Auguścik Jagodziński Trio “Szeptem”

Jeśli szukać bohaterów polskiej muzyki jazzowej to jedną z nich jest niewątpliwie Grażyna Auguścik. Mało kto wie, że jest ona licznie tytułowaną polską artystką za oceanem. Przypomnieć warto choćby o tym, że Jazz Forum Magazine obwieścił Panią Auguścik najlepszą wokalistką jazzową… 4 razy!!! Mieszkająca od lat w Chicago prężnie rozwija swoją karierę, ale nie spieszy się aby wyjść specjalnie na przód maratonu.

Debiutowała w Polsce w 1977 roku, wygrywała wszelakie festiwale jazzowe, wygrała i debiuty w Opolu… po czym wyjechała współpracując z największymi w Ameryce. Właśnie ukazała się najnowsza kombinacja dźwięków i wokalu we współpracy z Andrzejem Jagodzińskim Trio. Na albumie Szeptem znalazły się najpiękniejsze polskie piosenki z lat 50 i 60. Tu muszę się przyznać, trochę mi wstyd, że poczułem małą obawę. „Kasztany”, „Zakochani są wśród nas”, „Pamiętasz była jesień”.. to wszystko już było. Bardzo wiele jest coverów tych pozycji, które co rusz okraszają płyty artystów powracających lub chcących się przypomnieć publiczności. Specjalnie piszę, że mi wstyd, bo kiedy zanurzyłem się w aranżacje i ścieżki wokalne zawarte na krążku to nie miałem już wątpliwości.

Żadne odgrzewane kotlety, żadne przypominanie o sobie dojrzałej publice, która kojarzy melodie z lat młodości. To piękna płyta dla tych, co szukają pięknych piosenek we współczesnym świecie. Absolutnie nie brzmią one jakby ktoś je odkurzał i przyodziewał w nowe tkaniny. Weźmy choćby „La Valse Du Mal”. Nie mogę się powstrzymać aby nie określić tej wersji najpiękniejszą polską jazzową historią roku 2016. Gracja, lekkość, doskonała intonacja, idealne na wielkie sale koncertowe, gdzie słuchacze wciśnięci w siedzenia mają gęsią skórkę. Jedna rzecz mnie fascynuje i nie mogę się nadziwić, otóż głos Pani Grażyny brzmi jakby miała dwadzieścia parę lat. Klarowny, jedwabny i ten delikatny przydech… idealny do „Szeptem”. Dawno nikt mnie tak nie oczarował swoim głosem. „Skrzypek Hercowicz”, prawdziwa torpeda z tak przejmującym ładunkiem emocji, że rozkruszy najgrubsze mury. Oczywiście bardzo duża w tym zasługa samych kompozycji i tekstów, które (ku mojej tęsknocie) można odnaleźć dziś tylko w przeszłości. Gdyby obecnie pisano takie piosenki jak „Jesienny Pan” to myślę, że większość ludzi nie postrzegała by muzyki tylko jako rozrywkę. W tym też że utworze można usłyszeć powalające skatowanie, trochę przypominające o tym, że w latach 80/90 wokalistka współpracowała z Urszulą Dudziak, nagrywając wspólnie nawet dwie płyty.

szeptem-b-iext45689002

Sukcesu albumu nie udźwignąłby tylko głos Grażyny Auguścik, gdyby nie jeden z największych perfekcjonistów klawiszowej wirtuozerii. Andrzej Jagodziński i jego Trio. Aranże brzmią tak, aby dało się rozpoznać charakter tamtych lat, ale by był jednocześnie świeży i oczarowujący. Czasem swingując, czasem wpadając w muzykę aktorską, ale przede wszystkim eksponując jazz. Wzorcowy, encyklopedyczny, gruby jazz. Któż inny zrobiłby to lepiej! Obawiam się, że nikt inny nie przychodzi mi do głowy. Kolaboracja totalna jak świeca i płomień. Trio Jagodzińskiego, czyli On sam jako lider, kontrabasista Adam Cegielski oraz perkusista Czesław Bartkowski w połączeniu z jakże nietuzinkowym warsztatem Grażyny Auguścik nie stworzyli dzieła, które cofa nas do lat 50 i 60. Stworzyli przepiękną płytę, która żyje w dzisiejszych czasach. Inspiracja, a nie kopiarstwo. Zrażony coverowaniem właśnie się przekonałem, że nie należy mierzyć wszystkich jedną miarą, bo istnieją giganty możliwe i gotowe zrobić z przeszłości teraźniejszość.

Marzy mi się teraz usiąść w pierwszym rzędzie i usłyszeć tego materiału na żywo.

Ocena płyty: