Felieton: Wielka Kariera Heńka Trąbki #3

 3. Nie mów do mnie stary!

Czy krawat się prasuje? Co zrobić z zapraskami na koszuli? I czy brązowe buty do czarnego garnituru to obciach? Takie pytania dręczyły Heńka przez całą noc przed wielkim dniem. Pierwszym Dniem Szkoły. Dawno już tego  nie przeżywał. Ile to już lat, od kiedy odebrał świadectwo dojrzałości, spalił zeszyty w wannie, dostał za to zakaz opuszczania pokoju przez dwa tygodnie i wreszcie – poprzysiągł sobie, że nigdy więcej nikt nie zmusi go do prowadzenia żadnego zeszytu.

Już tydzień temu odgrzebał swój stary plecak, gdzieś w zakamarkach strychu domu rodzinnego. Teraz leżał on przy drzwiach zapakowany starannie. Jakież kolorowe i fikuśne są dziś zeszyty! Z ryczącym lwem, z kobietą w stroju plażowym, z lasem tropikalnym i różowym prosiaczkiem o strapionej minie. Kupił cały tuzin, bo nie mógł się zdecydować. Saksofon wypucowany dokładnie czekał obok plecaka. Oparty o instrument leżał najważniejszy – worek na kapcie. Tak, Heniek Trąbka przemyślał własne życie i postanowił naprawić wszystkie błędy.

Pierwszy dzień szkoły to prawdziwy dzień matki. Równie zdenerwowana jak jej dziecko ma oddać czule i starannie wychowywaną latorośl w ręce bezdusznej machiny edukacyjnej, która będzie ją gnębić i zamęczać, aż w końcu doprowadzi do opuszczenia przez nią domu rodzinnego. Koszmar. A jeszcze do tego ci rówieśnicy. Z grzecznego dziecka są w stanie zrobić w przeciągu miesiąca zbuntowanego wyrostka kwestionującego polecenia rodziców i co gorsze, wstydzącego się czułych całusów w miejscach publicznych. Koszmar. Z tym, że normalni ludzie przechodzą to raz w przypadku każdego dziecka i jakoś da się to przeżyć, a Teresa Trąbka właśnie zmuszona była przejść przez to ponownie.

Heniek oczywiście zaspał i jednocześnie twierdził, że całą noc nie spał. Narzekał, że trzęsą mu się ręce i na pewno nie zdoła nic zagrać dziś na saksofonie, przez co w nowej szkole mogą pomyśleć, że jest mało zdolny. Nie chciał zjeść śniadania, tłumacząc, że zbyt stary jest na zupę mleczną oraz, że jeśli już to on lubi tylko płatki czekoladowe w kształcie muszelek, kukurydziane z miodem natomiast brzydko mu pachną.

Długo trwało, zanim wyszli. Teresa Trąbka była zachwycona. Czuła się tak młodo! Poza tym, zawsze uważała, że Henio ma potencjał. To ona, kiedy był jeszcze dzieckiem odkryła, że ma słuch muzyczny. To ona, za zaoszczędzone pieniądze kupowała mu najważniejsze płyty w historii jazzu. To od niej dostał na gwiazdkę i „A Love Supreme”, i „Kind of Blue”. Taka jest rola matki. Taka jest potęga matki. Chociaż trzeba przyznać, że znacznie lepszy efekt dało kupowanie drugiemu synowi podręczników zarządzania finansami przedsiębiorstwa oraz licznych biografii słynnych noblistów z dziedziny ekonomii. Ale przecież Heniek to artysta! Artyści zawsze wiodą życie na wspak, inne niż zwykli śmiertelnicy. Ona zawsze w Heńka wierzyła i proszę: teraz idą razem w ten piękny dzień, w pierwszy dzień szkoły, a Heniek znów ma oczy pełne blasku i nadziei.

Budynek był szary. Okna były stare i część z nich pozbawiona szyb. Za to tabliczka z napisem „Prywatna Szkoła Wybitności” przybita była nad drzwiami wejściowymi bardzo solidnie. Z wielu stron nadciągały pary matka-dziecko lub większe grupki matka-dzieci. Heniek z każdym krokiem był coraz mniej pewny siebie. Tuż przed drzwiami zdecydował, że rezygnuje i ucieka. Jest za stary na takie wygłupy! Ale mama pociągnęła go za rękę i nie miał już wyjścia. Byli w środku. Znaleźli się zaraz w starej auli, przystrojonej uroczyście na tę okazję transparentami „Witami młodych zdolnych. Jesteście przyszłością narodu!”. Łysawy dyrektor wygłosił nie jedno, a dwa przemówienia, wyjaśniając: „Tak, moi mili, u nas wszystko robi się dwa razy lepiej. Wszystko jest niejako podwójne. Wiedzcie za co płacicie.”

Heniek przysnął w połowie pierwszego przemówienia. Obudziło go dalekie wołanie jego nazwiska i szturchanie w bok. Szturchała go mama, wołał natomiast dyrektor ze sceny, na której sporo się pozmieniało. Teraz w czterech grupkach stali tam uczniowie. Finansistów można było odróżnić natychmiast. Stali w garniturach, z czarnymi teczkami w rękach i słuchawkami bluetooth przyczepionymi do małych uszu. Klasa medycyny naturalnej odznaczała się strojami ekologicznymi, wykonanymi z surowców wtórnych i bosymi stopami. Ci w okularkach, z ołówkami w butonierkach to rzecz jasna literaci. I jazzmani. Co drugi ma kapelusik. Prawie każdy – bluzkę z wizerunkiem Milesa. Heniek wstał i szedł w kierunku sceny. Słyszał zdziwione szepty. Dyrektor wciąż wołał „Heniek Trąbka, Heniek Trąbka! Czy jest na sali Henio?” Więc Heniek, niewiele myśląc odkrzyknął: „Idę przecież!” I wszyscy umilkli.

– Przepraszam, czy pan jest tatą Henia? – zapytał grzecznie dyrektor.

-Nie, szanowny panie, ja jestem Heniem.

-Słucham?

Heniek doprawdy nie wiedział, czego tu można były nie zrozumieć. Tłumaczył, że to on we własnej osobie jest nowym uczniem i słyszał narastający na sali chichot. Ktoś krzyknął: „Emeryt!” Ktoś inny: „To nie uniwersytet trzeciego wieku!” Heniek odwrócił się twarzą do tłumu i przyjrzał uważnie śmiejącym. Same kobiety. Doprawdy, co za okrutne istoty. Chciało mu się płakać. A co, to już dorosły nie może sięgać po wiedzę?

Wypomniał im to. Wypomniał im wszystko. Sięgnął po mikrofon, wyrwał go po prostu przerażonemu dyrektorowi, żeby każda z nich słyszała dokładnie, co on ma do powiedzenia. Ich babki walczyły o równe prawa kobiet! Walczyły, dzielne sufrażystki, o zanik dyskryminacji. One same przecież nadal prowadzą nierówną walkę z seksizmem, a teraz poddały się zbrodniczemu ageizmowi?! To nie do wiary! Przecież jeśli one, już podlegające wykluczeniu, wesprą jeszcze dyskryminację za względu na wiek, to tylko czekać, jeszcze kilka lat a będą podwójnie wykluczone! I tego uczą własne dzieci! Niebywałe!

Zawstydziły się. Umilkły. Patrzyły po sobie. Zaległa długa, krępująca cisza. I nagle, gdzieś spod ściany – rozległy się brawa. To jego matka, ocierając łzy dumy wstała i klaskała  głośno. Zaraz dołączyły do niej kolejne. I wkrótce – cała sala stała już, a aplauz wybił szybę w najbliższym oknie.

Heniek usłyszał tylko, jak niski chłopiec w za dużej koszulce i opadającym na oczy kapelusiku krzyczy w jego stronę. Podszedł i zrozumiał wreszcie, co tamten mówi:

– O stary! Dobre przedstawienie. Stawaj koło mnie. Jestem Krzysztof. Mama nie pozwala zdrabniać, bo to na cześć Komedy. Stary, normalnie dałeś im popalić!

Heniek warknął tylko „nie mów do mnie stary” i pomyślał, że idą dziwne i trudne czasy. Ale taka jest widocznie cena kariery.

Ciąg dalszy nastąpi już niebawem. Heniek rusza z zapałem do pracy.

Dla wszystkich, którzy przegapili poprzedni odcinek przygód Heńka: Wielka Kariera Heńka Trąbki #2