Najlepsze płyty jazzowe i okołojazzowe 2015 roku

To był bardzo dobry rok jeśli chodzi o muzykę jazzową. Poniżej znajdziecie nasze podsumowanie 25 Najleszych płyt jakie pojawiły się na rynku w 2015 roku.

1. Jack DeJohnette “Made in Chicago”

DeJohnette zbiera starych kumpli z dawnego Chicago i nagrywa najbardziej pełnokrwisty album jazzowy roku. Jest odrobinę nostalgicznie, bo to powrót do czasów, w których free jazz uchodził za rzecz cokolwiek wywrotową. Klasa sama w sobie.

2. Matana Roberts “Coin Coin Chapter Three: river run thee”

Ta płyta jest jak introwertyczna burza. Intensywna, przybierająca formę niepokojącego strumienia świadomości, pochłania całą uwagę słuchacza. Momentami jest jak w Krakowie, nie ma tu czym oddychać, ale w gruncie rzeczy to pełen emocji, bólu i wykrzyczanej niezgody na zło album. To trzecia odsłona zaplanowanego na 12 części cyklu.

3. Vijay Iyer “Break Stuff”

Nie jest to płyta podobna do „Historiocity” czy „Accelarando”. Na pierwszy rzut oka Vijay może wydał się nam nieco bezzębny i stanowczo zbyt łagodny. Z czasem odkrywasz, że to stary dobry Iyer, pogłaskany tylko przez cudowną rękę Manfreda Eichera.

4. Chris Potter “Imaginary Cities”

Znowu Manfred Eicher, tym razem z Chrisem Potterem i jego Underground Orchestra. Ta płyta zachwyca przestrzenią, brzmieniem, witalnością, instrumentalizacją. Brzmi trochę nie z tej ziemi, jakby maczał przy niej palce jakiś nadczłowieczy byt. Rzeczywiście – płytę produkował sam Manfred Eicher.

5. Kamasi Washington “The Epic”

Debiut i to od razu na trzech płytach. Przebojowy, świeży, piosenkowy. W skrócie – świetne kompozycje, pełni polotu instrumentaliści, trzy godziny kapitalnej muzyki, która nigdy się nie nudzi. Kamasi udowadnia, że jazz może być jednocześnie rozrywkowy i niepozbawiony wirtuozerii oraz innowacyjności.

6. Gov’t Mule feat. John Scofield “Sco-Mule”

Najlepszy gitarzysta rockowy spotyka się najwszechstronniejszym gitarnikiem jazzu by razem grać bluesa. Groove i potęga improwizacji!

7. Maria Schneider Orchestra “The Thompson Fields”

Osiem lat czekaliśmy na ten album. Maria Schneider dowodzi swoją orkiestrą jak doskonale skoordynowanym organizmem. Barwne, nieco sentymentalne, dla niektórych płyta roku.

8. Adam Bałdych & Helge Lien Trio “Bridges”

Muzyka, w której liczy się cisza. Symbiotyczna i liryczna, z wielką wrażliwością na ciszę. Po prostu – brawurowa.

9. The Bad Plus Joshua Redman “The Bad Plus Joshua Redman”

Kawał świetnie napisanego jazzu. Redman jak zwykle urzeka tonem, wrażliwością i wyobraźnią, Bad Plus nieortodoksyjnym podejściem do jazzu. I choć to może nietypowe połącznie, to z pewnością zadowoli fanów zarówno saksofonisty jak i tria.

10. Dave Douglas “Brazen Heart”

Dave Douglas od lat znajduje się na jazzowym topie. I aż dziw bierze jak się patrzy jak on rośnie i rośnie, staje się coraz większym, kompletnym oraz odważnym muzykiem. Jak przyznaje sam muzyk w wywiadach ostatnia współpraca z Waynem Shorterem odcisnęła na nim znaczące piętno.

11. Rudresh Mahanthappa “Bird Calls”

Silny, surowy, bezpośredni. Mahanthappa gra utwory Charliego Parkera, choć trudno nazwać je coverami. To raczej zbiór inspiracji, a może lepiej powiedzieć punktów zapalnych, bo momentami robi się tu naprawdę bombowo.

12. Steve Coleman “Synovial Joints”

To bez wątpienia najbardziej ambitny projekt legendarnego saksofonisty z Chicago. Muzyka napisana na trzydziestu wykonawców ma modelować sposób działania ludzkiego organizmu. Procesy muzyczne odpowiadają w zamyśle twórcy procesom fizjologicznym odbywającym się w obrębie układu nerwowego czy oddechowego. Koncepcja znakomita, i choć groził nam tu przerost formy nad treścią to wykonanie naprawdę nie pozostawia wiele do życzenia!

13. Lizz Wright “Freedom & Surrender”

Lizz Wright z powodzeniem mogła by zostać królową popularnych list przebojów. Ma ku temu wszystko charakter, niebywały talent, a także kilka album dla Verve na koncie. Lizz woli jednak nagrywać dla mniejszych wytwórni i zawędrowywać w bardziej nieoczywiste rejony muzyczne. Brawo!

14. RGG “Aura”

Liczba połączeń między mózgami członków RGG jest zapewne nieskończona. Podobnie jak przyjemność ze słuchania tego albumu.

15. Kenny Wheeler “Songs for Quintet”

Kenny Wheeler (nazywany czasem Duke Ellingtonem współczesności) zmarł we wrześniu 2014, a to nagranie zostało zarejestrowane w studiu Abbey Road 9 miesiący wcześniej. Bardzo świadoma i wyważona płyta. Zresztą, strzępienie wydaje się przy takich płytach czynnością bezsensowną. Po prostu posłuchajcie.

16. High Definition Quartet “Bukoliki”

Miniatury Lutosławskiego na jazzowo. Przewrotne, efektowne, z nutą prowokacji. Orzechowski i spółka znowu zaskakują, znowu są najlepsi.

17. Wojciech Jachna & Ksawery Wójciński “Night Talks”

Płyta jak najbardziej na czasie, bo nagrywana pod osłoną nocy. Jest to nagranie typu „live in studio”, w którym spotkali się wyśmienity trębacz z niemniej okazałym kontrabasistą. Rzecz kalibru poważnego, melancholijna jak trzeba i liryczna w sposób najdalszy od banalności. Dla wielbicieli NAPRAWDĘ dojrzałego jazzu.

18. Marcus Miller “Afrodeezia”

Nie jest to z pewnością najbardziej porywające dzieło Marcusa Millera. Ale to wciąż znakomity skład, świetne aranżacje, a także zapadające w pamięć melodie przeplatane kunsztownymi akrobacjami na gitarze basowej.

19. Kamil Piotrowicz Quintet “Birth”

Album z pazurem. Długim, nieco zakręconym i ostrym jak brzytwa.

20. José James “Yesterday I Had The Blues”

Fajnie, że Jose nagrywa jazz. Super, że sięga po repertuar nieśmiertelnej Billie Holiday. Jeszcze lepiej, że robi to znakomicie i w towarzystwie wspaniałych muzyków (John Patitucci, Eric Harland, Jason Moran). Klasowe nagranie.

21. Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio “Something Personal”

Łapiemy się na tym, że wciąż nucimy te melodie pod prysznicem. Niby kameralnie, niby akustycznie, a moc jest jak dzwon. Nućmy więc dalej.

22. Cécile McLorin Salvant “For One to Love”

To już trzeci album urokliwej Cecile. Wokalistki, która (jesteśmy tego coraz bardziej pewni) będzie kiedyś większa niż Esperanza Spalding.

23. Karrin Allyson “Many a new day”

Allyson śpiewa standardy Rodgersa i Hammersteina. Dla niewtajemniczonych – to ci od „My Favourite Things”. Szlagier ten (na szczęście!) na płycie pojawia. Obecni są za to znakomici John Patitucci i Kenny Baron. Doborowy skład, doborowa muzyka.

24. Jamison Ross “Jamison”

Kolejny debiut na naszej liście. Rzecz ciekawa o tyle, że Jamison jest śpiewającym perkusistą. Jest także laureatem nagrody Thelonious Monk Institute of Jazz. Płyta na wskroś jazzowa, choć pobrzmiewają na niej echa Marvina Gaye’a, starego bluesa i muzyki R&B. Solidna pozycja.

25. Adam Pierończyk & Miroslav Vitous “Wings”

Legendarny czeski kontrabasista spotyka się z jednym z największych innowatorów polskie jazzu. Efekt może być tylko znakomity.