Paweł Kovalczyk podsumował 2014 rok

Paweł Kowalczyk – charyzmatyczny wokalista o niespotykanej na polskim rynku muzycznym barwie głosu. Przez krytyków muzycznych uznany za największy “czarny” głos polskiej sceny muzycznej. Producent, autor tekstów, laureat wielu konkursów i przeglądów piosenek. Jeden z najbardziej zapamiętanych i charakterystycznych uczestników wszystkich edycji programu IDOL (finalistą III edycji), który gromadził co tydzień 6 milionów widzów przed telewizorami. Jego debiutancka płyta pod tytułem „Obsesja” wydana w 2009 r. została nominowana przez Program III Polskiego Radia „Lista Słuchaczy” do debiutu roku. Pomysłodawca, współproducent i wykonawca “KOVALCZYK BIG BAND PROJECT”, nowego albumu studyjnego, unikalnie łączącego nowoczesne brzmienie funky/soul z klasyką big bandu. Krążek nagrywany będzie na żywo, według standardów jakie obowiązywały w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.

……………………………………………………………………

Na wstępie chciałem podkreślić, że płyty które zrecenzuje są wybrane z pośród różnych nurtów muzycznych. Ostatni rok przyniósł wiele ciekawych wydawnictw, ale to właśnie te płyty chcę w tym roku wyróżnić i rzetelnie opisać. Moje pięć albumów które zostały wydane w 2014 r i zrobiły na mnie wrażenie pod różnymi względami to:

Coldplay “Ghost Stories Live 2014”

Jest to pierwszy album tej formacji który wysłuchałem od początku do końca i muszę przyznać, że sprawiło mi to przyjemność. Każda kompozycja na tej płycie jest przemyślana. Klimaty jakie panowie proponują zdecydowanie przeniosły mnie w bardziej melancholijną stronę muzyki. Krytycy nie ocenili tej płyty pozytywnie twierdząc, że artyści zapomnieli do czego służy gitara i że kompozycje z najnowszego albumu nadają się tylko do zrobienia remixów. Twierdzą również że ich szósty album to pomyłka i jednocześnie porażka. Ja jestem zupełnie innego zdania. Ciekawe brzmienia sampli, a przede wszystkim głos wokalisty, który w tle buduje ciekawe harmonie i dokłada przestrzenne chóry. Gitary pojawiają się w dużej ilości i są to bardzo ciekawe melodie tworzące dodatkowe tło. Miłośnicy elektronicznych brzmień też będą zadowoleni. Może właśnie dlatego nie słuchałem namiętnie Coldplay bo byli zbyt krzykliwi. Na tym albumie pokazują swoją wrażliwość, którą kupuje. Singiel “True Love”, solo gitary minimalistyczne, ale czy trzeba czegoś więcej żeby wyrazić emocje? Przestrzeń w kompozycjach oraz ich realizacja jest niesamowicie selektywna co daje olbrzymi komfort słuchania. Brzmienie płyty jest matowe i mocno basowe co dla miłośników takiej realizacji nagrań z pewnością jest atutem. Jak dla mnie rewelacja. Nie zawsze musi być ostro żeby było przyjemnie.

Natalia Przybysz “Prąd”

Szczerze powiem że długo się zastanawiałem czy napisać o tym albumie bo nie jestem z zawodu recenzentem i nie mi oceniać czyjąś pracę. Z drugiej strony tak jak Natalia jestem muzykiem i dlaczego mam nie napisać o jej świetnej płycie. Natalia od wielu lat zwraca moją uwagę z różnym skutkiem. Tak już jesteśmy zbudowani, że mamy gusta i guściki. Z pewnością co trzeba jej przyznać, że świetnie komponuje pieśni i piszę super teksty! Bardzo się cieszę że wreszcie wydała tego typu album. Już przy płycie tribute to Janis Joplin otworzyła się wokalnie. Pewnie kolejnym aspektem mojego podniecenia było brzmienie płyty. Po zapoznaniu się z ostatnim albumem “Prąd”czuje się świeży powiew innej Natalii jak i słychać wpływ różnych nurtów muzycznych przez jakie przeszła artystka. Tak naprawdę nie jestem w stanie sklasyfikować tego albumu ale uważam że to akurat atut tego wydawnictwa.
Oprócz singla jaki wydała Natalia i genialnego klipu chciałbym wyróżnić szósty utwór na płycie pt: “Kwiaty Ojczyste” z repertuaru Czesława Niemena. Na chwile przeniosłem się w tamte czasy gdy tworzyło się niepretensjonalną muzykę. Artystka na płycie nie tylko podjęła się zaśpiewała utworu Czesława Niemena ale również Miry Kubasińskiej pt: “Do kogo idziesz” co wyszło jej wybornie. Wykonując tego typu utwory pokazuje nam kim się inspiruje i kto jest dla niej autorytetem muzycznym. Garażowe brzmienia na tym albumie dodają kolejnego smaku. Jednym słowem kto jeszcze nie słuchał najnowszej płyty Natalii Przybysz gorąco polecam, warto!

Lenny Kravitz “Strut”

Kravitz wrócił do (żywych)! Znowu zaskakuje nas dobrym albumem i udowadnia nam że jest świetnym kompozytorem. Od Początku jego kariery jestem jego fanem ale ostatnio mnie zawodził swoimi płytami. Było nudno, pościelowo i nijako. No cóż może miał taki etap w swoim życiu. W sumie Kravitz może nagrywać co chce i jak chce :). Najnowszy album “Strut” to znowu powrót do fajnych i ciekawych brzmień ,melodii wokalnych oraz partii gitarowych. Od samego początku jak tylko włączyłem płytę nóżka zaczęła latać do rytmu jak przed laty, gdy słuchało się jego największych hitów. Wokal niezmiennie genialny i świetnie brzmiący. Kolejnym ciekawym elementem są świetnie chóry oraz sekcja dęta która jeszcze bardziej energetyzuje utwory. Słuchając takiego Lennego chce się iść na mega imprezę i tańczyć do białego rana! Totalnie energetyczna muza! Szkoda że nie miałem okazji zobaczyć go na żywo w Polsce, ale jak słyszę te numery z pewnością wiem, że rozwalił scenę. Ta płyta jest po prostu HOT.

Goldfrapp “Tales of Us”

Goldfrapp to nazwa zespołu pochodząca od nazwiska wokalistki która hipnotyzuje publiczność swoim głosem. Kilkukrotnie widziałem ten zespół na scenie podczas ich światowego tourne i powiem Wam, że ich koncerty są niesamowicie inspirujące. Wiele nauczyłem się od tego zespołu. Płyta “Teles of Us” to trochę inna odsłona tej formacji. Mam wrażenie, że tym albumem chcą sięgnąć zupełnie innych rejestrów, wrażliwości niż dotychczas. Hmmm… Czy oni próbują zważyć dźwięk? Mam wrażenie, że grają z lekkością piórka. Tutaj trzeba wspomnieć, że zespół od zawsze wyróżniał się bardzo mocnymi teledyskami oraz przemyślanym wizerunkiem. Może pamiętacie ich klip gdzie wszyscy aktorzy mają zamiast swoich prawdziwych głów, głowy psów? W Ich najnowszych kompozycjach pojawiają się brzmienia charakterystyczne dla zespołu Dead can Dance. Ciekawe czy czerpali inspiracje od tego zespołu tworząc np utwory “Alvar” oraz “Simone”. Orkiestrowe smyki jeszcze bardziej podkręcają dramaturgie kompozycji. Ostatnia rzecz, na którą chcę zwrócić Waszą uwagę to niebanalny wybór singla pt:”Annabel” który promuje wydawnictwo. Już nie wspomnę o klipie. Wszystkich którzy lubią nastrojowo alternatywne brzmienia zapraszam do odsłuchu jakże wyjątkowej i kolorowej płyty pt: “Teles of Us”. Nie boisz się wysokości i przestrzeni jaka jest na tym albumie? Włącz płytę i wskocz w tą przestrzeń.

Czesław Śpiewa “Księga emigrantów. Tom 1”

Dyskusje roztoczone nad tym albumem są dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Teksty Michała Zabłockiego narobiły sporo zamieszania ale to chyba właśnie o to chodzi aby poruszać konkretne tematy, również w twórczości artystycznej. Sztukę nie zawsze trzeba rozumieć dosłownie. W tym przypadku powstał pomysł i został zrealizowany i to się chwali. Miałem przyjemność razem z Czesławem wysłuchać jego płyty, tuż przed jej wydaniem. W pierwszej kolejności zwróciłem uwagę na świetną produkcję oraz teksty z charakterem. Uważam że Czesław poruszył ważny temat i ja to kupuje w stu procentach. Zwróćcie uwagę na warstwę muzyczną, proste melodie, idealną realizację dźwięku i lekko manieryczne śpiewanie Czesława które sprawia że album „Emigranci tom 1” tworzy spójną całość. Czekam na TOM 2!