Recenzja: Niechęć “Śmierć w miękkim futerku”

Bardzo to swobodne granie, niepozbawione technicznego kunsztu. Rockowe, z lekka psychodeliczne, przywodzące chwilami na myśl muzykę filmową. Niesłychanie dużo się na płycie dzieje. Częste zmiany tempa, doskonała motoryka sprawiają, że utwory brzmią świeżo i ożywczo.

“Śmierć w miękkim futerku” to debiutancka płyta warszawskiej Niechęci. Zespołu stworzonego przez muzyków już doświadczonych. Członków formacji: The Car Is On Fire, Vavamuffin czy Jazzpospolita.

Typowo jazzowego smaku jest stosunkowo niewiele. Gdzieniegdzie pojawia się dysonująca charakterystyczna dla gatunku melodyka, czasami na saksofonie dociśnie nieco Marcin Zwierzchowski. Trudno się dziwić, to album skierowany raczej do fanów szeroko rozumianej muzyki alternatywnej, niż klasycznego jazzu.

Gładkie, nieco smoothowe, brzmienie pozwala się bezboleśnie prześlizgnąć przez nieco ponad 40 minut muzyki. Faktycznie tytułowe futerko jest miękkie, przyjemne w dotyku, przystępne. Płyta jest czytelna, bezproblemowo przyswajalna.

Chyba jednak zbyt powierzchowna. Szybko odkrywa się wszystkie jej niuanse i przestaje zaskakiwać. Wpada jednym uchem, żeby drugim gdzieś ulecieć.

To prędzej kąpiel w brodziku, niż rejs pełną gębą. Ale nie ma co narzekać, i takie kąpiele bywają orzeźwiające. Solidna pozycja.