnie fascynować. Jest to jedyna postać, która przyciąga mnie do siebie swoim chłodem i niedostępnością. Tak jest również z albumem Clashes.
Po pierwszym odsłuchaniu byłam oczarowana. Cieszę się, że jest to wydawnictwo diametralnie różniące się od jej poprzednich poczynań. Nie dlatego, że z poprzednią twórczością było coś nie tak, wręcz przeciwnie. Artystka zmienia kompletnie front i ucieka od elementów i brzmień folklorystycznych przedostaje się do świata muzyki sakralnej. Fascynuje mnie cały zamysł albumu koncepcyjnego i cała konsekwencja w niego włożona. Poczynając od piosenek po teledyski ale też stylizacje artystki. Uważam, że Monika swoją odwagą i kreatywnością przeciera szlaki w Polskiej muzyce.