“Jestem ogromnie przywiązany do naszej ojczyzny” – wywiad z Krzysztofem Napiórkowskim

Krzysztof Napiórkowski powraca z nową płytą pt. “10 x Twardowski”, na której znalazło się dziesięć utworów z tekstami Jana Twardowskiego do muzyki Napiórkowskiego. Mieliśmy przyjemność spotkania z artystą, z którym porozmawialiśmy m.in. o pracy nad płytą, rodzinie oraz związaniu z Polską. Zapraszamy do lektury!

Długo kazałeś czekać swoim fanom na nową płytę.

Krzysztof Napiórkowski: Rzeczywiście, płyta została zarejestrowana już w zeszłym roku. Musiała jednak swoje odczekać ze względu na intensywną pracę koncertową. Dopiero na wiosnę tego roku usiadłem do miksów, czego efektem jest jesienna premiera albumu. Trochę to się rozwlekło, ale myślę, że to chyba nic złego. Lepiej, żeby materiał trochę dojrzał.

I żeby fani z niecierpliwością wyczekiwali premiery!

(śmiech) Apetyt faktycznie mógł być trochę zaostrzony, bo pierwsze informacje o płycie pojawiły się już w zeszłym roku. Ci, którzy czekali, wreszcie się doczekali.

Krzysztof Napiórkowski: chciałem wziąć na warsztat mniej znane utwory

Zdaje się, że sam pomysł na album powstał jeszcze wcześniej, niż w zeszłym roku.

Bezpośrednim impulsem do stworzenia tej płyty była podwójna rocznica: 100. rocznica urodzin Jana Twardowskiego, która wypadała w zeszłym roku, oraz 10. rocznica śmierci, która wypada w tym roku. Oczywiście, miałem już wcześniej kontakt z tym materiałem, robiłem już kiedyś jakieś szkice, ale propozycja nagrania tej płyty pojawiła się rok temu. Na początku zeszłego roku przystąpiłem do intensywnej pracy.

Jej efektem jest płyta pt. “10 x Twardowski”, na której znalazło się dziesięć utworów z tekstami Jana Twardowskiego. Jak wyglądała selekcja utworów tego poety?

Kierowałem się trzema kryteriami. Po pierwsze: chciałem wziąć na warsztat mniej znane utwory. Zależało mi na tym, by uzyskać efekt świeżości, który powinien nastąpić, bo jest to w jakimś sensie materiał premierowy. Po drugie: uczciwość wobec autora nakazuje, by pokazać różne wątki, jakimi się kierował. Dlatego wybrałem wiersze o różnej tematyce aby przybliżyć w szerszym kontekście twórczość autora. Trzecim kryterium były moje indywidualne, subiektywne preferencje dotyczące każdego utworu oraz intencja, żeby nadać im osobisty charakter. Nie każdy wiersz nadawał się też do umuzycznienia. Współczesna poeta charakteryzuje się tym, że fraza jest tak rozproszona i nieregularna, że współpraca z melodią jest niekiedy bardzo utrudniona.

Były takie utwory?

Moim zdaniem utwory Jana Twardowskiego są w większości bardzo melodyjne i te dziesięć utworów udało się zamknąć w formę piosenkową.

Krzysztof Napiórkowski: przed premierą płyty posiedziałem z ks. Twardowskim

Czy któryś z tych utworów jest Tobie najbliższy?

Tak. Jest to utwór “Nie martw się”. Od niego właściwie zaczęła się cała przygoda z tą płytą. Kiedy przyniosłem do domu duży wybór wierszy Jana Twardowskiego pt. “Nie przyszedłem pana nawracać” i otworzyłem go na losowej stronie, moim oczom ukazał się właśnie ten tekst. Szybko udało mi się do niego napisać melodię. Właściwie to był taki utwór, który prowadził mnie przez całą płytę. Sam album miał się nawet tak nazywać. Czułem też, że przez poezję prowadziła mnie też jakaś niewidzialna siła. Być może była to właśnie niewidzialna ręka Jana Twardowskiego?

Miałeś okazję poznać go osobiście?

Niestety, nie miałem tej przyjemności. Poznałem go jedynie poprzez jego książki. Dwa dni przed premierą płyty poszedłem na ławeczkę Jana Twardowskiego na Krakowskim Przedmieściu. Chwilę posiedziałem sobie z księdzem. Był to piękny, przedostatni dzień lata. Zaznałem nieco energii kosmicznych.

Tę energię zapewne czułeś też w studiu nagraniowym, gdzie towarzyszyli Ci nie tylko świetni muzycy, ale także m.in. Anna Maria Jopek, która zaśpiewała w utworze “Nie martw się”. Skąd pomysł na zaproszenie właśnie jej do zaśpiewania w tej piosence?

Anna jest tutaj bardzo kluczową postacią. Nadała zupełnie niepowtarzalny charakter temu utworowi. Dzięki niej uzyskał on dużo światła i jasności. Ania sama jest osobą bardzo pogodną i radosną, podobnie jak jej głos. Kiedy słuchałem tego utworu i kiedy Ania wchodziła w drugiej zwrotce, miałem wrażenie, że w pokoju robi się jakoś jaśniej.

Krzysztof Napiórkowski: Jan Twardowski mówił bardzo prostym językiem

Anna była postacią, którą planowałeś od samego początku zaprosić do wykonania tego utworu?

Podczas pisania muzyki wiedziałem, że chciałbym zaśpiewać go z osobą płci przeciwnej. Do tego skłaniał zresztą tekst utworu. Wtedy spotkałem Annę na pewnym przyjęciu, gdzie zdradziłem jej swoje plany. Wykazała wówczas ogromny entuzjazm, ponieważ też jest fanką poezji. To był sygnał, że to jest właściwa osoba.

Drugim gościem jest Adam Strug, który pojawił się w numerze “Druga jesień”. Dlaczego akurat on?

Z Adamem pracujemy razem w grupie, która nazywa się Monodia Polska. Jest to zespół jedenastu śpiewaków, którzy a cappella wykonują stare, polskie pieśni, począwszy od średniowiecza aż do pieśni XIX-wiecznych, które przekazywane są w tzw. tradycji ustnej, czyli bez zapisu nutowego. Tak poznałem Adama. Postanowiłem wykorzystać jego niezwykły dar interpretacji i jego niezwykły głos do tego, by wzbogacić moją płytę.

Czemu właściwie Jan Twardowski i jego utwory?

Jego teksty są uniwersalne i w ogóle nie straciły na aktualności, pomimo tego, że wiele z tych utworów było napisanych kilkadziesiąt lat temu. To są bardzo współczesne teksty. Oprócz tego, Jan Twardowski mówił niezwykle prostym językiem. Nie starał się robić żadnych lingwistycznych popisów, nie starał się imponować czytelnikowi erudycją, słownictwem czy warsztatem. Dążył do tego, by przekazać pewną myśl w bardzo czytelny sposób, ale też z dozą subtelności, co było charakterystyczne dla niego. Przy pracy nad płytą starałem się uzyskać efekt, który nazwałbym skróceniem dystansu pomiędzy poetą a czytelnikiem. Polega to na tym, że jeśli wiersz staje się piosenką, nabiera pewnej nowej wartości i łatwiej może trafić do odbiorcy, bo ma melodię. Według mnie każdy wiersz ma jakąś gotową melodię, ale trzeba postarać się ją odkryć. Na tym głównie polega praca z poezją.

Krzysztof Napiórkowski: staram się, by środki były adekwatne do danego tekstu

Pewnie nie zawsze jest to łatwe?

Nie wiem, czy to jest łatwe, czy trudne. To kwestia wsłuchania się w tekst i akcenty, które w nim występują. Muszę powiedzieć, że poezja księdza Twardowskiego jest wyjątkowo melodyjna i już sama w sobie ma jakąś wewnętrzną muzykę. Mam takie szczęście, że pracuję z muzykami, którzy działają w różnych stylach muzycznych, zarówno w jazzie, jak i klasyce czy muzyce popularnej. Moim zadaniem jest nadać muzyczny kształt tekstowi literackiemu. Staram się, by środki, których używam, były adekwatne do danego tekstu. Stąd na płycie usłyszysz różnorodne kompozycje.

“10 x Twardowski” to nie jedyny projekt, nad którym ostatnio pracowałeś. Twoi fani wyczekują także nowej płyty Wojciecha Majewskiego, na której się pojawisz.

Nie mogę doczekać się premiery tej płyty. Czekam na nią z niecierpliwością, bo znajdzie się na niej świetny materiał. Myślę, że możemy spodziewać się tam wielu niezwykłych rzeczy.

Jak nawiązaliście współpracę?

Wojtek zadzwonił do mnie i zaproponował mi, żebyśmy popracowali razem nad tekstami Stanisława Grochowiaka. Na płycie zaśpiewam utwór do świetnego sonetu pt. “Mobile”. Mobile to instalacje, które tworzył znany performer nazywający się Calder.

Krzysztof Napiórkowski: najbardziej lubię kontakt z naturą

Pracowałeś też nad nową płytą Moniki Lidke.

Tak, Monika postanowiła nagrać swoją płytę częściowo w Polsce. Znalazłem się w gronie muzyków, którzy pracowali z nią nad tym albumem. To będą ciekawe teksty Andrzeja Ballo, poety i autora sztuk teatralnych. Będzie to na pewno bardzo ciekawa, melodyjna i śpiewna płyta. Na płycie zaśpiewam dwa duety z Moniką Lidke, to są naprawdę świetne piosenki.

Z tego, co widzę, poeci ostatnio nie opuszczają Cię ani na krok.

Nie mam nic przeciwko temu. (śmiech)

Myślisz już nad nowym, autorskim materiałem, czy na razie jest na to za wcześnie?

Oczywiście, myślę nad nowym materiałem. Mam już sporo utworów, które czekają już w szufladzie. Jak wybrzmi płyta “10 x Twardowski”, na pewno zabiorę się za nowy materiał. Ale jeszcze nie teraz. Teraz jest czas na Twardowskiego.

To będzie autorski materiał czy ponowne spotkanie ze znanymi poetami?

Trochę spotkania z poezją, bo mam dużo tekstów poetyckich, nad którymi pracuję, ale mam też sporo swoich własnych piosenek. Takie połączenie jest ciekawe, bo jest to spojrzenie z innej perspektywy.

Co robisz po sesjach nagraniowych, koncertach? Jak ładujesz akumulatory?

Najbardziej lubię kontakt z naturą. Często jeżdżę do Szkocji, gdzie od wielu lat mieszka moja młodsza siostra. Lubię też nasze rodzime krajobrazy. Tak odpoczywam – blisko natury. Bardzo lubię pograć sobie muzykę poważną, np. Bacha. To mnie bardzo odpręża, zapewnia dyscyplinę i daje możliwość pracy nad własnym warsztatem.

Krzysztof Napiórkowski: jestem ogromnie przywiązany do naszej ojczyzny

Masz jedno miejsce na Ziemi, do którego lubisz wracać najczęściej?

Tak, lubię wracać na rodzinną Rzeszowszczyznę, gdzie się wychowałem. Czuję się tam bardzo dobrze, są tam wspaniałe widoki. Zresztą, sam Dalajlama podczas niedawnej wizyty w Świdnicy powiedział, że jest u nas pięknie i że chciałby tu zamieszkać. Pięknie powiedział. Tak się zachwycamy całym światem, gdzie nie pojedziemy, to jest pięknie. A tu nagle przyjeżdża ktoś taki, jak Dalajlama, i mówi, że chciałby w Polsce zamieszkać. Sam jestem ogromnie przywiązany do naszej kultury, ojczyzny. Czuję, że niedługo nadejdzie czas renesansu naszej kultury i zaczniemy doceniać własną muzykę, tradycję, która jest przecież bardzo bogata i różnorodna. To jest ważny element bycia Europejczykiem – znać swoją kulturę i potrafić ją dobrze zaprezentować. Chciałbym też, żeby zapanowała moda na dobrą piosenkę z dobrym, polskim tekstem.

Jak wyglądały muzyczne początki Krzysztofa Napiórkowskiego?

Jako młody chłopak interesowałem się nie tylko muzyką, ale także programowaniem, dość dużo czasu spędzałem przy komputerze. Garnąłem się do grania na instrumentach, co zauważyli moi rodzice, więc wysłali mnie na lekcje pianina do jednej ze szkół w Rzeszowie. Dziadek, widząc, jak gram na fortepianie, kupił mi gitarę, na której też później grałem. Dorastałem też w środowisku literackim. Mój kuzyn Jacek jest poetą, zaś ojciec – polonistą. W domu wszędzie były dobre książki, po które się sięgało. Była to zarówno polska, jak i światowa poezja. Jako dziecko mogłem bez ograniczeń korzystać z jego biblioteki.

Krzysztof Napiórkowski: tworzę z rodzeństwem mocną ekipę

Domyślam się, że to mocno wpłynęło na Twoją obecną fascynację poezją. Mama, rodzeństwo też są związani ze sztuką?

Nie, mama jest chemikiem, jest umysłem ścisłym. Mam też czwórkę rodzeństwa: starszego brata, dwóch młodszych braci i, wspomnianą już, młodszą siostrę. Każdy z nich gra na jakimś instrumencie, ale tylko ja zajmuję się muzyką zawodowo. Ale przy spotkaniach rodzinnych wszyscy wyjmujemy instrumenty i sobie muzykujemy.

Jesteś autorytetem dla swojego rodzeństwa?

Najmłodszy brat jest siedemnaście lat młodszy ode mnie, a siostra – o dziewięć. Jestem dla nich bardzo starszym bratem, więc pewnie jestem jakimś tam autorytetem. Jak się zjedziemy na święta, tworzymy mocną ekipę i dużo śpiewamy. (śmiech)

Często przyjeżdżają na Twoje koncerty?

Bardzo różnie, w zależności od tego, czy gram w pobliżu, czy nie. Moja rodzina już się na tyle osłuchała z moją twórczością, że nie potrzebują tak bardzo stałego kontaktu koncertowego. (śmiech)

Tego kontaktu potrzebują Twoi fani. Kiedy po raz pierwszy zaprezentujesz nowy materiał na scenie? Mam na myśli trasę koncertową.

Właściwie od października zaczynamy już grać koncerty. Będzie ich sporo. Będę też pojawiał się gościnnie podczas jesiennej trasy koncertowej Anny Marii Jopek i jej zespołu, a także zagram koncerty w wielu miastach Polski wraz ze swoim kwartetem. Wszystkie bieżące wydarzenia można śledzić na mojej stronie internetowej.

Dziękuję za rozmowę.