Tame Impala, Slowdive… – headlinerzy pierwszego dnia Colours of Ostrava

Już 14 lipca u naszych południowych sąsiadów zacznie się jeden z najważniejszych europejskich festiwali – Colours Of Ostrava, prezentujemy dziś headlinerów, którzy wystąpią w Czechach podczas pierwszego dnia festiwalu.

Tame Impala, dwukrotnie nominowani do Grammy, począwszy od 2007 roku, kilkakrotnie zdobyli statuetkę Australian Music Awards, najważniejszą nagrodę muzyczną w Australii, a ich drugi krążek “Lonerism” uplasował się na szczycie zestawienia najlepszych albumów 2012 roku. Grupa współpracowała z Flaming Lips, Kendrickiem Lamarem, czy Toddem Rundgrenem, oczarowując publiczność podczas światowych festiwali i królując na listach przebojów.

Szybkość z jaką Tame Impala podbili serca fanów i krytyków, jest jednym z największych fenomenów współczesnej światowej muzyki. Parker, nie oglądając się na komentarze, zaskakuje bardziej z każdym albumem. Zeszłoroczny krążek “Currents”, choć nadal przepełniony rockowymi graniem, zachwyca złożonością połączeń syntetyzatorów i elektroniki z soulem, R&B i popem. Swoją nieco odświeżoną, muzyczną osłoną po raz kolejny zyskali znakomite recenzje, a fani pokochali nowy styl grupy. Rok 2015 to dla nich trzecia już nominacja do nagrody Grammy, a także pierwsza do BritAwards w kategorii najlepszej grupy zagranicznej.

Instrukcję słuchania Tame Impala najtrafniej opisuje jedna z recenzji “Nie jest tak, że muzyka psychodeliczna to nazwa gatunku, podczas słuchania Tame Impala po prostu poszerzasz swoją świadomość”.

Trzecim albumem przeszli na stronę pop-rocka, przeciwstawiając się kategoryzacji i odkrywając zarazem nowe muzyczne horyzonty. Parker wyjaśnił: “Nie powiedziałbym, że moim celem jest tworzenie muzyki psychodelicznej, to nie jest Tame Impala. Przeciwnie, chcemy tworzyć muzykę, która uderza w serce i daje impuls publiczności”.

M83, Projekt ten został założony w 2001 roku w Antibes we Francji. Wtedy grupę tworzyli Anthony Gonzalez i Nicolas Fromageau. Ich debiutancki krążęk nazwany po prostu “M83” przeszedł bez echa, natomiast drugi krążek “Dead Cities, Red Seas & Lost Ghosts” wydany w 2003, odniósł ogromny sukces i dał grupie ogromny rozgłos w branży. Dzięki temu zespół został zaproszony do zmiksowania albumu “Silient Alarm” grupy Bloc Party. Muzycy współpracowali również z Plecebo, Depeche Mode czy Goldfrapp.  Tuż przed rozpoczęciem prac nad albumem “Before the Dawn Heals Us” zespół opuścił Nicolas Fromageau, co spowodowało, że M83 stało się solowym projektem Anthony`ego Gonzaleza. Do pracy nad trzecim albumem zaangażował muzyków rockowego zespołu Eon Megahertz. Album ukazał się w 2005 roku i odniósł kolejny sukces. Był on mieszaniną muzyki elektronicznej, post-rocka i progresywnego rocka. W kolejnych latach Gonzalez rozpoczął eksperymenty z muzyką ambient, czego efektem był wydany w 2007 roku album “Digital Shades Vol. 1”, który w zamierzeniu jest początkiem serii albumów z muzyką tego typu. Kolejnym albumem M83 jest “Saturdays = Youth”, nagrany przy współpracy z Kenem Thomasem i Ewanem Pearsonem. Album ten jest bardziej zbliżony gatunkowo do dream popu czy muzyki z lat 80.

Slowdive w latach 1989-1995 wydali trzy albumy, którymi niemal od ręki udało im się zapisać w historii rocka jako kluczowy zespół nowego gatunku, jakim było eksperymentalne shoegaze z lat ’90. “Fakt, że nasza muzyka, nawet po 20 latach, wpływa na nowe, współczesne zespoły, mówi samo za siebie. Jesteśmy dumni z tego, co udało nam się zrobić”, mówi piosenkarka Rachel Goswell, której piękny głos był ukoronowaniem hipnotyzujących kompozycji.

Dwadzieścia lat temu Rachel, gitarzysta i wokalista Neil Halstead, perkusista Simon Scott, basista Nick Chaplin i gitarzysta Christian Savill zakończyli działalność. Lata ’90 to przede wszystkim szybki wzrost popularności bezkompromisowego grunge i narodziny britpopu, z którymi Slowdive nie mieli zamiaru konkurować. “Britpop i grunge zdominowały rynek muzyczny, ale shoegaze powraca w postaci szalonych zombie, które po prostu nie umierają nigdy”, powiedział niedawno w jednym z wywiadów Christian Savill, wyjaśniając przyczynę zupełnie nieoczekiwanego powrotu Slowdive, jednocześnie przyznając, że zespół nie wyklucza wydania kolejnego albumu.

Nothing But Thieves, w 2012 roku pięciu młodych mężczyzn z Essex założyło zespół o dziwnej nazwie, nie ukrywając swoich wysokich ambicji muzycznych. Dzięki dynamicznym popisom wokalnym Conora Masona, chwytliwym, ale nie banalnym gitarowym riffom i popowym refrenom, szybko dotarli na szczyty zestawień w Wielkiej Brytanii.

Nazwę grupy ukradli z kapelusza – i to dosłownie – postanowili wylosować przypadkowe słowa, które później ułożyli w nazwę i tak powstało ‘Nothing But Thieves’.

Ich muzyczna przygoda rozpoczęła się już szkole średniej, kiedy to Conor (wokal) i Joe (gitara) zaczęli fascynować się graniem i występowali gościnnie z zaprzyjaźnionymi zespołami. Wkrótce do składu dokoptowali Doma (druga gitara) i postanowili wyruszyć w podróż w poszukiwaniu inspiracji. Ostatecznie zawitali do USA, a efektem ich wyprawy był mini krążek  „Graveyard Whistling”, który ujrzał światło dzienne w październiku 2013 roku. Tymczasem tuż po podpisaniu umowy z RCA Records, wyprzedali wszystkie miejsca brytyjskiej trasy koncertowej, podczas której supportowali m.in. Arcade Fire, Muse, czy Young Guns. W tym samym czasie uzyskali wysokie miejsce w pobraniach na iTunes, a ich winylowy singiel stał się bestsellerem.

Obecnie oprócz Conora, Joe i Doma grupę tworzą Price (perkusja) i Phil (bas). Zespół do pracy nad debiutanckim albumem potrzebował prawie dwóch lat. Jesienią ubiegłego roku fani otrzymali upragniony krążek, a zespół ruszył w trasę promującą materiał.